parallax background

Zielona Północ cz.1
z Mau Son do Bac Son

14 września 2020
Rejs po zatokach Ha Long & Lan Ha
25 sierpnia 2020
Zielona Północ cz.2 Nad jeziorem Ba Be
15 września 2020
Wietnam północny. Jesteśmy. Z delikatnym poślizgiem. Tylko trzy miesiące później, niż pierwotnie zakładaliśmy. Ale za to z jakim bagażem niezapomnianych doświadczeń i przygód. To nasz piąty miesiąc w Wietnamie. Z Ho Chi Minh City wyruszyliśmy, na naszej Asjatce, w marcu. Spędziliśmy sześć tygodni w Da Lat podczas wietnamskiego zatrzymania, przemierzyliśmy krętymi drogami wschodnie wybrzeże, zerkając zza zakrętów jak pionowe klify zanurzają się w morskiej toni, podziwialiśmy wschody słońca w Hoi An podczas trzytygodniowej przerwy w podróży i w końcu wjechaliśmy w najbardziej odległe i bezludne tereny górzystego, środkowego Wietnamu. Spędziliśmy noc pod namiotem, zrelaksowaliśmy się podczas błotnego SPA w jaskini, przeżyliśmy burzę na jeziorze i namachaliśmy się wiosłami aby przepłynąć pomiędzy zielonymi wysepkami zatoki Ha Long.
Dzięki zaistniałej sytuacji nasz pobyt w Wietnamie się wydłużył za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni „losowi” bo tylu miejsc i tylu przygód nie doświadczylibyśmy w dwa miesiące, bynajmniej nie w takim zakresie i bez presji czasu. A na północ dojechaliśmy w lipcu… jak się później okazało w samym środku pory deszczowej. Ale jak to? Przecież sprawdzaliśmy, że w tym czasie jest lato na północy! Kto by więc się spodziewał intensywnych opadów? A jednak. Ten mały szczegół okazał się kluczowy i ponownie nasz i tak ogólny plan musiał ulec zmianie… Gdzie nas to doprowadziło? To na razie tajemnica bo zanim zorientowaliśmy się, że wjechaliśmy w sam środek pory deszczowej, zdążyliśmy pokręcić się trochę po okolicy, nacieszyć oczy różnymi odcieniami zieleni, doświadczyć kilku ekscytujących przygód, uporządkować rytm dnia i co najważniejsze, po raz kolejny zaznać gościnności i przyjaznego nastawienia mieszkańców tego wspaniałego kraju.

Z zielonych gór Mau Son do złotożółtej doliny Bac Son

Perełki północno-wschodnich prowincji Wietnamu

Prowincje Lang Son, Bac Kan oraz Cao Bang to trzy północno-wschodnie prowincje Wietnamu, które oferują mnóstwo przyrodniczych atrakcji i nieodkrytych „perełek”. Góry wyższe i niższe oraz wapienne krasy pokryte bujnymi zielonymi lasami, wodospady mieniące się kolorami i królujące nad dolinami ukrytymi między wzgórzami, błyszczące w blasku promieni słonecznych słomkowo-złote tarasy ryżowe, niewielkie jeziora, rwące rzeki i zachwycające „Oko Anioła”. Małe wioski, farmy, leniwie pasące się bawoły tworzą niepowtarzalny sielankowy klimat północno-wschodniej części Wietnamu.

Komu w drogę… Różnorodność w Lang Son

Naszą północną przygodę rozpoczęliśmy w mieście Lang Son do którego udaliśmy się po kilku dniach spędzonych na wyspie Cat Ba i zatoce Ha Long. „Ucieczka” z turystycznej mekki Wietnamu na północ była jak „kojący balsam na piekącą ranę”. Północno-wschodnie prowincje Wietnamu mimo, iż cieszą się coraz większym zainteresowaniem ze strony turystów, to nadal pozostają dziewiczym zakątkiem kraju. W prowincji Lang Son poczujemy powiew rześkiego powietrza w górach Mau Son, zatrzymamy się w czasie na dworcu kolejowym w Dong Dang i odkryjemy pełne słońca tarasy ryżowe w Bac Son.

Na dworcu kolejowym Dong Dang czas się zatrzymał...

