parallax background

Burza nad Trang An

17 sierpnia 2020
Dzień z życia w podróży
11 sierpnia 2020
Cat Ba
25 sierpnia 2020
 
Zaledwie 100 km od Hanoi, rzut beretem, wyrastają z ziemi, pokryte gęsto lasem tropikalnym, krasowe szczyty. Nie za wysokie, nie za niskie, zielone wprawiają w zachwyt. Otoczone rozległymi polami ryżowymi, które w odpowiedniej porze roku przybierają słomkowożółty kolor. W skałach ukryte są liczne świątynie buddyjskie, do których można dotrzeć po wyżłobionych schodkach. Wokół wije się rzeka Day River (Sông Đáy), a jej dopływy tworzą baseny i jeziora ukryte pomiędzy górami. Spokojna woda odbija niczym lustro imponujące szczyty i białe chmurki sunące po błękitnym niebie. Pod górami kryją się jaskinie powoli żłobione przez otaczające ją wody. Te jaskinie nie są tak olbrzymie jak jaskinie Phong Nha ale wystarczająco duże aby przez nie przepłynąć, pochylając delikatnie głowę. Chwila nieuwagi i guz na czole gwarantowany. Do tej baśniowej krainy można wpłynąć łódką i rozkoszować się widokiem dzikiej natury komponującej muzykę na żywo. A kiedy ciemne chmury nadciągną nad okolicę, błyskawica przetnie niebo, rozlegnie się potężny grzmot, gęste krople deszczu spadną z nieba i wiatr dorzuci swoje trzy grosze, to doświadczenie nabierze głębszego znaczenia i na długo pozostanie w pamięci.
 
 
O jakim zakątku Wietnamu mowa? To bogaty i urzekający krajobraz Ninh Binh. Miejsce od dawna popularne wśród wietnamskich turystów. Rozległe widoki, magiczne jaskinie, klimatyczne świątynie, romantyczne rejsy w cichej i spokojnej okolicy, wprawiają w sielankowy nastrój. Spokój, cisza i harmonia w miejscu często określanym jako „mały Ha Long Bay".
 
 
Hang Mua Central Homestay
Z kilku ciekawych opcji noclegowych wybieramy Hang Mua Central Homestay. Kluczymy wąskimi uliczkami wioski zanim trafiamy na miejsce. Intuicja po raz kolejny nas nie zawiodła. Wita nas wesoła rodzinka. Inicjatywę przejmuje dziewięcioletnia Zu, która od razu zaczyna z nami konwersację po angielsku. Częstuje nas herbatką z gór o gorzkawym smaku (wraz ze zmianą regionu zmieniają się też herbatki). Dołącza do niej młodsza siostra i starszy brat, który również aktywnie używa języka angielskiego. Po krótkiej rozmowie Zu proponuje nam wyjście na taras, które kończy się głośnym "Wow, ale widok!". Tak, widok niewątpliwie budzi zachwyt. Stoimy i wypatrujemy się w zielone skały na wprost nas. Na jednej z nich pną się schody. To główna atrakcja okolicy "Hang Mua". Przez pola przechodzi stado bawołów. Dostrzegamy wąską ścieżkę prowadzącą w kierunku skał. Dziewczynki ochoczo proponują, że pójdą z nami na spacer.
 
 
W lotosowym raju
Idziemy między polami, skałami i dochodzimy do bramy. „Chcecie wejść?” pyta Zu. Jasne, że chcemy. Okazuje się, że to teren prywatny. Nasze przewodniczki prowadzą nas do miejsca, które dopiero powstaje i które zostanie otwarte za około trzy tygodnie. Przed nami roztaczają się przepiękne kwiaty. Wchodzimy na bambusową kładkę spacerową umieszczoną na wodzie pomiędzy kwiatami lotosu. Z każdej strony otaczają nas kwiaty, liście i łodygi z ziarnami lotosu. Zu bardzo dobrze wczuwa się w rolę fotografa, a jej młodsza siostra w rolę modelki. Spacerujemy, poznajemy właścicieli, rozmawiamy. Wracamy przegryzając ziarna lotosu, wesoło i radośnie z kwiatem lotosu w ręce. Podoba nam się. Wieczorem rozsiadamy się na tarasie, na którym przy dźwiękach świerszczy relaksujemy się przez 7 kolejnych wieczorów obserwując jak księżyc rośnie osiągając swą pełnię w niedzielę 5 lipca, w pierwszą rocznicę naszej podróży 🙏
 
