parallax background

Retrodegradacja
czyli pętla Hoi An – Da Nang – Hue – Prao – Da Nang – Hoi An

5 czerwca 2020
Nowy Wymiar Podróżowania – środkowym wybrzeżem przez Nha Trang – Tuy Hoa – Qui Nhon
30 maja 2020
Pod gwiazdami na Ho Chi Minh Road
4 sierpnia 2020
 
Kolejny etap naszej podróży po Wietnamie to czas retrodegradacji, podobnie jak retrodegradujące w tym czasie Wenus, Saturn czy Jowisz. Co to oznacza w naszym przypadku? Ruch wsteczny, dosłownie. Zatrzymanie. Autorefleksję i stopniowe wcielanie kolejnych ajurwedyjskich nawyków również w podróży, w czasie tymczasowego zatrzymania się, jak i ciągłego przemieszczania oraz nieustannie zmieniającego się otoczenia i warunków panujących w danym miejscu.
To zatrzymanie jest związane z upływającym terminem ważności naszej wizy. Trzy miesiące minęły i nadszedł czas na przedłużenie naszego pobytu w Wietnamie o kolejne trzy miesiące. W czasie oczekiwania na nową wizę postanowiliśmy zrobić kółeczko w środkowej części Wietnamu. Zostawiliśmy więc część rzeczy w Hội An i ruszyliśmy do Đà Nẵng, następnie do Huế i górską drogą wróciliśmy do Da Nang zatrzymując się po drodze w Prao. Ostatecznie jednak przemieściliśmy się do Hoi An gdzie spędziliśmy więcej czasu niż pierwotnie zakładaliśmy. Wieczorne spacery po plaży, poranny jogging nad rzeką, kąpiel w morzu o wschodzie słońca i idealne miejscówki, czyli leżak na plaży, do tworzenia nowych wpisów na bloga … czego chcieć więcej? Kawy zaparzanej w phin 😉 W tej środkowej, turystycznej części Wietnamu dominuje bowiem kawa z ekspresu i wejście do pierwszej lepszej knajpki może spowodować rozczarowanie zwłaszcza gdy się okaże, że właściciele stosują dwa różne menu w którym turystyczne ceny są dwukrotnie wyższe niż lokalne. I to właśnie w Hoi An i bliskiej okolicy praktyki te są najczęściej stosowane, nawet teraz gdy zagranicznych turystów jest tu niewielu. Niezależnie od miejsca, restauracji, kawiarni czy ulicznego punktu z ciasteczkami – nie jesteś Wietnamczykiem to płać podwójnie. W Hoi An rezygnuję więc z kawki w kawiarni, kupuję opakowanie wietnamskiej kawy na lokalnym targu i zaparzam w swoim zaparzaczu phin. Spoglądając na rzekę delektuję się każdym łykiem i widokiem, który mamy z tarasu. Z fusów zaś robię peeling i w ten sposób korzystam podwójnie, a moja skóra jest gładka i naturalnie odżywiona 😉
 
 
W drodze do Hoi An
Po kilkudniowym pobycie w Qui Nhơn ruszyliśmy do Hoi An drogą wzdłuż wybrzeża. Zrezygnowaliśmy z trasy prowadzącej przez Kon Tum. Zatrzymaliśmy się na nocleg tranzytowy w wiosce Tân Thành w której w przyspieszonym tempie przechodziliśmy proces oswajania miejscowych z turystami. Początkowa nieufność szybko zamieniła się w serdeczność i już pod wieczór mogliśmy się swobodnie poruszać między hotelem a plażą i nawet po raz pierwszy spróbować Bánh bèo w lokalnym stylu. Droga z Tan Thanh do Hoi An jest, co tu dużo mówić, po prostu płaska i nudna, na tyle że dwie trzecie trasy, którą oczywiście przebyliśmy na motocyklu, spędziłam na pisaniu.
 
 
Hội An – klimatyczne miasteczko otoczone wiejską scenerią
Po raz pierwszy do Hoi An przyjeżdżamy w dzień, w który jest pełnia księżyca. Oznacza to, iż całe miasteczko mieni się kolorowymi światełkami lampionów. Jest bardzo klimatycznie i nastrojowo. Na rzece puszczane są lampiony z zapaloną wewnątrz świeczką a po rzece pływają rozświetlone łódki. Łódki jednak pływają niezależnie od dnia. Spokojnie, przez główny most na rzece, nie da się przejść bo na każdym kroku ktoś oferuje 15 minutowy rejs. To tu skupia się nocne życie. Na nocnym targu sprzedawane są wietnamskie pizze, chè, kem czyli lody. Na uliczkach można spotkać panie, które sprzedają ciasteczka Bánh xoài (mango cake w których smaku mango na próżno szukać) i ciasteczka ziemniaczane z zieloną fasolką, bananem i kokosem. Jest ruch i gwar a po ulicach spacerują głównie Wietnamczycy. Hotele skupione wokół rzeki pogrążone są w ciemnościach. Nawet sobie nie potrafię wyobrazić jak to miejsce wyglądało kiedy istniała turystyka zagraniczna. Wzdłuż rzeki przez sprzedawców nước mía rozstawiane są co wieczór niskie, plastikowe krzesełka, w ilości masowej, O dziwo, wszystkie miejsca po godzinie 19:00 zapełniają się ludźmi. Wietnamczycy lubią w taki sposób spędzać wieczory. Prowadzić towarzyski styl życia.
 
 
Hội An to okoliczne wioski. Małe wyspy, wybrzeże z ładnymi plażami i wiejski krajobraz, który najlepiej podziwiać podczas jazdy na rowerze. Rowery są często dostępne w cenie noclegu. My również skorzystaliśmy z okazji i na miejskim rowerku zwiedziliśmy okolicę. Wystarczy jechać przed siebie, pomiędzy polami ryżowymi, wzdłuż plaży, zatoczyć kółeczko, zatrzymać się na nước mía, wjechać na wyspę Cẩm Nam aby wygodnie rozsiąść się nad rzeką i delektować się zimnym lokalnym piwkiem 😉
 
 
Hội An to plaże. Puste plaże. Bo przecież Wietnamczycy podczas największego upału na plaży nie siedzą. A zagranicznych turystów nie ma. Ci nieliczni którzy mieszkają bądź utknęli w Wietnamie korzystają z przestrzeni i wolnych leżaków. Wietnamczycy natomiast zjeżdżają się na plażę około godziny 16:00. Lokalni sprzedawcy rozkładają maty na piasku, montują światełka i na tak przygotowanych „stołach” miejscowi urządzają sobie piknik. Czyż to nie jest świetny sposób na romantyczną kolację na plaży z widokiem na morze i szumem fal w tle? Zamiast sztywno siedzieć na twardym krześle przy stole w ekskluzywnej restauracji można spędzić miło czas na miękkim, naturalnym piasku.