Nutka tajemniczości w otulonych chmurami górach Mau Son

„Ósemka” w prowincji Lang Son
Trasa: Lang Son - Pa Pec - Dong Dang - góry Mau Son - Lang Son
Odległość: 103 km
Czas: 1 dzień, około 7 godzin
Co na trasie: świątynia i dworzec kolejowy w Dong Dang, góry Mau Son, kolonialna wioska, alpejski klimat, pola ryżowe
O pętli: jednodniowa wycieczka, w spokojnym tempie z przerwą na zdjęcia, obiad, spacery, krótkie pogawędki z miejscowymi
Odcinki na trasie:
• Lang Son - Pa Pec (most Cau Khanh Khe) - wyboista droga wzdłuż rzeki, pokryta częściowo piaskiem, jazda w podskokach ze sztuką omijania kamieni i dziur
• Pa Pec (most Cau Khanh Khe) - Dong Dang - asfaltowy odcinek drogi, w dobrym stanie
• Dong Dang - Lang Son - ruchliwa droga szybkiego ruchu w bardzo dobrym stanie
• Lang Son - Mau Son - wąska, kręta, widokowa droga pnąca się pod górę, stan dobry
• Mau Son - Hai Yen - „łącznik” - ogólny stan dobry, w dwóch miejscach trwają prace na wzgórzu, droga w tym miejscach pokryta jest piaskiem i drobnymi kamieniami, przejezdna
• Hai Yen - Lang Son – odcinek przez góry, wioski, pomiędzy polami ryżowymi, ładny ale męczący, wyboista droga pełna kamieni.

Targ w Lang Son to miejsce gdzie można nabyć niemal wszystko od jedzenia po ubrania. Znajdą się tu też knajpki z "wystawką".

Miasteczko Lang Son
To tętniące życiem główne miasto prowincji Lang Son. Znaleźć w nim można kilka targów, kilka zabytków oraz przyjemny deptak spacerowy nad rzeką. To również dobre miejsce wypadowe w góry Mau Son oraz graniczącego z Chinami miasta Dang Dong. To właśnie tutaj rozpoczynamy naszą przygodę z północą, odkrywamy całkiem inny Wietnam, krajobrazy, kuchnię, drogi szersze i węższe, asfaltowe i utwardzone i takie od których padam ze zmęczenia i od ciągłego odbijania się od kasku Sebastiana, podskoków i nieoczekiwanego hamowania bo nagle zdezorientowana kura znalazła się pośrodku drogi i nie wie, w którą stronę uciekać 😉
Niecodzienne miejsca suszenia ziarna
Naszą „ósemkę” rozpoczynamy od miasta Lang Son i udajemy się w kierunku zachodnim. Droga poprowadzona wzdłuż rzeki Song Ky Cung jest bardzo malownicza ale i wyboista. To nie trasa na przejazd z bagażami. Slalom między większymi kamieniami, mijanka z bawołami to cały urok tego krótkiego odcinka, który kończy się wylotem na główną drogę QL1B. W tym miejscu skręcamy w prawo w kierunku miasta Dong Dang ale najpierw robimy sobie przerwę na moście. Czy jest coś niezwykłego w tym moście? Niby nic. Ale w czasie zbiorów kukurydzy i ryżu chodnik na moście pełni funkcję „suszarni”. Na całej jego długości suszą się ziarna ryżu. Pieszy po chodniku nie przejdzie. Kontynuując naszą wycieczkę do Dong Dang widzimy jak niemal przed każdym domem suszą się jakieś ziarna. A na polach już dojrzałe klomby kukurydzy czekają na czas żniw.

Most Cầu Khánh Khê to naturalna "suszarnia" dla ryżu i kukurydzy

W Dong Dang czas się zatrzymał
Dong Dang to niewielkie miasteczko, z którego można dojechać do granicy z Chinami. Zatrzymujemy się w nim na lunch. W lokalnych knajpach króluje mięso, a spotkać można nawet robaki i inne tajemniczo wyglądające dania. Wybieramy restaurację najmniej „podejrzaną” cieszącą się dużym zainteresowaniem miejscowych, w której wśród kilku wystawionych dań znajduje się tofu i warzywa. Kiedy po raz drugi przyjeżdżamy do tego małego miasta trafiamy do dziewczyny, która serwuje chao z dodatkami. Każdy może wybrać takie dodatki na jakie ma ochotę. Taką opcję chao jedliśmy tylko Lang Son i Dong Dang. W miasteczku znajduje się również kolorowa, wielokondygnacyjna świątynia, którą warto odwiedzić podczas wizyty w mieście. Zajrzeliśmy również na dworzec kolejowy (Ga Đồng Đăng). Czyżby zegar zatrzymał się na określonej godzinie w dniu, w którym dworzec został tymczasowo zamknięty? Na jak długo? To retoryczne pytanie towarzyszy mi podczas spaceru po pustym terenie dworca, na torach którego stoi kilka wagonów, dla których również czas się zatrzymał…

Wraz z czasem zatrzymał się transport kolejowy i drogowy

Kilkupoziomowa, kolorowa świątynia w Dong Dang...

