parallax background

Cuda natury w Parku Narodowym Phong Nha-Ke Bang

8 sierpnia 2020
Pod gwiazdami na Ho Chi Minh Road
4 sierpnia 2020
Dzień z życia w podróży
11 sierpnia 2020
 
W drodze do „Raju”
Po udanych i ekscytujących dwóch nocach „Pod gwiazdami” kontynuujemy naszą podróż zachodnią trasą Ho Chi Minh (Hồ Chí Minh Tây) w kierunku północnym. Jest niedziela. W wiosce Long Son znajduje się jedna stacja benzynowa. Kolejna będzie w Phong Nha. Kiedy podjeżdżamy pod stację okazuje się, że wzdłuż całego budynku rozciąga się brama… zamknięta brama. Nikogo nigdzie nie ma. Wszystko wskazuje na to, że w niedzielę stacja jest nieczynna. Dobrze, że zatankowaliśmy do pełna na poprzedniej, znajdującej się 36 km na południe, stacji. Przed nami dziki, bezludny, spokojny odcinek drogi Ho Chi Minh Tay. Delektujemy się jazdą przez góry, co jakiś czas przerywając ciszę wypowiadanym na głos zdaniem „Och jak pięknie” albo „Och jak cudownie”.
 
 
Po 90 km krajobraz się zmienia. Z ziemi wyrastają wapienne skały, a bogato pokryte gęstym, tropikalnym lasem góry, majestatycznie wznoszą się nad horyzontem. Ciąg skupionych w jednym miejscu wzgórz o podobnej wysokości tworzy różnorodne kształty, a czasami samotna góra wyrasta wśród otaczających ją pól. Pomiędzy nimi w dolinie płynie rzeka, a pod masywnymi górami kryją się wyżłobione milionami lat jaskinie, zarówno te odkryte i dostępne dla turystów i zapewne wiele jeszcze głęboko ukrytych niedostępnych dla człowieka. Ten różnorodny, pełen wapiennych krasów, największych jaskiń świata, podziemnych rzek i bogatej przyrody zakątek Wietnamu wpisany został na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To Park Narodowy Phong Nha - Ke Bang. To miejsce dla spragnionych przygód i adrenaliny turystów i tylko od zasobności naszego portfela zależy na ile będziemy mogli sobie pozwolić. Noc w jaskini albo dżungli, trekking, kajak, skok do wody, zjazd na linie, kąpiel błotna to tylko niektóre z głównych, podnoszących poziom adrenaliny atrakcji oferowanych przez agencje turystyczne. Bez obaw jednak - jeśli preferujecie zwiedzanie na własną rękę, to w Phong Nha bez problemu coś dla siebie znajdziecie, tak jak my 😊
 
 
Wraz ze zmianą krajobrazu zmienił się również charakter wioski położonej na tym obszarze, która w zaledwie kilka lat przemieniła się w popularną miejscowość turystyczną, ukierunkowaną na turystę zagranicznego. Nie poczujemy tu typowego wietnamskiego klimatu ani nie znajdziemy lokalnych knajpek, w których spotkamy miejscowych towarzysko spędzających czas. Imponująca już baza noclegowa wciąż się powiększa. Kwatery prywatne, pensjonaty oraz hotele rosną jak na drożdżach, zarówno wzdłuż rzeki Song Con przepływającej przez wioskę, jak i wzdłuż drogi prowadzącej do parku (z obu stron). Na obrzeżach miasteczka można zakosztować życia na farmie. Popularność tego miejsca wzrosła po odkryciu i zbadaniu największej jaskini na świecie Son Doong w 2009 roku. Od 2013 roku jaskinia jest dostępna dla zwiedzających. Wyłączność na organizację kilkudniowych wycieczek do jaskini ma agencja Oxalis Adventure. W okolicy znajduje się również wiele innych jaskiń, które w przystępnej cenie, można zwiedzić na własną rękę.
 
