Dong Van trekking 1 -> trudny początek i odrodzenie
To nasz pierwszy trekking na który idę niechętnie. Jest listopadowy, pochmurny dzień. Rozleniwiona wożeniem się na motocyklu nie mam ochoty nigdzie chodzić, zwłaszcza po obszarze, który budzi niepewność. Sebastian tym razem jest nieustępliwy i wręcz zmusza mnie do wyjścia w nieznany teren. Znajdujemy trasę na Wikiloc i ruszamy. Po kilku minutach od wyjścia z pensjonatu, tuż przy głównej ulicy miasta, gubimy szlak… zapowiada się interesująca wycieczka. Odnajdujemy jednak wąską ścieżkę, pomiędzy budynkami, prowadzącą „na tyły” miasta w kierunku wzgórza, u podnóża którego znajduje się Świątynia Boga Wody. Nieopodal kobiety robią pranie w strumyku. Ścieżka pnie się w górę, w stronę głównej ulicy, a następnie skręca w lewo… i tutaj zaczyna się przygoda. Rozjeżdżona, pełna błota dróżka kusi aby zawrócić. Pojawia się alternatywa przejścia na skróty, która jednak nie jest dobrą opcją. Kręcę nosem kiedy idziemy pełną błota drogą, po której co jakiś czas przejeżdża ciężarówka lub skuter.