parallax background

Z Sapa do Ha Giang z nutką adrenaliny

13 marca 2021
„Powitanie Nowego 2021 Roku o Wschodzie Słońca”
2 stycznia 2021
Pętla Ha Giang – Trekking
17 marca 2021
 
Nadszedł TEN dzień. Na zachodzie wyłania się skrawek błękitnego nieba, a od wczoraj wieje ciepły wiatr... Wiatr zmian... Co to dla nas oznacza? Ruszamy w dalszą drogę. Opuszczamy naszą strefę komfortu. Nasz przytulny domek w Ta Van, w którym spędziliśmy aż trzy miesiące. Trzy niezwykłe miesiące pełne wglądów, przygód, relaksu, spacerów, rozmów, gotowania, dołków i zachwytów. Trzy miesiące w górskiej wiosce, w otoczeniu natury, wśród życzliwych i otwartych ludzi.
Przed nami niewiadoma i nowa przygoda w najbardziej na północ wysuniętej prowincji Wietnamu. Czuję ekscytację i palę się do wyjazdu. Pojawia się nowa energia. Co nas czeka w najdalszych zakątkach w Wietnamu? Jeśli nie wyjedziemy to się nie przekonamy.
Ruszamy! Dokąd?
 

Nasza strefa komfortu... komu chciałoby się ruszać w nieznane?

 
Krótsza czy dłuższa opcja?
Ruszamy do miasta Ha Giang skąd rozpoczniemy słynną wśród zagranicznych jak i krajowych turystów „Pętlę Ha Giang”. Z Ta Van do Ha Giang można dojechać w ciągu jednego dnia. Ta opcja zostaje jednak przez nas szybko odrzucona. Powód? Zbyt szybko, zbyt łatwo. To nie dla nas. Istnieje bowiem jeszcze jedna, dłuższa, budząca naszą ciekawość trasa alternatywna, biegnąca wzdłuż chińskiej granicy. To okazja aby dotrzeć do nieturystycznych wiosek i miast w których możemy obserwować codzienne życie mieszkańców. To okazja aby zobaczyć jak rozwijają się małe miasta i ukryte na wzgórzach małe wioski. To okazja aby podziwiać dzikie piękno przyrody i niedostępne albo trudno dostępne dla ludzi strome wzgórza oddzielające Wietnam od Chin.
Tak, to zdecydowanie opcja dla nas. Nie zastanawiamy się dwa razy. Wrzucamy na motocykl połowę naszego bagażu. Druga połowa zostaje w Com Lam Eco House. Przed nami kręte drogi w niewiadomym stanie. Wybieramy lżejszą i bardziej bezpieczną opcję podróżowania na naszej niezawodnej Asjatce, bez zbędnego balastu. Im mniej tym lepiej 😊
Wyjeżdżamy z okrytego gęstymi chmurami Ta Van. Im jesteśmy bliżej miasta Sapa tym, tak dla odmiany, bardziej słonecznie. Pasmo Hoang Lien Son przepięknie rysuje się na błękitnym niebie, temperatura powietrza spada. Czując rześkość i lekkość w powietrzu wjeżdżamy do kolorowej, słonecznej Sapy poznając ją na nowo, jakbyśmy tu byli po raz pierwszy. Po raz ostatni kupujemy ciasteczka kasztanowe, zerkamy na niezdobyty przez nas Fansipan i zjeżdżamy krętą drogą w dół doliny Rzeki Czerwonej (Sông Hồng) do stolicy prowincji Lao Cai.
 

Na pożegnanie Sapa zaskakuje nas słoneczną pogodą

Zerkam po raz ostatni na Fansipan... może kiedyś tu wrócimy aby wejść na szczyt?

 
Wzdłuż chińskiej granicy z Lao Cai do Muong Khuong
W stolicy prowincji zatrzymujemy się na obiad. Temperatura w mieście jest zdecydowanie wyższa niż w Sapa czy Ta Van. Jest bezchmurne niebo. Wyjeżdżając z miasta udajemy się w stronę granicy z Chinami na drogę prowadzącą do miasteczka Muong Khuong. Ruch na ulicy maleje, droga pnie się w górę, błękitne niebo budzi zachwyt. Czuję powiew świeżości i ekscytację. Z naszej lewej strony rozciąga się rozległa dolina, pośrodku której płynie rzeka. Na pofałdowanych wzgórzach widać domki tworzące małe wioski. Po drugiej stronie wzgórza biegnie droga, co jakiś czas pojawia się wodospad. Wzdłuż całej trasy możemy obserwować chińskie pasmo górskie.
 

