parallax background

Ha Giang –
pętla motocyklowa

29 marca 2021
Lokalne targi w północnym Wietnamie
22 marca 2021
Mai Chau w Rytmie Natury
13 kwietnia 2021
 
Najbardziej na północ wysunięta prowincja Wietnamu, niedostępne regiony zamieszkiwane przez mniejszości etniczne takie jak Hmong, LoLo, Dao, Tay, majestatyczne góry, pokryte niską roślinnością, na zboczach których kwitną przepiękne białe, różowe, fioletowe kwiaty gryki. Z tych wzgórz wyrastają czarne kamienie wyglądem przypominające morsy spoglądające wysoko w niebo. Tworzą one żywy obraz gór pośród których żyją ludzie. Wioski często położone są w trudno dostępnych miejscach, nie widocznych z głównej drogi. O obecności ludzi świadczą ustawiane na zboczach gór stogi słomy.
 

Kwitnące, delikatne kwiaty gryki na zboczach stromych gór

 
Pomiędzy tymi górami, rzekami, dolinami, wije się otwarta w 1959 roku „Droga Szczęścia”. Droga ta została wybudowana przez ludzi należących do 16 różnych grup etnicznych oraz młodych wolontariuszy, którzy opuścili swe rodzinne strony aby w odpowiedzi na wezwanie kraju dotrzeć do najdalszych części północnego Wietnamu. 200-kilometrowa droga poprowadzona przez cztery dzielnice prowincji Ha Giang: Quan Ba - Yen Minh - Dong Van - Meo Vac przyniosła ogromną radość mieszkańcom odległych, górskich regionów, umożliwiła szybsze przemieszczanie się oraz poprawiła jakość życia dając nadzieję na lepszą przyszłość ich dzieci.
 

Wąskie dróżki prowadzą do ukrytych wysoko w górach wiosek zamieszkiwanych przez ludność etniczną

 
Obecnie droga ta dostarcza również niesamowitych wrażeń turystom przemierzającym na dwóch kółkach tę pełną spektakularnych, malowniczych widoków trasę. Pętla, na którą ruszamy z miasta Ha Giang jest uważana za najbardziej ekstremalną pętlę motocyklową w Wietnamie.
😊 Jak jest naprawdę? Przekonamy się sami
😊
 

Zapraszam w ekstremalną podróż motocyklową po najdalszych zakątkach Wietnamu 😊

 
Z Ha Giang do Bramy Niebios
Z Ha Giang ruszamy do Tam Sơn zwanego również Quản Bạ. Jedziemy wzdłuż rzeki, przez malownicze dolinki, wjeżdżamy do Geo-Parku Płaskowyżu Dong Van Karst o czym informuje nas gigantyczny napis umieszczony na wzgórzu. Pokonujemy pierwsze zakręty wijącej się w górę drogi, spada temperatura, gęste chmury porywają niebo. Jesteśmy co raz wyżej i nagle zatrzymujemy się. Co już? Jestem zdziwiona, że tak szybko dojechaliśmy na pierwszą przełęcz zwaną Bramą niebios (Quan Ba Heaven Gate). To punkt widokowy z którego podziwiamy pełną zielonych pagórków okolicę wśród których najsłynniejsze to „Fairy Bosom” tworzące kształtny biust. To unikalny symbol Doliny Tam Som, który został jej podarowany przez Matkę Ziemię. Niebo pokryte jest gęstymi chmurami a w dolinie wije się wąska, betonowa dróżka prowadząca do wioski Nam Dam. To właśnie w tej wiosce spędzamy pierwszą i drugą noc naszej podróży.
 

