parallax background

Mai Chau w Rytmie Natury

13 kwietnia 2021
Ha Giang – pętla motocyklowa
29 marca 2021
Duchowa Siódemka czyli Góry w Delcie Mekongu
19 kwietnia 2021
 
Niech ten wpis inspiruje i motywuje do drobnych zmian w Waszym życiu, niech rozświetla każdy dzień aby poprzez świadomą myśl kreować swoją rzeczywistość i przyszłość.

 

Uśmiechnij się, zrób sobie herbatkę i zainspiruj się :) Miłej lektury :)

 
Eksplorujemy północne regiony Wietnamu już pięć miesięcy. Na naszej liście pozostało jeszcze jedno miejsce. Miejsce, od którego kilka miesięcy temu mogliśmy zacząć odkrywanie północy. Wtedy jednak podjęliśmy decyzję aby podążać w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara, przez co zamiast w lipcu odkrywamy ten mocno rekomendowany zakątek Wietnamu dopiero w listopadzie.

Gdzie jesteśmy? Jakie miejsce oczarowało nas tym razem?
 
 
Prosto, przed siebie do ... Raju!
Po niezwykle ekscytującej przygodzie w prowincji Ha Giang ruszamy w kierunku południowym. Przed nami 350 km prostej drogi. Jak dawno nie jechaliśmy po prostej drodze, bez przełęczy, zakrętów, dziur? Dawno. Nawet zapomnieliśmy jak to jest, cisnąć przed siebie i w jeden dzień przejechać 250 km. Tyle właśnie przejeżdżamy w pierwszy dzień po wyruszeniu z Ha Giang. Krajobraz zmienia się. Zrobiło się płasko i ciepło. Jest końcówka listopada i pełnia sezonu na cytrusy. Pomelo niczym słoneczka rozświetlają nam drogę. Wszędzie wzdłuż drogi można kupić małe, średnie oraz gigantycznej wielkości pomelo, a także pomarańcze i mandarynki. Na noc zatrzymujemy się w okolicy Parku Narodowego Ba Vi. Okolica nie budzi mojego zachwytu pomimo swojej zielonej części, wokół której znajdują się luksusowe resorty. Skoro powstały to jakiś potencjał tego regionu jest.
My jednak szybko z samego rana opuszczamy to miejsce i pędzimy dalej, wzdłuż rzeki, przez miasto Hoa Binh i dalej pod górę, coraz wyżej w chmury. Chociaż czy to chmury czy smog dochodzący z Hanoi? Zastanawiamy się od rana. Wjeżdżamy wyżej i wyżej, gdzie znajdują się usypane dwa kopce z kamieni tworząc w ten sposób punkt widokowy. Zatrzymujemy się i tak jak krajowi turyści wdrapujemy się na jeden z kopców, patrzymy na pola pokryte gęstą siecią kabli i słupów elektrycznych oraz na wzgórze, za którym znajduje się największy w Wietnamie sztuczny zbiornik wodny Hoa Binh. „Jak na razie to mi się nie podoba” mówię do Sebastiana.
Ciśniemy jednak dalej pod górę, osiągamy przełęcz, droga schodzi w dół, chmury się rozpraszają, wyłania się błękitne niebo, promienie słońca rozgrzewają nasze ciała, a my suniemy w dół prosto w objęcia żółto-zielonych pól ryżowych, majestatycznie otoczonych przez krasowe, gęsto zalesione wzgórza. Uśmiech pojawia się na naszych twarzach. Już czuję tą sielankową aurę… Jesteśmy w RAJU… tak, znowu! Wietnam zachwycił nas po raz kolejny… Witamy w Mai Chau!
 

