Jak wyglądało życie przed rozwojem turystyki w okolicy?
Nie tak dawno, bo zaledwie 4 lata temu ludzie mieszkali w drewnianych domach na palach. Każda rodzina miała kawałek pola, ogródek, staw z rybami, zwierzęta w ramach gospodarstwa domowego. Żyli w otoczeniu natury korzystając z jej dobroczynnego działania. Uprawiali warzywa, siali ryż. Aż jednego dnia w wiosce Ban Lac powstał pierwszy homestay. Zaczęli napływać turyści chcący spędzić czas na wsi, wśród natury, ciszy… Mieszkańcy wioski widząc duży potencjał tego biznesu zaczęli otwierać swoje domy dla turystów, rozbudowywać, przerabiać, zagospodarowywać i tak się zagalopowali, że na stosunkowo małym obszarze obecnie jest dom obok domu. Dolna przestrzeń domów na palach została zagospodarowana na restauracje, kawiarnie albo wypełniona pamiątkami tworząc sklepy. Znikły stawy, znikły ogrody, znikła zieleń. Ciemność zapanowała nad wioską, do której nie docierają promienie słońca. Mając świadomość ogromu zmian, które zaszły tutaj na przestrzeni zaledwie kilku lat, nasuwają się ciche refleksje czy mieszkańcy wioski są szczęśliwsi niż byli? Czy dzięki temu, że w jednej, wspólnej izbie mogą przenocować nawet 80 osób, które przy głośnej muzyce „korzystają” z dobroczynnego wpływu natury, żyje im się lepiej? Brak przestrzeni i mrok sprawiają, że osobiście nie czuję się dobrze w wiosce Ban Lac ani w położonej tuż obok wiosce Ban Poon Coong, do których tłumnie co weekend zjeżdżają turyści, gdzie na specjalnie przygotowanym parkingu stoi kilkanaście autokarów, a droga jest pełna unoszącego się w powietrzu kurzu.