Z kilkumiesięcznym poślizgiem wjeżdżamy do miasta Ha Giang skąd ruszamy w nieznaną daleką północ

Pierwsze serpentyny na trasie Ha Giang - Quan Ba

Krasowy, kształtny biust jest unikalnym symbolem Doliny Tam Son

 
Niespodziewani goście w Hong Thu Homestay
Zjeżdżamy do miasta Tam Son skąd po obiedzie udajemy się do wioski Nam Dam. Przed wjazdem do wioski znajduje się tablica, na której widnieje informacja o lokalizacji każdej z 32 kwater prywatnych. Odnajdujemy Hong Thu Homestay i zatrzymujemy się przed domem. Po chwili podbiega do nas młoda, ubrana na czarno kobieta zaskoczona naszym widokiem. Szybko potwierdzamy naszą rezerwację i już po chwili prowadzimy przyjemną rozmowę. Dostajemy prosty pokój na piętrze w domu z gliny, umawiamy się na wspólną kolację i idziemy na spacer po okolicy.
 

Wszystkie domy w wiosce Nam Dam wykonane są z gliny

Mimo pochmurnej pogody idziemy na spacer z wioski Nam Dam do Bramy Niebios... będzie pod górkę, w chmurkę ;)

 
Spacer w chmurach
Okolica jest przepiękna. Wioska położona jest na tyle daleko od miasta, że nie dochodzą do niej odgłosy z głównej drogi ani z miasta. Wokół panuje spokój i cisza. Na niewielkich wzgórzach uprawiany jest ryż i kukurydza. Na trawie pasą się bawoły. Dzieci wesoło machają nam ze szkoły. Kręta dróżka prowadzi na przełęcz Heaven Gate skąd po raz drugi tego dnia podziwiamy krajobraz. Z przełęczy widoczny jest również zbiornik wodny utworzony na obrzeżach wioski naokoło którego można spacerować. Z drugiej strony wioski, na samym jej końcu jest wodospad Tac Nai Nam Dam, do którego prowadzi schodząca w dół zbocza wąska ścieżka. Okolica sprzyja spacerom, relaksacji wśród natury i kontemplacji.
 

Wioska Nam Dam położona jest w dolinie między krasowymi górami, w niedużej odległości od miasta

Przełęcz Heaven Gate jest początkiem "Drogi Szczęścia"

 
Wioska Nam Dam
Wioska Nam Dam zamieszkiwana jest w 100% przez ludzi należących do grupy etnicznej Red Dao. Lokalna społeczność bardzo sobie ceni i pielęgnuje swoją tradycję i kulturę, żyjąc w zgodzie z naturą. Na weselach jak i podczas ceremonii przejścia chłopca w mężczyznę gromadzi się 200 a nawet 300 osób. Podczas rytuału dojrzałości, chłopiec jest edukowany jak być dobrym dorosłym, dbającym o swoich rodziców i rodzinę, działać na rzecz wspólnoty, kochać i chronić swój kraj i unikać błędów. Dao pamiętają o swoich przodkach z którymi komunikują się poprzez zapalenie kadzidła. Do gotowania stosują proste przybory a ich dania składają się z naturalnych, lokalnych składników. Podstawą ich wyżywienia jest ryż, kukurydza, soja, orzechy. Hodują prosięta, kury, kaczki. Do pracy na polu stosują tradycyjne, manualne narzędzia. Na co dzień noszą tradycyjne stroje w kolorze czarnym, wykańczane kolorowymi ozdobami. Na głowy zakładają czarno- czerwone nakrycia. Kobiety noszą szerokie spodnie i długie nakrycia typu tuniki. Uzupełnieniem stroju jest biżuteria. Mężczyźni noszą czarne, szerokie spodnie, koszulę, żakiet z kolorowymi mankietami i czarne czapeczki. Dzieci do lat trzech noszą kolorowe czapeczki. Matki uczą swoje córki jak farbować i dekorować w naturalne wzory materiał. Żyją w prostych domach zbudowanych z gliny, które zapewniają im ochronę przez zimnem kiedy na dworze panuje chłód, jak również ciepłem podczas upalnych letnich dni.
 