Za przełęczą wyłania się zupełnie inny, pełen słońca krajobraz

 
Przestrzeń pomiędzy zielonymi wzgórzami
Z głównej drogi w miasteczku Mai Chau skręcamy w prawo, do Nà Phòn. Wjeżdżamy do świata pól ryżowych otoczonych przez zielone krasowe wzgórza, które chronią niezmąconą nadmiernym rozwojem przestrzeń. Przestrzeń w której ciche dźwięki natury docierają do naszych uszu, przestrzeń w której zapach kwiatów sprawia, że zastygamy na chwilę aby cieszyć się ich wonią, przestrzeń w której błękit nieba i zieleń drzew sprawiają, że chcesz się zatrzymać i w ciszy kontemplować TEN moment. Tej sielanki nie zakłócają nawet turyści, którzy podziwiają piękno tego zakątka przemierzając go elektrycznymi meleksami po przygotowanych alejkach. Przemierzają bezgłośnie. A my z bezpiecznej odległości, spod jednego ze wzgórz u podnóża, którego znajduje się Little Mai Chau Homestay podziwiamy piękno okolicy przez okres dłuższy niż planowaliśmy.
 

Mai Chau to przestrzeń w której odradzam się na nowo...

Podczas wielogodzinnych spacerów w otoczeniu zielonych wzgórz i kolorowych pól

 
Miasteczko Mai Châu
Mai Chau to nieduże miasteczko, położone wzdłuż głównej drogi, a jednocześnie oddalone od Na Phon o kilkanaście minut spacerem. W mieście znajduje się targ, lokalne punkty gastronomiczne serwujące "com binh dan" czyli dania z ryżem i dodatkami do wyboru, stragany z owocami i warzywami, kilka lokalnych sklepów, mechanik współpracującego ze Style Motorbikes, pensjonaty. Jest również skwerek na którym znajdują się przyrządy do ćwiczeń i duży plac na którym co niedzielę lokalni sprzedawcy wystawiają swoje produkty. Bliskość miasta sprawia, że mieszkając na wsi możemy korzystać z wygód, które oferuje miasto w sposób łatwy i szybki, ciesząc się jednocześnie pięknem natury i dostępnością podstawowych usług.
 
 
Mai Chau w rytmie dobowym, w rytmie natury
Okolica sprzyja dostrojeniu się do dobowego jak i sezonowego rytmu natury czego doświadczamy osobiście. Jak? Oto kilka sposobów na zharmonizowanie się z naturalnym cyklem natury :)
 
 
O poranku -> krótko przed wchodem słońca, u podnóża wzgórz rozlega się koncert, który zapowiada zbliżający się początek nowego dnia. Przy akompaniamencie piania kogutów, szczekania psów, ćwierkotu ptaków wioska budzi się do życia. I kiedy pierwsze promienie słońca wyjrzą zza wzgórza, mieszkańcy okolicy ruszają na swoje pola. Wyposażeni w łopaty, kopaczki, pojedynczo lub w grupach, z uśmiechem na ustach rozpoczynają pracę na grządkach i polach ryżowych. Rodzice zawożą swoje pociechy do szkoły i jadą na zakupy do centrum miasta. To czas sprzyjający porannym praktykom oddechowym, medytacji, jogi. To również czas idealny na poranny jogging lub kontemplującą obserwację kaczek.
 
 
Bieganie -> kto rano wstaje… ten idzie biegać 😉-> Nà Phòn, czyli wioska w której mieszkamy, to idealne miejsce aby rozpocząć dzień od porannego biegania. Psy w okolicy są raczej łagodne, nie rzucają się za mną z ujadaniem, a wręcz przeciwnie zdarza się, że nie mogę się od nich uwolnić bo skaczą po mnie i chcą się bawić. Bieganie jest więc bezpieczne. Dlatego korzystam do woli i z radością biegnę do centrum lub sąsiedniej wioski po ciepły pomarańczowy sticky rice na śniadanie obserwując poranny rytm dnia zarówno w mieście jak i wiosce 😊
 

Podczas gdy ja biegnę po xoi gac mieszkańcy wioski już pielęgnują swoje grządki z warzywami