 
Tydzień w ajurwedyjskim rytmie dnia
Dlaczego ajurwedyjski? Bo udało nam się to co w czasie podróży wydawać by się mogło nierealne czyli wprowadzić rytm dobowy. Odkryłam jak optymalnie i efektywnie wykorzystałam czas spędzony w tym miejscu dbając o ciało, umysł i duszę. Poranne praktyki medytacji, sadhany i jogi - dla duszy, trochę pracy między 10:00 a 13:00 - dla umysłu oraz regularne posiłki, popołudniowy ruch w ramach zwiedzania i wieczorny relaks - dla ciała. Wszystkiego po trochu. Dzięki regularnym posiłkom o stałej porze przestałam tracić czas i energię na zastanawianie się kiedy i co zjeść i niepotrzebne dyskusje na ten temat z mężem. W końcu Sebastian odpuścił, dochodzimy do porozumienia i nagle udaje nam się jeść regularnie. 😊
 
 
Rytm dobowy
W Hang Mua Central Homestay zapewnione mamy wszystko aby z powodzeniem zastosować rytm dobowy. Pobudka przed 5:00. Tym razem to nie ptaki i koguty budzą nas ze snu. Codziennie o 4:45 rozbrzmiewa muzyka zakończona informacjami. Czy wszyscy w wiosce wstają o 5:00? Dzieci zaczynają lekcje o 6:00 więc prawdopodobnie tak. My już od dawna korzystamy z dobroczynnej energii poranka dlatego wczesna pobudka sprawia, że mamy więcej czasu dla siebie. Poranki są niezwykłe. Uwielbiam ten czas kiedy jestem sama ze sobą. Śniadanie jest wliczone w cenę pokoju więc wystarczy, że powiemy co chcemy i pyszny naleśnik z mango (lub inna opcja), owoce, sok lub kawa i herbata zostają podane. Na zadaszonym tarasie można spokojnie popracować, a na obiad wyskoczyć do oddalonego o 10 minut jazdy na motocyklu, centrum Ninh Binh. Od godziny 13:00 Wietnamczycy zazwyczaj się relaksują więc wchodząc do wegetariańskiej restauracji Com Chay An Lac wybudzamy sympatyczną właścicielkę z popołudniowej drzemki. Obiad można też zamówić w Hang Mua Central Homestay bez wychodzenia z domu. Popołudnie spędzamy na zwiedzaniu okolicy. Atrakcji bowiem na niewielkim ale jakże malowniczym obszarze Ninh Binh nie brakuje. Z Hang Mua Central Homestay można dojechać w 10-15 minut do Tam Coc skręcając w prawo, do An Trang skręcając w lewo i do „betonowego” centrum jadąc na wprost. A co z kolacją? Najprzyjemniejsze dla nas są te, które jemy na tarasie naszego „domu”. Pyszne, świeże i ciepłe dania serwowane przez właścicielkę smakują nam najbardziej. Wieczór to czas relaksu na leżaku, w blasku rosnącego księżyca przy akompaniamencie świerszczy i cykad.
 
 
Co można zobaczyć i czego doświadczyć w okolicy Ninh Binh?
Punkt widokowy i jaskinia Hang Múa
Najbliżej kwatery, w której się zadomowiliśmy znajduje się punkt widokowy i jaskinia Hang Múa. Hang Mua jest zbudowany na wzór „Wielkiego Muru”. Z tarasu homestay-a wijące się na zboczu wzgórza schodki prezentują się imponująco dlatego też nie wahamy się ani chwili aby wdrapać się na szczyt.
 