Mama naszych gospodarzy chętnie zgodziła się na zrobienie zdjęcia ale najpierw zadbała o każdy element swojego stroju. Dopiero po założeniu biżuterii z uśmiechem stanęła przed aparatem :)

Chłopcy do lat trzech noszą na głowie kolorowe czapeczki

 
Kolacja rodzinna
Właściciele Hong Thu Homestay mają duże gospodarstwo: kury, świnie, pola ryżowe (zbierają co roku 150 worków ryżu), pola kukurydzy, warzywa, bawoły. Mają dwóch synów a obok w domu mieszkają rodzice. Na śniadanie, obiad i kolację jedzą ryż. Na jedną osobę przypada 7-8 worków ryżu na rok (1 worek to 40-50 kg). Mamy okazję zjeść kolację z całą rodziną - z gospodarzami, rodzicami i dziećmi. Wszyscy ubrani są elegancko w tradycyjne stroje. Wszystko co zostaje podane na stół pochodzi z domowego ogródka :)) Jest zielona fasolka, szpinak, jajka, zupa z pomidorów z jajkiem, zupa z zielonymi liśćmi, wieprzowina z mini dynią. Podczas kolacji panuje spokój, wszyscy jedzą bez pośpiechu, prowadząc jednocześnie przyjemną rozmowę. Pojawia się również ruou - wino kukurydziane domowej roboty (robione przez kobiety). Podczas kolacji poznajemy zwyczaje i codzienne życie społeczności Red Dao i jesteśmy pod wrażeniem spokoju panującego w domu jak i w całej wiosce.
Po kolacji gasną światła. Cała wioska tonie w ciemności i ciszy. Wokół rozlegają się tylko dźwięki ptaków, a rano budzi nas pianie kogutów i „kokoko” kur.
 

Kolacja rodzinna podczas której poznajemy zwyczaje, tradycję i styl życia mniejszości etnicznej Red Dao

Ręcznie wykonane pamiątki zdobią ścianę domu

W muzeum w wiosce znajdują się tradycyjne narzędzia wykorzystywane na polu

 
Taniec przy ogniu i niespodziewany wywiad
Zostajemy w wiosce jeden dzień dłużej niż planowaliśmy. Przenosimy się jednak do innej kwatery bo Hong Thu Homestay został zarezerwowany dla dużej grupy. Otrzymujemy jednak zaproszenie na wieczorny pokaz przy ogniu. Red Dao kultywują tradycyjne tańce, pieśni, grają na instrumentach. Idziemy na pokaz i z zaskoczeniem stwierdzamy, że te 20 osób które przyjechały do Hong Thu Homestay to ludzie z telewizji... Dron, kamery, aparaty, i mikrofony... pokaz trwa i jest nagrywany z każdej strony. Na zakończenie wszyscy uczestnicy zostają zaproszeni do wspólnego tańca w kręgu, my również. Po pokazie nagle zauważam mikrofon. Za mikrofonem stoi ktoś z kamerą. Pada pytanie skąd jesteśmy i czy możemy coś powiedzieć o tym przedstawieniu... Mówi Sebastian - to on jest "mówcą", stoję z boku i nagle pada pytanie do mnie... Odpowiadam... Jak mamy na imię? Pada kolejne pytanie. Patrzę na ten mikrofon ale telewizji nie znam... Może ktoś z wietnamskich znajomych nas wypatrzy w telewizji i podeśle link? Przecież tu wszyscy oglądają telewizję... Uff na szczęście trwa to tylko chwilę. Teraz czas na „happy water” czyli nalewkę kukurydzianą. Jeden, drugi, trzeci kieliszek...to jest naprawdę szybka akcja... Wszystko trwa krótko ale intensywnie... Uff koniec. Wracamy do pokoju w blasku światła księżyca delikatnie wyłaniającego się zza chmur, tworzącego świetlistą poświatę... To był zaskakujący i nieprzewidywalny wieczór.
 

Spokojnie, tylko spokojnie. Zaciągnij się, wstrzymaj powietrze i wypuść noskiem.