Kierunek północ... w górę długiej przełęczy z widokiem na chińskie pasmo górskie

Pofałdowany górski krajobraz umila nam podróż

 
Zachwycająca przestrzeń umila nam jazdę, a kiedy na horyzoncie pojawiają się wapienne wzgórza to znak, że wjeżdżamy do Muong Khung. Miasteczko otoczone jest zielonymi stożkami tworzącymi naturalny mur obrony. Wybieramy nha nhgi (pensjonat) z widokiem na pola ryżowe i ruszamy na eksplorację okolicy, a następnie spacer po mieście i kolację w jednym z kilku lokalnych punktów gastronomicznych.
 

Pensjonat w którym się zatrzymujemy wygląda na nowy, pokoje są czyste i mają przyjemny widok z okna

Boisko, staw i ścieżka spacerowa to wspólne elementy niemal każdego miasta

 
Jak w bajce czyli z Muong Khuong do Bac Ha
Kolejny dzień to zachwycająca, pełna malowniczych widoków, przełęczy i zakrętów trasa biegnąca z Muong Khuong, przez Si Ma Cai, do Bac Ha. Jedziemy bez pośpiechu delektując się widokami. Jest bezchmurny, słoneczny dzień. Powiew chłodnego powietrza przyjemnie muska nam twarze. Podziwiamy małe osady na wzgórzach, kobiety pracujące w tradycyjnych, kolorowych strojach. Obserwujemy lokalną ludność i wołamy „xin chao” machając ręką. Droga wije się jak wąż prowadząc z jednego wzgórza na kolejne. Strome, niedostępne góry po chińskiej stronie budzą nasz podziw, a głęboki wąwóz oddzielający Wietnam od Chin respekt. Zatrzymujemy się kilkakrotnie aby podziwiać piękno natury i pstryknąć kilka fotek. Zachwycające widoki i przepiękna słoneczna pogoda tworzą bajeczny górski klimat.
 

Po wyjeździe z Muong Khuong oglądam się za siebie, za nami miasto otoczone wapiennymi stożkami a przed nami kręta, widokowa trasa prowadząca przez najbardziej odległe regiony Wietnamu

 
Sielankowo
Kiedy wąwóz znika za naszymi plecami my suniemy w dół krętą aczkolwiek przyjemną trasą biegnącą zboczem wzgórza, do rzeki Song Chay. Za rzeką trasa ponownie pnie się w górę. Krajobraz miejscami przypomina alpejskie zielone łąki. Mijamy drzewa pełne cytrusów i w takim sielankowym klimacie wjeżdżamy do Si Ma Cai, idealnie w porze obiadowej.
Zdążyliśmy. Mimo, iż jesteśmy przed 13:00 to co niektórzy już sprzątają swoje gablotki. Udaje nam się jednak znaleźć punkt serwujący ryż z warzywami w mieście w którym głównym daniem jest mięso. Wesołe gospodynie zapraszają nas na swoje mięsne dania, a kiedy mówimy „an chay” to uśmiechają się ze zrozumieniem i wskazują nam gdzie mamy iść.
Po obiedzie kontynuujemy naszą drogę do Bac Ha. To 30 kilometrowy odcinek, który pokonujemy nie spiesząc się zbytnio. Zatrzymujemy się kilkakrotnie. Pstrykamy fotki, podziwiamy majestatyczne wzgórza pokryte tarasami ryżowymi i ukryte w nich wioski.
 

Gigantyczny wąwóz a w dole "maleńka" rzeka to granica wietnamsko-chińska

 
Przytulnie z dbałością o szczegóły w La Beaute Homestay
W Bac Ha zatrzymujemy się w La Beaute Homestay, z którego roztacza się widok na okoliczne wzgórza i pola ryżowe. Pola ryżowe w sezonie zimowym wykorzystywane są pod uprawę warzyw i w tym właśnie czasie rolnicy orają ziemię i po tegorocznych zbiorach ryżu nie pozostaje żaden ślad.
La Beaute Homestay jest prowadzony przez sympatyczną kobietę, która z niezwykłą starannością dba o swój dom udekorowany lokalnymi wyrobami i wypełniony małymi dodatkami, które tworzą przyjemny klimat. To szczegóły, które dopełniają całość i sprawiają, że miejsce to jest wyjątkowe. Śniadanie zostaje elegancko podane na tarasie, a lokalna herbata w skład której wchodzi trawa cytrynowa, imbir, jabłko, cynamon, anyż jest dla mnie inspiracją aby właśnie taką rozgrzewającą herbatę parzyć „na drogę”. Gdzie znajdę składniki? Oczywiście na targu! Po to właśnie przyjechaliśmy do Bac Ha aby zobaczyć najbardziej znany i reklamowany wśród turystów niedzielny targ.
 