 
Na tę wycieczkę wybieramy się o 6:00 rano. Idziemy pieszo. Na ulicy bezpośrednio prowadzącej do atrakcji znajduje się kilka płatnych parkingów, a bilet wstępu należy kupić w budce przy bramie prowadzącej do resortu Hang Múa Ecolodge (Mua Caves Ecolodge). Następnie przechodzimy przez resort i wspinamy się po wapiennych schodach na punkt widokowy. Schodów podobno jest prawie 500. Podobno bo nie liczyłam. Na niższym z punktów spotykamy grupę dziewczyn ubranych w piękne czerwone suknie. Sesja zdjęciowa z malowniczym widokiem pól ryżowych w tle (piękne kreacje można wypożyczyć w sklepikach, pomiędzy parkingami). Podziwiam piękne dziewczyny i ich zaangażowanie w sesje fotograficzne, na które przynoszą nawet buty na obcasie. Pstrykamy kilka zdjęć i idziemy na wyższy punkt, na którym znajduje się potężny smok. Podziwiamy zapierający dech w piersiach widok, spoglądamy na krasowe szczyty i rozległe pola ryżowe. Jest godzina 7:00 rano, a ze mnie pot leje się ciurkiem. Lato w Wietnamie jest naprawdę gorące. Po zejściu ze „smoczego szczytu” udajemy się do niewielkiej jaskini będącej częścią kompleksu.
Bilet wstępu: 100 000 VND
 
 
Pagoda Chùa Am Tiên i Tuyệt Tình Cốc
Wybraliśmy się do świątyni Chua Am Tien, a na miejscu znaleźliśmy nie tylko świątynię umieszczoną w skałach jednego ze wzgórz ale coś więcej. Po przejściu przez tunel wydrążony w skale ukazał się nam cudowny obraz, jak z bajki. Malowniczy zakątek ukryty w górach. Pośrodku znajduje się jezioro, wokół którego można spacerować po specjalnie w tym celu przygotowanej ścieżce. Można wynająć łódkę i popływać po jeziorze. I przy okazji wdrapać się do świątyni buddyjskiej i z góry podziwiać zielony krajobraz krasowych skał.
Bilet wstępu 20 000 VND, parking 10 000 VND
 
 
Trang An Kompleks
Trang An to spektakularny krajobraz wapiennych szczytów krasowych, przesiąkniętych dolinami, z których wiele jest częściowo zatopionych i otoczonych stromymi, prawie pionowymi klifami. Na terenie kompleksu znajdują się świątynie, pagody, pola ryżowe a nawet małe wioski. To miejsce słynie z wycieczek łodzią. Do wyboru są trzy opcje – na trasie każdej z nich znajdują się jaskinie oraz świątynie. Każda z wycieczek trwa trzy godziny.
Koszt rejsu 250 000 VND, parking 15 000 VND
 
 
Klimatycznie i burzowo - niezapomniany rejs wijącą się rzeką kompleksu Trang An
Cóż to był za rejs! Nawet w tym momencie czuję na skórze ten dreszczyk adrenaliny. Ale zacznijmy od początku. O pogodzie w Ninh Binh na początku lipca można napisać tak: jest gorąco, wilgotno i nigdy nie wiadomo kiedy nagle niebo pokryje się gęstymi, burzowymi chmurami i pokropi trochę albo leje tak, że woda spływa po ulicy tworząc ogromne kałuże. Prognoza pogody nie za bardzo się sprawdza, w każdym razie ta którą my sprawdzaliśmy zawsze pokazywała coś innego niż działo się w rzeczywistości. O rejsie rozmawialiśmy od dwóch dni. Który dzień będzie lepszy? Kiedy nie będzie padać? Środa bez opadów, czwartek cały dzień deszcz – taka była prognoza. Padło więc na środę. Po obiedzie jedziemy do Trang An. Wybieramy opcję wycieczki numer 3. Zgodnie z programem w czasie rejsu odwiedzimy 3 świątynie i przepłyniemy przez 3 jaskinie w tym najdłuższą "Dot cave" rzeźbioną przez matkę naturę przez miliony lat. Kupujemy bilety i czekamy na jedną lub dwie osoby, które wraz z nami popłyną jedną łodzią. Po krótkiej chwili wyczekiwania dołącza do nas mężczyzna z tradycyjnym kapeluszem na głowie. My takich nie mamy i przez pierwsze minuty rejsu czuję jak słońce grzeje mi głowę, nie mówiąc już o tym, że pot leci ze mnie ciurkiem. Czy Wietnamczycy też się tak pocą? Zastanawiam się nie raz. Wypływamy z przystani spokojnie, powoli. W tym momencie do mnie dociera, że ten rejs ma trwać 3 godziny. Aż 3 godziny! Jak ja wytrzymam na tej łódce płynąc w tym niebywale wolnym tempie przez 3 godziny? Zerkam jednak na boki, na otaczającą nas przyrodę. Łagodnieję, złość zaczyna się rozpływać w powietrzu z każdym machnięciem wiosłem. Podpływamy do pierwszej świątyni „Trinh”, wysiadamy z łódki. Mamy chwilę na wejście do środka. Niebo zaczyna pokrywać się pojedynczymi chmurkami kiedy ponownie siedząc na łodzi, wpływamy do jaskini Dot cave – najdłuższej jaskini całego kompleksu Trang An. Płyniemy pomiędzy stalaktytami zdobiącymi strop jaskini, pochylamy głowę aby nie zahaczyć o wystające szpikulce. Ciemność rozświetlają delikatne lampki umieszczone w niedużej odległości od siebie. Jaskini w pozycji siedzącej jeszcze nie miałam okazji zwiedzać. To nowe doświadczenie, niezwykle absorbujące. Wyglądam światełka w tunelu. Zastanawiam się czy za następnym zakrętem będzie otwór. Jaskinia jest naprawdę długa. Po jej przepłynięciu wpływamy pomiędzy zielone wzgórza, strome klify wyłaniają się z wody, kolejna jaskinia i kolejna świątynia.
 