Wokół domu można znaleźć tradyjne narzędzia do pracy

W wiosce Nam Dam panuje cisza, porządek, harmonia

 
Na skróty przez góry czy naokoło wzdłuż rzeki?
Z Nam Dam wyjeżdżamy w sobotę. Jest pochmurne niebo. Lokalnych turystów jednak nie brakuje. Raz za razem mijamy kolejne grupy. Za mostem na rzece Lo wszyscy skręcają w prawo i jadą na skróty pod górkę, a my jedziemy doliną wzdłuż rzeki Mien... Dopiero później droga zaczyna pnąć się w górę. Trochę żałujemy, że też nie pojechaliśmy drogą krótszą ale zapewne bardziej stromą. Kilka kilometrów przed Yen Minh znowu na siebie trafiamy. W Yen Minh wszyscy zatrzymują się na lunch, my również. My jednak zostajemy na noc w mieście, a popołudnie spędzamy na serpentynach udając się na wycieczkę do Pho Bang.
 

Droga do Yen Minh początkowo biegnie wzdłuż rzeki Mien a dopiero później zaczyna pnąć się w górę

Ciemne chmury budują nastrój tajemniczości... "Gdzie my jedziemy?"...

 
Serpentyny
Odcinek pomiędzy Yen Minh a Pho Bang to zaledwie 20 km. Nasz czas przejazdu jest jednak o wiele dłuższy niż wskazuje mapa. To odcinek na którym zatrzymujemy się co chwilę, zbaczając z drogi. Wjeżdżamy wąską ścieżką stromo pod górę i docieramy do wioski Hmong. Zatrzymujemy się w punkcie widokowym z którego podziwiamy wijącą się jak wąż drogę, po której chwilę wcześniej przejechaliśmy. Obserwujemy młode, przepięknie ubrane dziewczyny, które nieśmiało spacerują z koszami pełnymi kwiatów i z uśmiechem pozują do zdjęć. Góry nabierają surowego charakteru. Są blisko. Są wysokie i majestatyczne, a my kluczymy po ich zboczach zachwycając się ich widokiem. Zatrzymujemy się na polu pełnym kolorowych kwiatów gryki, pstrykamy zdjęcia tak jak krajowi turyści i pędzimy dalej do Pho Bang. Przejeżdżamy przez nie budzące naszego zainteresowania miasteczko i jedziemy dalej w stronę granicy, do której ostatecznie nie docieramy. Tu już czujemy wyraźnie, że to najdalsze zakątki Wietnamu. Zawracamy, w drodze powrotnej zachwycając się widokiem gór, które z drugiej strony prezentują się nieco inaczej. Tym razem jedziemy w dół aby spędzić noc Yen Minh.
 

Mam przyjemność zrobić sobie zdjęcie z Zou

Piękno i nieśmiałość młodziutkich dziewcząt rzucają się w oczy

 
Niedzielny targ w Yen Minh
W niedzielę rano idziemy do centrum na śniadanie i jesteśmy zaskoczeni tym co widzimy. Targ! Ulice miasta pełne są ubranych w kolorowe stroje ludzi i straganów z lokalnymi produktami. Są pełne gwaru i życia. Przechodzimy między tłumem ludzi, wypatrujemy co moglibyśmy kupić, szybko dokonujemy zakupów i wracamy do pensjonatu aby spokojnie zjeść śniadanie i ruszyć w dalszą drogę. Na Biegun Północny.
 

Tradycyjny dom mniejszości etnicznej Hmong w wiosce Lung Cam

 
Krajobraz księżycowy
Im dalej na północ tym teren jest bardziej górzysty i surowy. Droga wije się zboczami wzgórz. Majestatyczne góry otaczają nas z każdej strony. Widoki są spektakularne a krajobraz księżycowy. Po drodze wstępujemy do kulturalno- turystycznej wioski Lung Cam, w której znajduje się stary dom o tradycyjnej architekturze, bardzo charakterystycznej dla ludzi Hmong zamieszkujących dolinę Sung La. Po krótkiej przerwie kontynuujemy naszą podróż w kierunku wioski Lung Cu.
 