 
Śniadanie w Little Mai Chau Homestay -> nasza gospodyni nas rozpieszcza i codziennie, na nasze życzenie, przygotowuje nam świeże, lokalne warzywa na śniadanie. Ciepła, nie wysuszona bagietka i zielona herbata uzupełniają ten pierwszy posiłek w ciągu dnia. Czasami dorzuci również owoce lub lokalną przekąskę. Dla urozmaicenia tego posiłku czasami zamieniamy bagietkę na pomarańczowy kleisty ryż z orzeszkami (Xôi gấc) sprzedawany przez miejscowe gospodynie w godzinach wczesno porannych na ulicach miasta lub sąsiedniej wioski. Ryż przechowywany jest w specjalnych wiaderkach dzięki czemu jest długo ciepły. Specjalności od miejscowych gospodyń to najlepszy sposób aby wczuć się w lokalny klimat. Lubię robić zakupy u kobiet, które wcześnie rano przygotowują swoje przysmaki aby przez godzinę lub dwie sprzedawać je w swoim ulubionym i stałym miejscu. Najczęściej jest to czas między 6:00 a 8:00.
Obiad w miasteczku -> chcesz zjeść ciepły obiad składający się ze świeżych lokalnych produktów? Zjedz go w czasie gdy słońce jest w zenicie. Lokalne punkty gastronomiczne serwują świeże dania, również bezmięsne, codziennie między 11:00 a 13:00. Często po 12:00 zostają już resztki, a po 13:00 gospodynie udają się na relaks. Sprzątają swoje punkty i zamykają na kilka godzin aby ponownie je otworzyć na kolację. Po kilku, a nawet już po dwóch dniach jesteśmy rozpoznawani i z uśmiechem zapraszani do środka przez niezwykle sympatycznych i uśmiechniętych właścicieli lokali, którzy wiedzą, że preferujemy dania wegetariańskie.
Kolacja w miasteczku i powrót w ciemnościach -> po godzinie 17:00 pojawiają się nowe zestawy dań w gablotkach, o 17:30 zapełniają się lokale i to jest najlepsza godzina aby zjeść ciepły, ostatni posiłek w ciągu dnia. Wraz z zachodem słońca pojemniki z jedzeniem znikają, a na ulicach zapada cisza. Codziennie pieszo wracamy z kolacji przez miasto, a następnie ciemne ulice wioski Na Phon rozświetlając sobie drogę latarką. Ten spacer w ciemnościach ma swój urok. Dobiegające zewsząd dźwięki natury umilają nam powrót do domku. W tej ciemności podziwiamy również gwieździste niebo i nastrojowy klimat przygotowującej się do snu wioski. Doświadczamy nawet dnia bez prądu. W tym dniu jemy romantyczną kolację przy świecach, a podczas powrotu do domku dźwięki dochodzące z pól, krzaków, drzew są jeszcze wyraźniejsze… to magiczny moment kiedy cisza i ciemność otulają okolicę, a w trawie rozbrzmiewa rechot żab i dźwięk świerszczy.
 
 
Spacery i uzdrawiająca moc natury -> to nasza ulubiona forma spędzania czasu w Mai Chau. Spacery, dłuższe bądź krótsze, to nasz codzienny rytuał. W promieniach słońca spacerujemy między polami ryżowymi i domami na palach. Obserwujemy codzienne życie mieszkańców. Jak rano z łopatami idą na pole lub popołudniami podlewają warzywa. Ich promienny uśmiech ogrzewa nasze serca, wewnętrzny spokój działa kojąco na zmysły. Spacerujemy również w okolicznych wioskach. W oddalonej o niecałe 8 km wiosce Mai Ha gdzie jesteśmy tylko my, mieszkańcy wioski pracujący na polach, dzieci nieśmiało zagadujące po angielsku i otaczająca nas cisza. Podczas niedzielnego spaceru po Na Tang obserwujemy jak żyją i spędzają popołudnie mieszkańcy wioski. Codziennie chodzimy pieszo na kolację i wracamy w zupełnej ciemności. Spacery po Mai Chau to najlepsza forma relaksu i obserwacji ludzi w ich codziennym życiu. To sposób aby czerpać energię z natury i poczuć uziemienie i stabilność, którą zapewniają zielone wzgórza pokrywające okolicę. Czuję jak podczas każdego ze spacerów odradzam się na nowo, jak radość przenika przez każdą komórkę ciała i daje energię do życia.
 

