Czy ktoś tu ma narzędzia?
Myślę, że nieprzypadkowo łańcuch spadł po raz pierwszy przy jedynym, w przeciągu kilku kilometrów, domu... Po raz trzeci zakładamy łańcuch i powoli zjeżdżamy aby zwrócić się o pomoc miejscowych. Kiedy parkujemy na jezdni przed domem, na plac podjeżdża dwóch mężczyzn, rzucają szybkie "hello" i znikają w środku... Hmm??? No to mamy pierwsze zadanie - wyciągnąć ich na zewnątrz. Przed drzwiami stoi pies, który zaczyna szczekać kiedy Sebastian podchodzi do drzwi. Słyszymy „hello” ale nikt nie przejawia zainteresowania turystami w potrzebie. Po chwili jednak jedna osoba za drugą wychodzą z domu. Dołącza do nich również gospodyni. Zasięgu brak, tłumacz Google nie działa. Na szczęście Sebastian ma wersję offline ale tylko do tłumaczenia w jedną stronę czyli z polskiego na wietnamski. Ważne, że chociaż oni mogą nas zrozumieć, bo my ich już nie. Po chwili kiedy już wszyscy wiedzą o co chodzi, zostajemy zaproszeni do środka. Siadamy na macie pośrodku domu i pijemy schłodzoną wodę. I rozpoczynamy rozmowę, taką na migi z pomocą rąk a trochę z pomocą tłumacza :) Kilka minut później przyjeżdżają narzędzia. Wspólnymi siłami łańcuch zostaje naciągnięty. Hurra!! Pamiątkowe zdjęcia, ogromna radość, symboliczna zapłata w ramach wymiany energetycznej i ciśniemy dalej :)))