Pierwszy dzień w rejonie Inle. Propozycje wycieczki łódką po jeziorze sypią się z każdej strony. My jednak podejmujemy próbę zobaczenia jeziora Inle nie wykupując wycieczki. Wsiadamy na skuter i w drogę. Jedziemy w kierunku jeziora Moebyel. Przy okazji, co chwilę, zbaczamy z głównej trasy. Pierwsza boczna uliczka i wjeżdżamy pomiędzy pole ryżowe a pole ze słonecznikiem. Na polu ryżowym tylko tradycyjne stożkowe nakrycia głowy wystają zza zielonych roślin. Po chwili stożek wstaje i uśmiechnięta kobieta do nas macha. Nawet w tej chwili się uśmiecham na wspomnienie tego widoku.

Słoneczniki dodają uroku okolicy

Uśmiechnięte Birmanki machają do nas podczas pracy na polu
Kolejna dróżka pełna jest miejscowych. Nie jesteśmy pewni czy chcemy zaryzykować i w nią wjechać. Chwila wahania i wjeżdżamy. Od razu sypią się oferty łódkowe. Dziękujemy i wchodzimy na most Maing Thouk Wooden Bridge. Jesteśmy w floating village - wiosce położonej na wodzie.

Wchodzimy na most prowadzący do pływającej wioski

Tu wszystkie domy budowane są na wodzie
Chwilę stoimy na pomoście a następnie skuszeni przez mężczyznę wskakujemy do łódki na 20 minutowy rejs między domami. Naszego kapitana zastępuje pani kapitan, dostajemy kapelusze i płyniemy obserwując domy, szkołę, budowę nowego domu, pranie w rzece. Pojawiają się pytania „Jak wygląda życie na wodzie?” ...

Płyniemy i podziwiamy... jesteśmy coraz bardziej zaintrygowani życiem na wodzie

Budowa nowego domu bez gruntu pod nogami
Poranna toaleta, wyjście na zakupy czy do szkoły, budowa domu, uprawa warzyw, pranie, spotkania z przyjaciółmi czy rodziną ... normalne życie tylko na wodzie. Mała łódka jest niezbędnym dobrem, które posiadać musi każdy w pływającej wiosce. Bez niej nikt daleko nie dotrze. Ciekawe to i intrygujące. Obserwujemy i jesteśmy pod wrażeniem.

Poranna toaleta ... woda jest na wyciągnięcie ręki

Zamyśliłem się ... a tu tyle pracy do zrobienia ... która może poczekać ;)
Po rejsie decydujemy się na sok z awokado w Shwe Yee Win Floating Restaurant. Aby jednak dostać się do restauracji najpierw trzeba do niej dopłynąć. Czekamy więc przy pomoście na transport. Po chwili podpływa mężczyzna i już kilka minut później siedzimy przy niskim stoliku i patrzymy na most, łódki i położone nieopodal wzgórze. A co tam. Relaksujmy się!

Przystanek, na którym czekamy na transport do restauracji

I już po chwili delektujemy się pysznym sokiem z awokado obserwując mieszkańców pływającej wioski podczas wykonywania codziennych czynności
Relaks się nieco przedłużył a my mamy kawał drogi przed sobą. Przecież chcieliśmy dotrzeć do drugiego jeziora aby sprawdzić opcje rejsu po tymże jeziorze. Po godzinie jazdy na skuterze stwierdzamy, że to jednak za daleko. Rezygnujemy z zobaczenia sztucznie utworzonego jeziora i postanawiamy objechać wzgórze naokoło. Mijamy wioski, pola obsiane cebulą i szczypiorkiem, podziwiamy wiejski klimat okolicy. Jest pięknie. Czerwony kolor gleby, suche drzewa, wzgórza tworzą sielankowy krajobraz. Sam przejazd tą trasą jest przygodą samą w sobie.

Przejażdżka naokoło wzgórza jest przygodą samą w sobie ... pola, góry, wioski ... to wszystko podczas jednego dnia na wsi
Jedziemy w kierunku kompleksu światynnego Mwe Taw Kakku. Przyjeżdżamy tu jednak zbyt późno. Wstęp kosztuje 3 USD (lub 3 EUR lub 5000 MMK). Nie mamy czasu na dłuższy pobyt na terenie kompleksu, mimo, iż bardzo byśmy chcieli. Liczne małe pagody tworzą niezwykły widok, dzwoneczki w oddali zachęcają do medytacji … Jednak słońce chyli się ku zachodowi, a przed nami jeszcze 70 km do Nyaungshwe. Wybieramy drogę przez Taunggyi – stolicę stanu Shan. Miasto jest niespodziewanie duże, ulice są zakorkowane i wszędzie mnóstwo ludzi. Miasto nie wzbudza naszej sympatii. Spokojne wioski robią zdecydowanie lepsze wrażenie. Jadąc w dół stromą, krętą drogą w kierunku Inle, zerkamy na czerwone, zachodzące słońce.

Przepiękny kompleks świątynny Mwe Taw Kakku ... dzwoneczki zapraszają do spędzenia tu dłuższej chwili

Nieopodal Mahar Myat Mu Ni, którą można zobaczyć bezpłatnie a potem wyskoczyć na położony obok targ