Powiew świeżości
Z miasta Dong Dang udajemy się drogą szybkiego ruchu QL1A w kierunku Lang Son aby następnie zjechać na drogę numer QL4B i wjechać w wąską ulicę DT237B prowadzącą do kolonialnej wioski położonej w górach Mau Son.

Droga prowadząca do Mau Son to kręty 15-kilometrowy odcinek biegnący środkiem zielonej doliny. Asfaltowa droga wije się wokół porośniętych sosnami wzgórz. Pnie się ostro w górę, skąd rozpościera się rozległy widok na całe pasmo górskie. Im wyżej tym chłodniej. Upragniony powiew rześkiego powietrza delikatnie muska mi twarz. Ach, jak przyjemnie. W pewnym momencie poczułam się jak na alpejskiej łące. Mau Son słynie z tego, że przez większość część roku tonie w chmurach, a mgła unosi się nad wzgórzami, które w zimie pokryte są białą warstwą śniegu.
We francuskim kurorcie Mau Son
Góra Mau Son jest znana jako kurort z czasów francuskiego kolonializmu z dziesiątkami zbudowanych starych domów, willi i winnych piwnic. Na szczycie znajduje się kilka odrestaurowanych i kilka opuszczonych, porośniętych mchem willi. Znajdują się tu również punkty z jedzeniem i napojami. Krajowi turyści przyjeżdżają tu na piknik, którego nieodłączną częścią jest karaoke lub głośna muzyka. Miejsca „piknikowe” można łatwo zidentyfikować poprzez pozostawione wokół śmieci.

Tak czy siak miejsce jest klimatyczne, a z punktu widokowego roztacza się malowniczy widok na cztery strony świata. Warto to miejsce odwiedzić zanim stanie się, zgodnie z planami rządu, centrum turystycznym przyjmującym około miliona turystów rocznie...

Krętą drogą, zboczem wzgórza, pod górę, prosto na szczyt...

Na którym niegdyś Francuzi mieli swoje wille...

A na polu praca wre…
W drodze powrotnej skręcamy w kierunku wioski Hai Yen. „Łącznik” pomiędzy Mau Son, a Hai Yen jest w dobrym stanie za wyjątkiem dwóch miejsc w których prowadzone są prace na wzgórzu. Te odcinki pokryte są piaskiem i małymi kamieniami. W czasie deszczu mogą utrudnić przejazd tą drogą. Niemniej droga jest malownicza, a biegające nieopodal wiosek dzieci z uśmiechem do nas machają i wołają „hello”. Za Hai Yen podziwiamy wiejski krajobraz pełen zielonych lub żółtych pól uprawnych. Praca na polu wre. Niektóre poletka już są przeorane i przygotowane na ponowne sadzenie ryżu. Kobiety wsadzają niewielkie źdźbła w podmokły teren. Mężczyźni orzą pole przy użyciu maszyn, które prowadzą ręcznie. Po zakończonych zbiorach ziemia jest wypalana. Przez chwilę rozmawiamy na migi z kobietą sadzącą ryż i obserwujemy jak wygląda życie na wsi, w górskiej wiosce na dalekiej północy.

Czas zbiorów i sadzenia ryżu przenikają się nawzajem kończąc i rozpoczynając naturalny cykl

W drodze do Bac Son

Trasa: Lang Son - Dang Dong - Most Cau Khanh Khe - Bac Son
Odległość: 80 km
Nasz czas przejazdu: 3,5 godziny z dwoma pół godzinnymi przerwami

W zielono-żółtej dolinie - pętla Bac Son

Trasa: Bac Son - Vuon Quyt Hang Hu - wioska Nga Hai i kolejne małe wioski - Bac Son
Odległość: 80 km
Czas przejazdu i zwiedzania: 5 godzin z przerwami

Kiedy pojawiają się wapienne krasowe wzgórza to znak, że wjeżdżamy do doliny Bac Son