 
Niebo coraz bardziej pokrywa się ciemnymi chmurami. Wiatr zaczyna kołysać naszą łodzią. Humor nadal wszystkim dopisuje. Czuję pojedyncze krople deszczu na swoim ciele. Mija nas grupa pracowników kompleksu żwawo wiosłujących, jakby spieszyli się do „portu”. Pstrykamy jeszcze zdjęcie świątyni znajdującej się na wodzie, ale jest już ciemno, zbyt ciemno na robienie zdjęć. Zaczyna padać coraz intensywniej. Wyciągamy nasze peleryny i w tym momencie cieszę się, że mam pelerynę na głowie zamiast tradycyjnego wietnamskiego kapelusza. Trzecią świątynię mijamy obok obserwując jak żółte światło rozświetla jej wnętrze. Nagły podmuch wiatru popycha nas do przodu. Nasz kapitan się nie poddaje i żwawo, coraz szybciej macha wiosłami. Nagle niebo rozjaśnia błysk, po którym następuje grzmot. Skuleni z entuzjazmem obserwujemy grę żywiołów, która toczy się wokół nas. Nagle czuję się taka malutka na tej malutkiej łódce płynącej po wzburzonej wodzie pomiędzy górami. Naszemu towarzyszowi humor dopisuje nieustannie i mimo szalejącej burzy przeprowadza kolejną rozmowę telefoniczną. A ja nie czuję strachu mimo, iż okoliczności mogłyby spowodować panikę. Wiem, że bezpiecznie dopłyniemy do przystani gdzie wszyscy w czwórkę uśmiechniemy się do siebie, podziękujemy za wspólną niezapomnianą przygodę i w strugach deszczu rozejdziemy się każdy w swoją stronę kończąc rejs po 2 godzinach. I po co było się rozczulać na zapas? Zamiast spokojnych, relaksujących 3 godzin rejsu przeżyliśmy intensywne, niezapomniane stopniowo budujące napięcie 2 godziny w zachwycającym kompleksie Trang An. Warto było. Rejs w burzowym klimacie ma swój urok 😊
 
 
Bich Dong Pagoda
Ciekawa pochodząca z XV wieku pagoda położona na stromym zboczu wzgórza, składająca się z trzech poziomów, na których znajdują się kolejno: pagoda Ha, Trung i Thuong. Wybierając się do najwyżej położonej świątyni wchodzimy jednocześnie do jaskini. Z tej wysokości można również podziwiać okolicę. Widok nie jest zbyt rozległy ale i tak jest pięknie. Wstęp bezpłatny.
 
