Pod górkę w chmurkę
Ruszamy! Idziemy główną drogą. Pierwsze 4 km to dobrze znany nam odcinek drogi prowadzący do kościoła położonego na wzgórzu. Pokonaliśmy go kilkanaście razy w ramach spacerów po okolicy. Co jakiś czas mija nas ciężarówka wioząca kamień oraz miejscowi, którzy z niebywałą wprawą w prowadzeniu skutera pokonują koleiny na rozmokłej glinie. Droga jest naprawdę w fatalnym stanie. Pomiędzy betonowymi odcinkami pojawiają się co jakiś czas odcinki pełne błota i kamieni, które po deszczu są tak miękkie, że nie da się po nich jechać. Przejście po błotku też wymaga wprawy. Idziemy więc zygzakiem, raz z prawej strony, raz z lewej strony albo pośrodku, po większych kamieniach, a nawet na samych piętach kiedy pojawia się odcinek pełen wody. Mężczyźni niestrudzenie pokonują tę trasę kilkakrotnie podczas dnia zwożąc z wyższych partii gór drewno na zimę. Droga wiję się zboczem wzgórza. Jesteśmy coraz wyżej. Przekraczamy otwarty szlaban i wchodzimy do parku. W budce znajdującej się z naszej lewej strony nikogo nie ma. Zresztą budka wygląda na nieużywaną od dłuższego czasu. Po chwili jesteśmy w chmurach. Widoczność znacznie się zmniejsza. Przed nami nagle wyrastają niczym z ziemi jakieś postacie… ??? A, to strachy na wróble! Słyszę ujadanie psów. Czego pilnują? Ostatni z domów znajdował się bowiem bezpośrednio przed wejściem do parku. Nie jesteśmy jednak sami bo droga jest bardzo ruchliwa i co chwilę ktoś nas mija.