Widok z La Beaute Homestay sprawia, że z przyjemnością spędzamy czas na tarasie aby przy ciepłej herbatce delektować się promieniami słońca

 
Lokalne targi
Zanim jednak udamy się na niedzielny targ w Bac Ha jedziemy na sobotni targ do Can Cau, o którym dowiadujemy się od właścicielki La Beaute. Targi, z reguły, w północnym Wietnamie odbywają się raz w tygodniu. Zazwyczaj jest to sobota albo niedziela. Więcej o tym niezwykle ważnym dla miejscowej ludności etnicznej wydarzeniu, piszę w tym wpisie. Tutaj natomiast zamieszkam kilka zdjęć, które pokazują namiastkę tego co można spotkać na targach w północnym Wietnamie.
 
 
Tętniące życiem i kolorami lokalne targi w północnym Wietnamie to miejsca, których nie znajdziecie w żadnym innym regionie kraju.
 
 
Pho w Bac Ha
Pho czyli najsłynniejsza zupa w Wietnamie. Czy Pho w Bac Ha może zaskoczyć? Tak! Pho w Bac Ha różni się od Pho serwowanego w pozostałych regionach Wietnamu. Pho w Bac Ha ma kolor brązowy i jest wyrabiany na parze. Raz nam się zdarzyło, że zatrzymaliśmy się u pewnej kobiety, która myśleliśmy, że robi banh cuon (wietnamskie naleśniki). Kiedy podeszliśmy do niej okazało się, że robi makaron Pho (na zdjęciu). Z uśmiechem pokazała nam już gotowe placki, a my z głośnym „aha, to makaron” zaczęliśmy się śmiać. Ta podróż to nieustanne pasmo niespodzianek. A więc co z tym makaronem? Wyrobione ciasto wylewa się na naczynie służące do gotowania na parze a następnie okrągłe placki się suszy, po czym kroi na paski i sprzedaje na targu lub serwuje w zupie. Niemal każdy właściciel restauracji sam sobie wyrabia makaron, który później jest głównym składnikiem smacznej, rozgrzewającej zupy.
 

Co robi ta kobieta? Naleśniki? Nie! To makaron Pho, który w Bac Ha ma kolor brązowy :)

 
Zachód słońca w Bac Ha
W Bac Ha oprócz targu można również podziwiać zachód słońca ze wzgórza „Ngai Thau Sunset View” z którego roztacza się panoramiczny widok na miasto i rozlegle okoliczne wzgórza. Góry pięknie rysują się na horyzoncie, a otwarta przestrzeń zachwyca.
Aby wejść na szczyt należy zostawić motocykl w przy drodze i początkowo stromym podejściem wejść pod górę i dalej już łagodną ścieżką kontynuować wejście. To miejsce cieszy się również dużym zainteresowaniem wśród Wietnamczyków, którzy organizują sobie na wzgórzu piknik. Podczas podziwiania zachodu słońca dostajemy pomarańcze i po raz kolejny jesteśmy pod wrażeniem z jaką łatwością Wietnamczycy dzielą się, z nieznajomymi im osobami, tym co mają…
 

Ścieżka na wzgórze piknikowe z którego oglądamy zachód słońca

 
Wioska Lung Phinh
Podczas pobytu w Bac Ha zwiedzamy również okolicę. Jedno z bardziej tajemniczych miejsc do którego się udajemy to wioska Lùng Phình (na zdjęciu tytułowym). Wioska położona jest za wzgórzem, które oddziela ją od głównej drogi prowadzącej do Xin Man. To jednak zupełnie inny świat. Wioska zaszyta za wzgórzem, otoczona tarasami ryżowymi w której znajduje się kilka domów, w której nie mieliśmy odwagi się zatrzymać aby nie zaburzać spokoju jej mieszkańców. Przejeżdżamy więc tylko wąską, dobrej jakości dróżką obok domów i zaskoczonych naszym widokiem ludzi, mijamy tarasy ryżowe i z zachwytem spoglądamy na ukryty między górami świat do którego nie dociera współczesny styl życia. Jak dobrze, że takie miejsca jeszcze istnieją…
 