W drodze do Bac Son
Z Lang Son przemieszczamy się do Bac Son. Wybieramy drogę przez Dong Dang ze względu na łatwiejszą w „obsłudze” trasę. Pierwszy etap to znany już nam z dnia poprzedniego odcinek pomiędzy Lang Son i Dong Dang, który pokonujemy drogą szybkiego ruchu QL1A, a następnie skręcamy na drogę numer QL1B, którą płynnie dojeżdżamy prosto do Bac Son, mijając po drodze znany nam już most pełniący funkcję „suszarni”. Trasa jest łatwa i przyjemna. Mijamy kilka wiosek. W powietrzu unosi się zapach suszonego anyżu i innych nieznanych nam przypraw. Przed niemal każdym domem coś się suszy. Słoneczna pogoda sprzyja zbiorom. Za wioską Binh Gia krajobraz zmienia się. Przed nami ponownie wyrastają wapienne skały porośnięte bujną zielenią. Pniemy się w górę, a potem w dół prosto do doliny Bac Son, mieniącej się zielonymi i złotożółtymi tarasami ryżowymi. Dojrzałe kłosy uginają się i delikatnie falują na wietrze rażąc w oczy intensywnością swojego złotożółtego koloru. Okolica świeci blaskiem otaczających ją pól.
Złotożółta dolina Bac Son
Dolina Bac Son to wiejski okręg w prowincji Lang Son. Otoczona jest wapiennymi górami, pomiędzy którymi roztaczają się rozlegle pola ryżowe. Ryż sadzony jest tu przez dwa sezony w różnym czasie co sprawia, że w tym samym momencie można podziwiać zielone jak i żółte tarasy ryżowe, prace przy zbiorach jak i przygotowywanie pola i sadzenie kolejnej partii zboża. Żyzna gleba w dolinie Bac Son pozwala rolnikom uprawiać różne rośliny. Oprócz ryżu rośnie tu też kukurydza oraz słodkie ziemniaki. W czasie naszej wizyty w okolicy (w lipcu), nieopodal kwatery w której się zatrzymaliśmy, trwają zbiory. Jest to więc świetna okazja aby poobserwować jak wygląda czas żniw w zielono-złotym „raju”.
Nocleg w tradycyjnym domu na palach
Wioski w dolinie Bac Son zamieszkiwane są przez ludność etniczną Tay. Mieszkają oni w drewnianych domach na palach. Na dwie noce zatrzymujemy się właśnie w takim tradycyjnym domu w którym żyje trzypokoleniowa rodzina. Obserwujemy jak wygląda codzienne życie naszych gospodarzy i delektujemy się pysznym obiadem przygotowanym przez „głowę” rodziny, którą jest sympatyczna starsza kobieta. W wiosce Quinh Son jest kilka takich prywatnych kwater. To doskonała okazja aby pobyć wśród miejscowej ludności i doświadczyć życia w wiosce etnicznej.
Niecodzienne zjawisko na targu w Bac Son
Nieopodal wioski jest miasteczko Bac Son. To nieduże miasteczko ma całkiem spory targ. I to właśnie od wizyty na targu rozpoczynamy spacer po mieście. Szybko dociera do nas, że jesteśmy niecodziennym zjawiskiem w mieście. Na twarzach ludzi pojawia się zaskoczenie, zdziwienie, a potem uśmiech i serdeczne „hello”. Reakcje są bardzo pozytywne mimo, iż czujemy na sobie wzrok miejscowych. Mężczyźni zapraszają nas na pieczonego kurczaka i kieliszek lokalnego trunku. Na straganach króluje mięso, głównie pieczone prosię. Znajdujemy jednak jakieś warzywa u pani, która ma „wystawkę” dań i to właśnie u niej jemy kolację przy szybko i sprawnie przygotowanym stoliku.
Pętelka doliną Bac Son
Podczas pobytu w Quinh Son przeznaczamy pół dnia na pętelkę po Dolinie Bac Son. Z wioski Quinh Son ruszamy drogą numer QL1B w lewo, odwiedzamy „Vuon Quyt Hang Hu”, a następnie kontynuujemy jazdę wyboistą drogą numer DT241 przez wioski i wioseczki.