 
Tam Coc
Tam Coc dosłownie oznacza „trzy jaskinie”. Składa się z trzech naturalnych jaskiń: Hang Ca, Hang Hai i Hang Ba. Obszar ten nazywany jest „śródlądową zatoką Ha Long”. Główną atrakcją Tam Coc jest rejs statkiem do jaskini pomiędzy klifami, polami ryżowymi, wapiennymi krasami.
Tam Coc to także centrum turystyczne w którym pełno jest restauracji oraz opcji noclegowych. W tym czasie (lipiec 2020) jednak turystów jest mało. Spotkaliśmy tu zaledwie kilku obcokrajowców. Turystów krajowych w okolicy pojawia się więcej w czasie weekendu. Dlatego też restauracje w ciągu dnia są nieczynne, a wieczorami świecą pustkami lub są zamknięte na stałe. Dania wegetariańskie można znaleźć, jak to w miejscach turystycznych bywa, w prawie każdej knajpie. My jednak do Tam Coc jeździmy głównie na wieczorny spacer wokół jeziora.
 
 
Bai Dinh Pagoda
To obecnie największa świątynia w Wietnamie. Obszar „turystyki duchowej” zajmuje 700 ha, w ramach którego znajduje się 27 ha starożytnej świątyni położonej na wzgórzu, 80 ha nowej świątyni wraz ze starożytną, niedawno odnowioną pagodą Bai Dinh. To kompleks, na którym znajduje się również park, system jezior oraz parking. Do przemieszczania się, za dodatkową opłatą, pomiędzy najdalej oddalonymi od siebie punktami służą elektryczne pojazdy.
Wstęp bezpłatny, parking 15 000 VND, transport pojazdem elektrycznym 30 000 VND
 
 
Niedzielny spacer w wyjątkowy dla nas dzień
Do Pagody Bai Dinh jedziemy w naszą pierwszą rocznicę podróży po Azji. Nie przypadkowo wybieramy zwiedzanie świątyni właśnie w ten dzień. Wizytę w największej świątyni Wietnamu traktujemy jako wyraz wdzięczności za miniony rok. Spacerujemy po kompleksie odwiedzając kolejno klimatyczną, schowaną w skałach starożytną świątynię, podziwiamy ogromne, pokryte złotem statuetki Buddy w nowej świątyni, stajemy przy najwyższej w Azji buddyjskiej wieży, spacerujemy długim korytarzem Arhat wzdłuż którego na straży stoją w rzędzie rzeźbione postacie tajemniczo się do nas uśmiechając lub oddając się medytacji. Trzy godziny, w czasie których miło zagadują nas krajowi turyści, mijają nam szybko. Niedzielne przedpołudnie to idealny czas na spokojny spacer po rozległym, zielonym kompleksie Bai Dinh.
 
 
Świętujemy
5 lipca 2020 - to dla nas dzień szczególny, a jego wyjątkowość podkreśla jeszcze pełnia księżyca w koziorożcu. To nasza pierwsza rocznica. Fascynujący i zaskakujący rok w podróży. Dokładnie rok temu rozpoczęliśmy naszą przygodę. Rozpoczynając w Singapurze, odwiedzając kolejno Malezję, Sumatrę, ponownie Malezję, Bali, Nepal, Tajlandię, Birmę dotarliśmy do Wietnamu gdzie z radością utknęliśmy na dłużej. Nasz zachwyt Wietnamem nie mija i po 4 miesiącach z zapałem i ciekawością przemierzamy kolejne prowincje tego pięknego kraju pełnego wspaniałych ludzi. Uroczyście obchodzimy więc naszą pierwszą rocznicę świętując po wietnamsku. Przedpołudnie spędzamy w Bai Dinh wyrażając wdzięczność za naszą podróż. Potem jemy typowo wietnamski obiad czyli hot pot, który jest często wybierany przez Wietnamczyków podczas rodzinnych spotkań. Wieczorem, aby zachować równowagę, wybieramy się na lokalne piwko - bia hoi. No ale jak pić to co najmniej 2 litry. Mniej zamówić się nie da. Mamy więc wyjątkową okazję i dużo piwa 😊
 
 
Kończymy pierwszy i zaczynamy drugi rok naszej podróży przez świat i przez życie, podróży w głąb siebie... Owianej nutką tajemniczości i wielką niewiadomą...
Co nam przyniesie kolejny rok? Dajmy się zaskoczyć 😊