 
Niezdecydowani pośrodku miasteczka - czyli jak inaczej niż zwykle znaleźć nocleg w Phong Nha
Bogaty wybór ciekawych opcji noclegowych w atrakcyjnych cenach wywołał w nas lekkie niezdecydowanie. W centrum czy raczej poza centrum? Z balkonem czy ogrodem? Z widokiem na rzekę czy na góry? I kiedy tak stojąc pośrodku wioski zastanawiamy się co wybrać podjeżdża do nas mężczyzna i proponuje nam nocleg w swoim domu. Wygląda na to, że tym razem nocleg sam nas znalazł. Ustalamy cenę i jedziemy zobaczyć pokój w „Highway 20 Homestay”. 2 km od centrum czyli nieco dalej niż rozważaliśmy. Pokój w budynku, który został wykonany z drewna i bambusa, z wyłożonymi w łazience kamieniami pod prysznicem i w umywalce, staje się naszym domem na 6 dni. Jest ogród i miejsce gdzie można coś zjeść, przeczytać, popracować oraz spędzić upalny dzień. Tak upalnego lata podobno dawno nie było. Właściciel homestaya mówi, że w tym roku jest wyjątkowo ciepło. Deszczu nie było od miesiąca, jest bardzo sucho. Upał doskwiera również nam. Już od dłuższego czasu. Temperatury dochodzą do 38-40 stopni Celsjusza. W ciągu dnia najlepiej schować się w cieniu. I mimo, iż okolica jest niebywale malownicza to na jakąkolwiek aktywność sportową nie mam ochoty. Coś jednak robić trzeba, tym bardziej, że ceny biletów i atrakcji w tym „szczególnym” czasie zostały obniżone nawet o 50%. Grzechem byłoby nie skorzystać.
 
 
Miasteczko widmo czyli Phong Nha w czasie gdy turystyka zagraniczna nie istnieje
Jak już wspomniałam wcześniej miejscowość Phong Nha jest typowo turystycznym miasteczkiem. Co oznacza, iż w tym szczególnym roku 2020, kiedy turystyka zagraniczna nie istnieje, miejscowość „umarła”. Większość restauracji jest zamknięta, a ulice świecą pustkami. Nie żeby mi to jakoś bardzo przeszkadzało ale to miejsce wyjątkowo odbieram jako „opuszczony dziki zachód” z „kaczym skrzyżowaniem”, na którym codziennie na kolację można zjeść danie z kaczką. Targu nie ma, a knajpki wyglądające na lokalne dostosowały swoją ofertę do popytu, dlatego też menu w języku angielskim jest tu standardem. Ceny są również odpowiednio wyższe niż w centralnych regionach Wietnamu. Posiłki są także serwowane w każdym miejscu noclegowym. Restauracje wegetariańskie w tym czasie straciły rację bytu i są zamknięte. Co nam pozostało? W związku z tym, że pora lunchu w wiosce zaczyna się o godzinie 10:30 i kończy o 13:00 to albo czekamy na kolację do 17:00 albo udajemy się do sympatycznej młodej dziewczyny, która prowadzi restaurację „Dât Viēt”. Delektujemy się ciepłym tofu w pomidorach i szpinakiem nie wiedząc jeszcze, że to klasyczne danie wegetariańskie miesiąc później będzie nam „wychodzić uszami”. Od tego momentu szpinak pojawia się na naszym talerzu niemal codziennie 😉 Druga opcja znalazła nas sama. Kiedy po raz kolejny, zrezygnowani, przemierzaliśmy jedyną w wiosce ulicę, kątem oka ujrzałam machającą do nas kobietę. Wyczulona w ostatnim czasie na znaki mówię „sprawdźmy”. I okazało się, że w menu jest kilka pozycji wegetariańskich w bardziej normalnej jak na Wietnam cenie czyli 30 000 VND. Zamawiamy dania i właścicielka pyta czy chcemy też piwo. Piwo? Dziękujemy ale nie. Czyżby piwo było tutaj standardowo zamawiane do posiłku? Pytanie pozostało bez odpowiedzi. A jakość posiłku znacznie odbiegała od wietnamskiego, dotychczas nam poznanego, wysokiego standardu.
 
 
Czas na poznanie okolicy. Co można robić w Phong Nha?
Możliwości jest bez liku tym bardziej, że park jest cudem natury pełnym skarbów ukrytych w wapiennych krasach. I to właśnie jaskinie są główną atrakcją tego malowniczego obszaru Wietnamu. Jak zwiedzać jaskinie? Klasycznie na własną ręką albo w sposób zorganizowany, w pakiecie z innymi atrakcjami? My wybieramy opcję gwarantującą większą dawkę adrenaliny. Odpalamy więc naszą Asjatkę i wyruszamy na eksplorację tego niezwykłego obszaru.