Wioska Lung Phinh i okolice Bac Ha to spokojne, ciche i niezwykle malownicze miejsca

 
Spotkanie
Na zakończenie naszego pobytu w w Bac Ha spotykamy znajomego Australijczyka, którego poznaliśmy w Com Lam Eco House. Tim zmierza do… La Beaute Homestay. Po raz kolejny przekonujemy się, jaki ten świat mały 😊
 
 
Ekstremalnie i spektakularnie na trasie Bac Ha - Xin Man - Hoang Su Phi - Ha Giang
W tym dniu opuszczamy prowincję Lao Cai i wjeżdżamy do prowincji Ha Giang. Czy zauważamy różnicę? Tak, pojawia się dreszczyk adrenaliny bo pogarsza się jakość drogi i zmienia się pogoda. Droga pełna jest drobnych kamieni, ostrych zakrętów i jest śliska podczas deszczowej aury, która towarzyszy nam w drodze do Ha Giang.
Pierwszy odcinek z Bac Ha do Xin Man pokonujemy szybko i sprawnie. Droga jest spektakularna a do Xin Man, położonego wzdłuż stromego wzgórza, prowadzi seria ostrych zakrętów tworząc długie serpentyny. W mieście zatrzymujemy się na lunch w jednej z kilku lokalnych restauracji oferujących com binh dan lub pho. Na nocleg zatrzymujemy się w mało interesującym miasteczku Hoang Su Phi(zwanym również Vinh Quang). W godzinach popołudniowych jedziemy na wycieczkę za rzekę. Droga jest wyboista dlatego też zatrzymujemy się w pewnym momencie aby podziwiać piękno okolicy w promieniach zachodzącego słońca.
 

Tama na trasie to często spotykany widok w północnych regionach kraju

 
Historia emerytowanego żołnierza armii wietnamskiej
Przeprowadzamy za to bardzo interesującą rozmowę z właścicielem pensjonatu, w którym spędzamy noc. W dniu wyjazdu niespodziewanie zaprasza nas na kawę i kiedy dajemy mu telefon z tłumaczem, małomówny dotąd mężczyzna, zaczyna opowiadać nam historię swojego życia. I tak bez znajomości języka rozmawiamy z byłym żołnierzem armii wietnamskiej. Oglądamy mundur wojskowy, odznaki i wyróżnienia. Słuchamy o poglądach i filozofii życia 70-letniego mężczyzny i z uznaniem kiwamy głową. Nigdy byśmy się nie spodziewali, że takim sympatycznym akcentem zakończy się nasz pobyt w Nhà Nghỉ Thuận An.
 

W promieniach zachodzącego słońca na bocznej trasie z Hoang Su Phi

 
Nutka adrenaliny
Po przyjemnej pogawędce ruszamy na jeden z bardziej wymagających odcinków na trasie. Droga numer 177 to prawdziwe wyzwanie zwłaszcza w pochmurny dzień kiedy mokra nawierzchnia jest bardzo śliska, pełna dziur i niestabilna. W pełnym skupieniu śledzę każdy zakręt i nawierzchnię drogi co jakiś czas zerkając na boki. Krajobraz jest górzysty, malowniczy i zachwycający, nawet we mgle. Z zachwytem zatrzymujemy się co chwilę aby podziwiać tarasowe pola ryżowe. Ekscytująca podróż wiedzie przez dwie wysoko położone przełęcze. Na drugiej z nich delikatna mżawka sączy się z nieba utrudniając jazdę. Dalej droga schodzi w dół i łączy się z główną drogą prowadzącą do Ha Giang.
 

Nawet podczas deszczowej aury krajobraz budzi zachwyt, a chwila relaksu pozwala nam na chwilę odwrócić wzrok od mokrej nawierzchni drogi

 
Prosto do Ha Giang
Oddycham z ulgą. Udało się. Teraz już tylko prosta, łatwa i przyjemna, biegnąca wzdłuż rzeki Lo (Sông Lô), droga do Ha Giang. Zmienia się aura. I w promieniach słońca wjeżdżamy do miasta skąd ruszamy w najbardziej oddalone na północ zakątki Wietnamu.
 
 
😊To dopiero początek naszej przygody w prowincji Ha Giang... Przed nami ekstremalna pętla motocyklowa i nie tylko... Zapraszam do kolejnych inspirujących wpisów 😊
 

Zachwyceni trasą, pogodą, widokami już zapomnieliśmy o naszej strefie komfortu... Jedziemy dalej z nutką adrenaliny :)