Tajemniczy ogród
Pierwszym punktem w którym się zatrzymujemy jest miejsce o tajemniczo brzmiącej nazwie. Sami nie wiemy czego możemy się spodziewać w środku. Parkujemy przed skałą na której widnieje napis „Vuon Quyt Hang Hu”. Tuż obok znajdują się schodki… idziemy, przechodzimy między skałami porośniętymi różnorodną roślinnością, mijamy ławki rozstawione jakby przypadkowo, pniemy się w górę i trafiamy na bramę… wchodzimy do środka.
Bajkowa kraina Vuon Quyt Hang Hu
Przed nami ukazuje się ładnie zagospodarowana przestrzeń pomiędzy skałami. Miejsca piknikowe, ławki, lampy, stoliki. Wszystko wkomponowane w naturalny sposób w przestrzeń ukrytą gdzieś w górach. Podchodzi do nas kobieta. Częstuje herbatą i informuje, iż wstęp kosztuje 20 000 VND od osoby. Wciąż nie wiemy za co ten wstęp. Kobieta wskazuje nam ścieżkę. Mijamy kolorowy domek, który wygląda jak ten z bajki o czerwonym kapturku, słyszymy dzieci jak pluskają się w basenie. My jednak skręcamy w lewo i pniemy się w górę po wyznaczonej ścieżce. Na „szczycie” czekają na nas dekoracje przygotowane na sesje zdjęciowe, a za nimi piękny widok na dolinę pełną pól uprawnych i domów, otoczoną krasowymi skałami. Tak wygląda dolina Bac Son z góry. Zakładam kapelusz na głowę i pozuję do zdjęć z „dekoracjami” i wspaniałym widokiem w tle. No w końcu po „coś” tu weszliśmy 😊

Pola, wioski otoczone krasowymi szczytami to Dolina Bac Son

Oceany pól ryżowych
Po przyjemnej jeździe drogą QL1B skręcamy w wąską ulicę DT241. Zwalniamy. To czas aby podziwiać oceany pól ryżowych pomiędzy zalesionymi, krasowymi szczytami. Malowniczy krajobraz budzi zachwyt. Doliny mienią się różnymi odcieniami zieleni od głębokiej po soczystą a nawet jaskrawą. Światło słoneczne odbija się w wodzie wypełniającej poletka dopiero co zasadzonego ryżu. Dym z ognisk utworzonych przez suchą słomę unosi się w powietrzu. Czas zbiorów przeplata się z czasem sadzenia. Wzdłuż drogi znajdują się mniejsze bądź większe wioski. W jednej z nich zauważam na straganie małe kulki z gałązkami, ułożone w małe snopki. To owoce o kwaśno-gorzkim smaku, które doskonale balansują smak w ustach, zwłaszcza po jedzeniu. Zatrzymujemy się. Biegnę po kulki, panie uśmiechają się i po chwili już z wszystkimi sobie machamy.
Przerwa w wiosce
Decydujemy się na przerwę po męczącej jeździe w podskokach. Zamawiamy świeżo wyciskany sok z trzciny cukrowej (nuoc mia) u jednego z mężczyzn, dostajemy krzesełka i stolik. Po chwili pojawia się kobieta, być może jego mama. Wyciska nam sok, kroi jack fruita, dziewczyny z naprzeciwka do nas machają. To są „te” magiczne chwile w podróży, które są jej esencją, które sprawiają nam najwięcej radości. Każdą z dróg można przejechać, rozkoszować się pięknem przyrody ale to „te” spontaniczne chwile spędzone w towarzystwie miejscowych tworzą całą otoczkę podróżowania. Każde wykrzyknięte z entuzjazmem „hello” nie tylko przez dzieci, pomachanie ręką, uśmiech sprawiają, że podróżuje nam się łatwiej i weselej, mimo czasem naprawdę dziurawych dróg ;)
Co jeszcze?
Podczas tej wycieczki podejmujemy jeszcze próbę znalezienia „Doliny Kwiatów”, która według mapy powinna znajdować się przy drodze numer DT243. Ta próba zakończyła się jednak niepowodzeniem… W miejscu w którym powinny być kwiaty były pola… Może to nie sezon na kwiaty?… Nie udaje nam się też wejść na punkt widokowy „Đỉnh Nà Lay” czego najbardziej żałujemy ale widoki z poziomu motocykla też są zachwycające.

Jedna prowincja, a jak różne miejsca. Z jednej strony pasmo zbitych, pokrytych lasem sosnowym gór Mau Son, gdzie powiew chłodnego powietrza przyjemnie muska twarz, a z drugiej porośnięte dżunglą krasowe skały broniące dostępu do żyznych gleb Doliny Bac Son.

Klimatyczne francuskie „wille” vs drewniane domy na palach. Co jest wspólne dla tych regionów? Uprawa ryżu z której żyje zamieszkująca wymienione wioski, ludność etniczna. Zarówno Mau Son jak i Bac Son mają swój niepowtarzalny klimat wciąż nienaruszony przez masową turystykę.

Jedziemy dalej... my również mamy dwa kółka :)