Ulubiona rozrywka Sebastiana czyli fotografowanie bawołów, im więcej błota tym lepiej ;)

 
Obserwacja kaczek i ich dzienny rytm -> każda lub prawie każda rodzina w Mai Chau co roku kupuje 50 kaczek, które korzystają z rozległych pół ryżowych wesoło je eksplorując każdego dnia, bez ograniczeń. Kaczki mają swój domek i dużo przestrzeni do biegania. Codziennie rano pływają w wodzie utrzymującej się na polach ryżowych, w specjalnie dla nich przygotowanych poletkach, czyszczą swoje piórka, dziobią się, rozpościerają skrzydła. Po zakończeniu porannych, grupowych rytuałów, kaczki rozchodzą się w różne strony. Uznaliśmy, że dla nich to tak zwany czas wolny. Jednak tuż przed 16:00, jak w zegarku, wracają do swojego domku, przed którym już gospodyni nawołuje je na kolację. Kaczki z ciemnymi piórkami są bardzo zdyscyplinowane, a cztery białe kaczuchy zawsze gdzieś się zasiedzą i przychodzą ostatnie. Obserwacja tych rytuałów pochłania nas tak bardzo, że zapominamy o całym świecie, to naprawdę wciągające 😊 We wrześniu szczęśliwe kaczki są sprzedawane, a z uzyskanych w ten sposób pieniędzy ich właściciele kupują ubrania i książki dla dzieci.
 

Szczęśliwe kaczki również mają swój rytm dnia:)

 
Niedzielny market -> co niedzielę w godzinach wczesno porannych i przedpołudniowych w centrum miasta odbywa się targ. Sprzedawane są na nim sezonowe warzywa, owoce, ryby, mięso, przekąski, ubrania. Mieszkańcy miasta i okolicznych wiosek licznie zjeżdżają na targ robiąc zakupy do swoich domostw. My również chętnie zaopatrujemy się w owoce na targu. To doskonałe źródło wiedzy o sezonowych i lokalnych produktach, jak również możliwość wczucia się w lokalny klimat i obserwacji co kupują miejscowi 😉
 

Główna ulica Mai Chau i zielony autobus, który przywiózł nas z Sam Khoe

 
Trekking –> fascynujący i bogaty w zachwycające widoki trekking z Na Phon do Sam Khoe, to zaledwie 21 km przez wioski, pola, dżunglę, pod górkę, po drodze gruntowej do kolejnej wioski i dalej na drogę prowadzącą do Sam Khoe. Po drodze mijamy rodzinne domy na palach, gospodarstwa, zbłąkane kozice i kobiety z sierpami. Ten trekking to zanurzenie się w naturę i nienaruszone przez turystykę obszary wiejskie. Ostatnie 3 km to spacer po asfalcie i jesteśmy w Sam Khoe gdzie sącząc zimne piwko w upalny dzień po intensywnym trekkingu, zostajemy zaproszeni do stolika przez młodych miejscowych. I znowu korzystamy z naszego asystenta tłumacza i wesoło prowadzimy polsko-wietnamską pogawędkę, zerkając jednocześnie na drogę. Z San Khoe można bowiem złapać autobus do Mai Chau. Zielony autobus kursuje co 25 minut a o tym, że nadjeżdża wiedzą wszyscy. Dźwięk klaksonu rozbrzmiewa niemal nieustannie. Wystarczy pomachać kierowcy aby się zatrzymał, wskoczyć do busa i za 25 000 VND wrócić do Mai Chau. Siedząc w busie zdaję sobie sprawę z tego, że po raz pierwszy korzystamy w Wietnamie z transportu publicznego 😉
 

Jakie to fascynujące :) Zwierzęta w gospodarstwach domowych przyciągają wzrok i stają się obiektem fotograficznym, czasami z bardzo bliskiej odległości :)

Droga w budowie na trasie naszej pieszej wędrówki

 
Wodospad Go Lao, jezioro Hoa Binh i autentyczne wioski -> 13 km od Mai Chau znajduje się wodospad Go Lao (Thác Gò Lào), który pewnego słonecznego dnia staje się naszym celem. Słonecznego tylko w Mai Chau bo za przełęczą gęste chmury pokrywają niebo. Wodospad to nasz punkt początkowy. Kontynuujemy jazdę krętą drogą wzdłuż jeziora, które powstało po wybudowaniu elektrowni wodnej Hoa Binh i odkrywamy ciche, nierozwinięte turystycznie zakątki Wietnamu. Teren pnie się w górę do punktu widokowego skąd rozciąga się widok na jezioro, następnie droga biegnie stromym zboczem, po czym schodzi w dół doliny wzdłuż, której położonych jest kilka autentycznych wietnamskich wiosek. Na jej końcu znajduje się wioska etniczna w której kilka kwater prywatnych oferuje noclegi. Jadąc dalej docieramy do drogi głównej prowadzącej na przełęcz. Wycieczka nieplanowana ale udana podczas, której odkrywamy miejsca całkowicie wolne od rozwoju turystycznego. Takie miejsca jeszcze w Wietnamie istnieją… jeszcze…
 

