parallax background

Zielona Północ cz.3
Perełki Cao Bang
Ban Gioc & Oko Anioła

16 września 2020
Zielona Północ cz.2 Nad jeziorem Ba Be
15 września 2020
Oaza spokoju w górskiej wiosce Seo My Ty
12 października 2020

Cao Bang jest wspaniałą ucieczką do natury, która daje uczucie rześkości i odświeżenia. Chłodniejszy klimat, bogate lasy, świeże powietrze, turkusowe jeziora, zielone łąki, kolorowy wodospad, krasowe szczyty i majestatyczne Oko Anioła czynią ten region wyjątkowym.

Prowincja Cao Bang jest bogata w niezwykłe cuda natury. Wapienne góry, porośnięte gęstą roślinnością, otaczają ryżowe i kukurydziane pola, a drogi wiją się zielonymi dolinami. Ten słabo zaludniony, przygraniczny region Wietnamu zamieszkiwany jest głównie przez ludność etniczną Nung, Dao, Tay i H'mong. To tutaj w jaskini Pac Bo ukrywał się Ho Chi Minh po powrocie z wygnania w Chinach.
Oszałamiające, naturalne piękno regionu zostało docenione, kiedy w 2018 roku UNESCO podjęło decyzję o włączeniu Cao Bang do swojej Globalnej Sieci Geoparków.
Z Pac Ngoi do Cao Bang
Po ekscytującym pobycie nad jeziorem Be Be ruszamy ponownie w kierunku północnej granicy Wietnamu. Tym razem naszym celem jest prowincja Cao Bang. Cała trasa z Pac Ngoi do Cao Bang, poza krótkim odcinkiem drogi numer 254, o której pisałam tu, jest w bardzo dobrym stanie. Droga numer QL3 to droga „szybkiego” ruchu z pięknymi widokami. Na pnących się pod górę odcinkach mijamy duże, załadowane ciężarówki, dla których wjazd pod górę to niemałe wyzwanie. Suną wolno ale do przodu 😉 Jazda przebiega płynnie po krętej, szerokiej i równej jezdni. W odległości około 70 kilometrów od Cao Bang znajduje się kilka restauracji serwujących lunch i kilka sklepów z lokalnymi produktami i owocami. Cała podróż zajmuje nam pięć godzin z przerwą na obiad.

Skrzyżowanie to idealne miejsce suszenia kukurydzy


Niezatłoczone, kręte drogi w prowincji Cao Bang

W czasie drogi podziwiamy różne odcienie zieleni

"OK, OK"
W Cao Bang postanawiamy zatroszczyć się o naszą Asjatkę, podreperować to co konieczne, umyć i wymienić niektóre elementy naszego najlepszego środka transportu. Na początek dokładne mycie. W Wietnamie myjnie samochodowe można znaleźć wszędzie. W Cao Bang jest ich wyjątkowo dużo. Nic dziwnego bo miasto jest bardzo zakurzone. Szybko znajdujemy myjnię i w czasie kiedy nasz motocykl jest gruntownie szorowany, my popijamy herbatkę siedząc przy stoliku z kilkoma mężczyznami przebywającymi w tym czasie w zakładzie. W następnej kolejności podejmujemy próbę znalezienia mechanika współpracującego z siecią Style Motorbikes, która specjalizuje się w serwisie motocykli naszej marki. Chcemy aby naprawili nam elektronikę i wymienili przednią oponę. Mechanika znajdujemy za miastem. Dwóch mężczyzn spogląda na kabelki, po czym jednogłośnie stwierdzają abyśmy przyjechali w następny dzień rano. Sebastian pokazuje im przednią oponę i pyta "Czy nadaje się do wymiany?" "Ok, ok" brzmi standardowa odpowiedź mechaników. Więc tak czy nie? Nigdy nie wiadomo…
Wesoły mechanik
No to szukamy innego mechanika. Mechaników również w Wietnamie nie brakuje. Jest, zatrzymujemy się. "I can help you" słyszymy. I od razu wraz z pomocnikiem sprawdzają klakson i elektronikę po czym główny mechanik o imieniu Quan zaprasza nas do stolika, polewa herbatkę i kieliszek ruoi. A potem drugi. A potem nalewkę leczniczą i po czwartej kolejce zaprasza nas do siebie na kolację. Pytamy kiedy? "Now". Jak teraz, to teraz. Po co odkładać kolację na jutro skoro można ją zjeść razem już dzisiaj, teraz. Pomocnik wymienia jeszcze przednią oponę Asjatki, Quan daje nam znak abyśmy czekali na niego w warsztacie, a sam wskakuje na swój motocykl i gdzieś jedzie. Wraca po chwili, zamyka warsztat i jedziemy za nim. W ten oto, nieoczekiwany sposób wylądowaliśmy na kolacji u Quana. W towarzystwie żony i ich dwójki dzieci spędzamy miło wieczór. Musimy przyznać, że nasza Asjatka wyjątkowo w tym tygodniu zatroszczyła się o uatrakcyjnienie naszej podróży. Dwie przygody zakończone w domach gościnnych Wietnamczyków :) A to nie koniec motocyklowego „SPA”… Asjatka uznała, że jeszcze jej mało…

Zapowiada się generalny przegląd motocykla i wymiana kilku części

Jedna wizyta u mechanika nie wystarczy?
Dwa dni później motocykl nie odpala. Dzień rozpoczynamy więc od wizyty u mechanika. Idziemy pieszo. W międzyczasie termiczny kubek z wodą otwiera się w plecaku Sebastiana zalewając aparat fotograficzny. Chwilowe napięcie jednak szybko mija kiedy okazuje się, że aparat działa, a całość wody została wchłonięta przez torbę ochronną. Uff, oddycham z ulgą bo byłoby "grubo". Sebastian ciśnie motocykl, a następnie wykorzystując niewielką górkę, rozpędza go, po czym wskakuje na siodełko i odpala ulubioną maszynę. Ponownie szukamy mechanika. Nagle wszystko działa. Zatrzymujemy się jednak przy warsztacie i próbujemy odpalić ponownie. A jednak nie działa. Akumulator do wymiany. Przy okazji jeszcze klocki hamulcowe i łańcuch i olej. Tym razem to generalne „SPA” dla Asjatki. Jak widać nie chciała jechać dalej bez gruntownej naprawy. Nawet pogoda nie sprzyjała dalszej podróży, a kiedy wyjechaliśmy od mechanika wyszło słońce ;). W końcu trafiliśmy do mechanika, który nie tylko mówi "ok" ale po pierwszym spojrzeniu, rzuca okiem po raz drugi i znajduje "problem".