Cieplej, ciepło, słonecznie…
Robi się cieplej, chmury rzedną, wychodzi słońce. No tak, wystarczyło opuścić okolicę Sapy i już się klimat zmienił. W wiosce Bản Xèo jemy lunch, za który pani z zaciśniętymi zębami liczy sobie podwójnie (to powszechnie stosowane praktyki w Wietnamie, nie wszędzie, ale kilka razy daliśmy się na to złapać, zwłaszcza wtedy kiedy tracimy czujność lub wydaje się nam to niemożliwe „w takim miejscu”). Dalej droga prowadzi przez mniejsze wioski aż do miejscowości Bản Vược. Od tej pory jedziemy wzdłuż rzeki, która jest naturalną granicą pomiędzy Wietnamem a Chinami. Po drugiej stronie rzeki biegnie chińska autostrada. Jezdnia jest w dobrym stanie dlatego też szybko dojeżdżamy do miejsca, w którym droga skręca w lewo i zaczyna piąć się w górę, coraz wyżej i wyżej. Otwierają się przed nami panoramiczne widoki na chińskie pasma górskie. Przejeżdżamy przez małe wioski, podziwiamy tarasy ryżowe osadzone na stromych zboczach gór, mijamy wodospady i bawoły. Pokonujemy kolejne kilometry i jesteśmy coraz wyżej, coraz bliżej celu, ponownie w chmurach.