Do Mandalay przyjeżdżamy w jednym celu. Potrzebny nam środek transportu. Tak jak inne kraje Azji Birmę zamierzamy zwiedzić na dwóch kółkach. To najlepszy sposób na dotarcie do miejsc poza szlakiem. Skuter wypożyczamy u Zacha, od którego dostajemy również listę atrakcji oraz noclegów, których nie ma na booking.com. (Wszystkie informacje praktyczne odnośnie poruszania się motocyklem po Birmie znajdziecie we wpisie "Mjanma (Birma) motocyklem", specjalnie przygotowanym przez Sebastiana).

Co nas czeka na drodze? Przekonajmy się ...

Jedno jest pewne ... na pewno nie będą to tylko pojazdy na kółkach ;)
Pierwsze minuty na półautomacie czyli w podskokach do Pyin Oo Lwin
Pakujemy się w jeden duży i jeden mały plecak, resztę dobytku zostawiamy w wypożyczalni. Wrzucamy bagaże na bagażnik. Zaraz, zaraz ale jak to wszystko zawiązać i jak działa półautomatyczna skrzynia biegów? Wracamy na konsultacje. Sebastian zmienia biegi w miejscu, wszystko wydaje się być proste. Bagaże przywiązane. Wsiadamy na skuter. Sebastian odpala silnik, dodaje gazu… buch…buch… to mój kask odbija się dwa razy od kasku Sebastiana. Motor zgasł. „Hm? Co się stało?” Pytam męża. „To tylko ta skrzynia biegów, muszę wyczuć jak zmieniać biegi na półautomacie”. Ok. Próba numer dwa. Ruszamy. Hura, jedziemy. Udaje nam się wyjechać z miasta. Górka przed nami. Buch, buch to znowu mój kask. Ale jedziemy. Czerwone światło, zielone, ruszamy… buch, buch… dobrze, że to tylko kask a nie moja głowa bo czoło byłoby pełne siniaków 😉 Droga pnie się w górę, wokół rozpościera się widok na okolicę, trochę jakby zamglony. Może to smog? Wznosimy się wyżej, zimne powietrze podmuchuje w twarz. Jest coraz chłodniej. Po lewej stronie jezdni pojawiają się stragany. „O wina!” Takiej okazji nie przepuścimy. Hamulec, przechodzimy przez ulicę i kupujemy małe na próbę bo nie jesteśmy pewni co do jakości tych win.
Wciskamy butelkę do plecaka i wskakujemy ponownie na naszą furę i w podskokach docieramy do Pyin Oo Lwin – pierwszego punktu na naszej orientacyjnej mapie skuterowej wyprawy (orientacyjnej bo planowanie u nas odbywa się z dnia na dzień, nigdy z wyprzedzeniem). Zakwaterowanie znajdujemy w pensjonacie położonym niedaleko centrum miejscowości i ruszamy na miasto.

Ruszajmy więc na spotkanie z przygodą...

Oraz uśmiechniętymi i sympatycznymi Birmańczykami...
Atrakcje Pyin Oo Lwin
To niewielka miejscowość w której jest wieża zegarowa jak Big Ben w Londynie, tylko zdecydowanie mniejsza. Jest ogród botaniczny Kandawgyi i jezioro o tej samej nazwie. Jest też nocny targ (DHK Night Market and Food Court) i stragany z owocami, kilka knajpek i sklepów. I jest chłodno, rześko, w nocy wręcz zimno. Podczas wieczornego spaceru najchętniej wskoczylibyśmy w termo bieliznę, którą zostawiliśmy w Nepalu. O poranku ze świątyni rozbrzmiewają nauki, których chcąc, nie chcąc każdy musi wysłuchać. Nawet ja podczas porannej praktyki jogi na tarasie pensjonatu. W sumie, to niezła kombinacja: joga i nauki buddyjskie w tym samym czasie 😊
Niedaleko Pyin Oo Lwin (ok. 12 km) znajdują się wodospady. Najsłynniejszy z nich to Anisakan. Wskakujemy więc na nasze dwa kółka. Buch, buch i jedziemy. Dzień spędzamy wśród natury, szumu wodospadów, w ciszy i przestrzeni serca zatopieni w sobie lub wodzie (tu mowa o Sebastianie który do wody wchodzi zawsze i wszędzie). O Anisakan i pozostałych wodospadach więcej piszę tu: „Wodospady Mjanmy”.

Kolorowy DHK Night Market and Food Court w Pyin Oo Lwin

Małe wegetariańskie "conieco" w Daw Htwe Khin Myanmar Restaurant
Autostradą do Nawnghkio z przystankiem w buddyjskiej jaskini
W Pyin Oo Lwin spędzamy dwa dni po czym ruszamy do miejscowości Nawnghkio. Po drodze wstępujemy do świątyni Maha Nandamu Peik Chin Myaung Cave. Świątynia w jaskini wypełniona jest statuetkami Buddy. Najczęściej występujący tu motyw to Budda siedzący pod drzewem. Drzewa w delikatny sposób podświetlone są lamkami. Tworzy się w ten sposób przyjemny, lekki klimat. Ze ścian jaskini kapią krople wody, czasem prosto na okulary. Spotkać tu można głównie Birmańczyków odwiedzających świątynię całymi rodzinami. Wokół jaskini obszar jest również zagospodarowany, statuetki Buddy znajdują się także na zewnątrz. Przed kompleksem świątynnym są poustawiane stragany. Można tu znaleźć wszystko. Pamiątki, herbatę suszoną, smakołyki oraz wino. Korzystamy z okazji i degustujemy lokalne wino z winogron oraz innych owoców. To jednak nie nasze smaki. Za słodkie i zbyt „chemiczne” nie przypadają nam do gustu. Dobrze, że kilka dni wcześniej nie kupiliśmy dużej butelki.

Budda siedzący pod drzewem to motyw przewodni świątyni

Maha Nandamu Peik Chin Myaung Cave

Przed świątynią Maha Nandamu Peik Chin Myaung Cave

Na straganach przed jaskinią można kupić coś na ząb i nie tylko
W Nawnghkio znajduje się jeden tylko hotel - Naung Hkio Hotel, który ma licencję na przyjmowanie zagranicznych turystów. Nie mamy więc wyboru i musimy zatrzymać się w najdroższym, podczas naszego całego pobytu w Birmie, hotelu w którym po angielsku nikt nie mówi.
Ale to nie hotel jest naszym celem. Niedaleko znajduje się najsłynniejszy wiadukt w Birmie – Gokteik. Ten jeden z najbardziej spektakularnych mostów kolejowych na świecie został wybudowany w 1901 roku przez brytyjskich kolonizatorów. Ma prawie 700 metrów długości i ponad 100 metrów wysokości. Znajduje się na trasie pomiędzy Mandalay a Hsipaw. Można go więc podziwiać bezpośrednio w czasie podróży lub podczas postoju pociągu na stacji kolejowej Gokteik. My jednak do Hsipaw się nie wybieramy dlatego mamy zamiar go zobaczyć z punktu widokowego „widmo”. Dlaczego widmo? No właśnie…