 
Punkt Flagowy i niecodzienne wydarzenie
Wioska Lũng Cú jest najdalej na północ wysuniętą wioską w Wietnamie. Znajduje się w niej bardzo charakterystyczny punkt, zwany przez Wietnamczyków Biegunem Północny. Zresztą jak się po chwili okazuje, to biegun jest nie tylko jeden ale dwa! Pierwszy - oficjalny jest łatwo dostępny z wioski. Na jednym ze wzgórz utworzony został Punkt Flagowy, gdzie na postawionej wieży trzepocze wietnamska flaga. Podczas naszego pobytu na górze jesteśmy świadkami ciekawego wydarzenia. Chwilę przed nami na górę przyszło dwóch „mundurowych”. „Co tu się będzie dziać?” zastanawiam się obserwując mężczyzn w zielonych mundurach. Jeden zostaje na dole, drugi znika w wieży. Ten pierwszy nakazuje wszystkim zgromadzonym wokół wieży aby ustawili się w jednym miejscu a spośród grupy osób wybiera mężczyznę. W tym momencie patrzę w górę. „Flagi nie ma!” mówię do Sebastiana. „Chyba będzie zmiana flagi” kontynuuję. Na sygnał mężczyzny w mundurze wybrany wcześniej mężczyzna wychodzi przed szereg i wszyscy zaczynają śpiewać hymn. Patrzę w górę i już nowa, większa flaga powiewa na wietrze. To fascynujące doświadczenie tym bardziej, że mamy okazję obserwować ludzi w ważnym dla nich momencie zmiany flagi państwowej.
 

Co tu się dzieje? Trwają przygotowania do zmiany flagi i odśpiewania hymnu państwowego

 
Biegun Północny
To jest jednak tylko oficjalnie wyznaczony biegun północny dla turystów. Miejsce idealne na ładne zdjęcie z widokiem na wioskę i panoramę okolicy. Prawdziwy biegun północny jest jednak trochę dalej, przy rzece Sông Nho Quế tuż przy granicy. Próbujemy do niego dojechać. Nasza Asjatka jednak nie daje rady jechać po mokrej, pełnej błota wąskiej drodze. Rezygnujemy więc z dotarcia do miejsca położonego najbliżej północnej granicy wietnamsko – chińskiej i zadowalamy się doświadczeniem w miejscu oznaczonym jako „Punkt flagowy Lung Cu”.
 

Teren wokół wioski jest bardzo mocno modernizowany. W budowie jest droga, świątynia oraz inne atrakcje

 
Wioska Lolo Chai
W tej części Wietnamu spotkać możemy przede wszystkim ludzi należących do dwóch grup etnicznych Lolo Chai i Hmong. Pierwsza z nich stanowi 90% ludności mieszkających w gminie Lung Cu. W wiosce Lolo Chai, podobnie jak w wiosce Nam Dam, można znaleźć zakwaterowanie w tradycyjnym domu wykonanym z gliny, z dachówkami w stylu ying yang oraz zapoznać się z lokalną kulturą i stylem życia ludzi. I właśnie w takim domu już po raz trzeci mamy okazję spać. Po raz kolejny przekonujemy się iż nocleg w domu wykonanym z gliny przynosi głęboki sen i regenerację organizmu.
 

Salon w Na Na Homestay - domu rodziny należącej do grupy etnicznej LoLo

Zielona okolica Lung Cu, z dala od rozkopanego i rozbudowywanego centrum

 
Wioska LoLo Chai nie jest zbyt duża i nie jest tak jednolita jak wioska Nam Dam. Spotkać tu jednak można ludzi noszących tradycyjne, kolorowe stroje, poczuć etniczny klimat i napić się kawki w przyjemnej, lokalnej kawiarni dla turystów.
 
 
Druga połowa pętli na sportowo
Z Lung Cu udajemy się do Đồng Văn – najbardziej na północ wysuniętego miasta Wietnamu, które jest również popularnym spotem turystycznym. Odcinek drogi z Lung Cu do głównej trasy prowadzącej do Dong Van jest w kiepskim stanie. W czasie deszczu jest bardzo trudny technicznie dlatego też jedziemy wolno z dużą uważnością. Kiedy docieramy do Dong Van oddycham z ulgą. Pochmurna aura nie napawa optymizmem. Jest zimno. Ciężkie, grube chmury wiszą nad miastem. Co tu robić? Przed nami najbardziej malowniczy odcinek pętli – przełęcz Ma Pi Leng. W taką pogodę jednak nic nie zobaczymy poza chmurami. Postanawiamy więc przeczekać kilka dni w Dong Van. Przeczekać w naszym przypadku oznacza aktywnie spędzić kilka dni. Odkrywamy okolicę podczas pieszych wędrówek. Rozkręcamy się tak bardzo, że kolejny tydzień spędzamy aktywnie odkrywając uroki małych wiosek ukrytych w górach, podziwiamy spektakularne widoki, relaksujemy się na kajaku. Odwiedzamy również lokalne targi. Ale o tym piszę w osobnych wpisach. Dlatego też zapraszam do lektury wpisu „Pętla Ha Giang - trekking”, w którym piszę o naszych pieszych wędrówkach w okolicy Dong Van, Ma Pi Leng, Meo Vac i Du Gia. O kolorowych, gwarnych, pełnych tradycji targach natomiast piszę we wpisie „Lokalne targi w północnym Wietnamie”.
 
 
Spektakularnie i zachwycająco
Trasa z Dong Vang do Mèo Vạc przez Ma Pi Leng to najbardziej spektakularny odcinek pętli. Wzdłuż drogi znajdują się punkty widokowe z których można podziwiać piękno okolicy, można zatrzymać się na grillowaną przekąskę lub posiłek. Warto zarezerwować sobie więcej czasu na pokonanie tej trasy bo przerwy mogą trwać znacznie dłużej niż sama jazda.
 

Przełęcz Ma Pi Leng robi niesamowite wrażenie

 
Droga z Meo Vac do Du Gia jest niemal pusta. Trasa jest kręta i ekscytująca ale w dobrym stanie. Gdzieniegdzie pojawiają się niewielkie dziury. Biegnie wzdłuż pionowych skał. Na wzgórzach i w dolinach między górami znajdują się nieduże wioski. Krajobraz jest dziki, roślinność niska. Jest zielono i sielankowo. Bardzo spokojnie.
 
 
Ostatni punkt
Du Gia to ostatnia wioska na trasie pętli Ha Giang, w której spędzamy kilka dni. Nocujemy w jednej z kwater prywatnych położnych nad rzeką. Tym razem jednak nie czuję się swobodnie w homestay-u, który homestay-em jest tylko z nazwy. Miejsce to przeznaczone jest dla dużych, turystycznych grup. Mimo, iż już w tej chwili ‘homestay” oferuje dużą ilość miejsc noclegowych to nadal jest rozbudowywany. Czy jest jakiś limit miejsc? Chyba nie. Im więcej tym lepiej… dla właścicieli, niekoniecznie dla gości.
W centrum Du Gia odnajdujemy natomiast lokalną knajpkę w której serwowana jest zupa lub ryż z dodatkami. Szybko zaprzyjaźniamy się właścicielami, którzy wspólnie z pomocą dzieci prowadzą swój punkt. Cieszymy się tym bardziej bo dostajemy bezmięsną wersję dań. Posiłki w tym miejscu to sama przyjemność z jedzenia jak i obserwacji rodziny, jak pięknie ze sobą współpracują i się uzupełniają bądź zastępują. Po jednej z kolacji mamy również okazję spędzić czas z miejscowymi, którzy zapraszają nas do swojego stolika, mimo iż mówią tylko po wietnamsku. Nie jesteśmy zaskoczeni. Wyciągamy tłumacza google i prowadzimy miłą konwersację 😉
Kącik kulinarny
Na północy nie ma restauracji wegetariańskich (chay). Najbardziej popularne są punkty gastronomiczne oznaczone jako "Com binh dan" gdzie można zamówić wegetariańską wersję dania. Czasami jest to wyzwanie, które nie zawsze kończy się sukcesem ale warto próbować ;) W galerii zamieszczam kilka zdjęć dań w wersji wegetariańskiej, które można zjeść na trasie pętli.
 
 
Niewiadoma
Z Du Gia do Ha Giang można dojechać na kilka sposobów. Drogi DT176 w kierunku południowym nie poleca nikt. Najlepszą i najłatwiejszą opcją jest powrót do skrzyżowaniu w Mau Due (Mậu Duệ) i kontynuacja jazdy drogą numer DT182 do Yen Minh a następnie do Ha Giang. My jednak wybieramy opcję numer trzy czyli niewiadomą. Wyjeżdżamy z Du Gia w niedzielę dzięki czemu mamy okazję wstąpić na cotygodniowy targ w wiosce Lũng Hồ. Targ (Chợ xã Lũng Hồ) jest nieduży. Znajduje się przy głównej drodze więc nie łatwo go ominąć. Zatrzymujemy się na chwilę aby zjeść śniadanie i przy okazji poobserwować ludzi. Na rozwidleniu, dwa kilometry za wioską skręcamy w lewo na drogę numer DT181 i wjeżdżamy w piękną dolinę otoczoną wysokimi górami. Wjeżdżamy na przełęcz, z której następnie zjeżdżamy do kolejnej doliny. Wszystko idzie nam gładko aż do momentu kiedy droga się urywa…i to niezupełnie w przenośni...
 

Dolina - przełęcz - dolina - przełęcz to trasa drogi DT181 na którą odważnie się decydujemy

 
„Nie ma drogi?!”
Zaskoczeni patrzymy na zerwaną przez rzekę resztkę drogi… I co teraz? Zawracamy i ponownie pokonujemy 25 km albo próbujemy przejechać... No cóż, trzeba próbować się przeprawić. Schodzę z motocykla i dokumentuję przejazd przez rzekę. Chwila skupienia. Jest, udało się! Ale to nie koniec. Kilka kolejnych kilometrów to jazda zygzakiem po pokrytej kamieniami i dziurami ścieżce. Pocieszający jest fakt, że nie tylko my tędy jedziemy. Spotykamy miejscowych, którzy podążają w przeciwnym kierunku. Z nutką adrenaliny ale szczęśliwie dojeżdżamy do rzeki Lo, przejeżdżamy na drugą stronę i jesteśmy z powrotem w Tam Son…
 
 
To już jest koniec…
Zakończyliśmy 3 tygodniową, ekscytującą eksplorację po odległym, budzącym szacunek a czasem nawet grozę ale o wiele częściej zachwyt, niezwykle pięknym i kolorowym regionie Wietnamu. Z nostalgią i sentymentem opuszczamy prowincję Ha Giang. Wysokie, skalne góry, strome klify, ostre szczyty, kolorowe markety, sielankowe doliny, kręte drogi, majestatyczne przełęcze, ścierające się szorstkość i łagodność… Zapierające dech w piersiach odcinki trasy. Ostatni wymagający odcinek na trasie bez drogi, ostatni most o wątpliwej wytrzymałości, ostatnie spojrzenie na serpentyny pnące się zboczem wzgórza. Na horyzoncie już wyłania się Heaven Gate, wjeżdżamy do Quan Ba i w tym momencie dociera do mnie, że to koniec naszego pobytu na pętli Ha Giang. Podczas obiadu u przesympatycznej, tryskającej energią kobiety prowadzącej restaurację Juan Hoan Hao w Tam Son ogarnia mnie uczucie smutku ale wraz z tym smutkiem pojawia się iskra. Bo coś się kończy i coś zaczyna… Z wdzięcznością zerkamy wstecz, na ostatnie 3 tygodnie, wspominamy ze wzruszeniem, kodujemy w pamięci. Tu było tak fajnie, już się oswoiliśmy, zadomowiliśmy, przywykliśmy… Nieodłączną częścią naszej podróży jest jednak ZMIANA dlatego zamykamy ten rozdział podróży i otwieramy się na nowe, na kolejną niewiadomą… co przed nami? Już czuję jak rośnie we mnie ekscytacja, już wybiegam myślami w przyszłość, które dodają mi skrzydeł i ruszamy w nieznane 😉
 
 
Coś jeszcze? Nieplanowane ujęcie... 😊
Niech ten wpis inspiruje Was do otwartości na niewiadomą, która otwiera nowe przestrzenie i nowe możliwości.
 

Z zaskoczeniem odkrywamy co w nieplanowany sposób zostało uchwycone na zdjęciu 😉