Obszar wokół jeziora Hoa Binh jest otoczony małymi wioskami etnicznymi zamieszkiwanymi głównie przez ludzi Thai. To dobre miejsce na krótki, eko-turystyczny wypad z noclegiem u typowej, wiejskiej rodziny goszczącej

 
Rezerwat przyrody Pu Luong -> To rezerwat, który niegdyś był „tylko” rezerwatem pełnym dzikiej przyrody. Obecnie to mocno rozwijające się miejsce turystyczne gdzie powstają luksusowe resorty i kwatery prywatne. Inwestorzy to ludzie z zewnątrz, którzy budują ekskluzywne resorty i oferują „rodzinne” kolacje. Rezygnujemy z noclegu w tym miejscu kiedy dowiadujemy się, że homestay w rezerwacie nijak się ma do prawdziwego homestaya. Eksplorujemy okolicę na motocyklu, podziwiamy piękno przyrody i z przerażeniem patrzymy na mocno rozwijającą się sieć opcji noclegowych. Przy głównej drodze hurtowo budowane są nowe domy na palach. Czy to dla gości czy mieszkańców okolicy? Nie wiemy. Hałas pił elektrycznych i stukanie młotków rozlega się jednak po całej okolicy. Turystyka w Wietnamie rozwija się mocno, nie tylko tutaj. Pozostaje pytanie jakie są jej granice i czy w ogóle są? Może obecna sytuacja zatrzyma ten destrukcyjny dla natury proces…?
 

Jedna z wiosek, która przykuwa naszą uwagę w drodze powrotnej z rezerwatu

 
Ban Lac i Ban Poon Coong
Ban Lac i Ban Poon Coong to dwie główne wioski turystyczne w okolicy Mai Chau. Znajdują się tuż za miastem, za polami ryżowymi. To miejsce do którego zjeżdżają krajowi turyści aby odpocząć w ciszy natury. I to tutaj rozwój turystyczny rozkwita najbardziej, zmieniając styl i warunki życia mieszkańców… na zawsze. Obecnie bowiem wioski wyglądają zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu.
 

Pamiątkowe zdjęcie z Mai Chau? Bez problemu można znaleźć specjalnie w tym celu przygotowane miejsca. Istnieje również możliwość wypożyczenia tradycyjnego stroju aby zdjęcie było idealne ;)

 
Jak wyglądało życie przed rozwojem turystyki w okolicy?
Nie tak dawno, bo zaledwie 4 lata temu ludzie mieszkali w drewnianych domach na palach. Każda rodzina miała kawałek pola, ogródek, staw z rybami, zwierzęta w ramach gospodarstwa domowego. Żyli w otoczeniu natury korzystając z jej dobroczynnego działania. Uprawiali warzywa, siali ryż. Aż jednego dnia w wiosce Ban Lac powstał pierwszy homestay. Zaczęli napływać turyści chcący spędzić czas na wsi, wśród natury, ciszy… Mieszkańcy wioski widząc duży potencjał tego biznesu zaczęli otwierać swoje domy dla turystów, rozbudowywać, przerabiać, zagospodarowywać i tak się zagalopowali, że na stosunkowo małym obszarze obecnie jest dom obok domu. Dolna przestrzeń domów na palach została zagospodarowana na restauracje, kawiarnie albo wypełniona pamiątkami tworząc sklepy. Znikły stawy, znikły ogrody, znikła zieleń. Ciemność zapanowała nad wioską, do której nie docierają promienie słońca. Mając świadomość ogromu zmian, które zaszły tutaj na przestrzeni zaledwie kilku lat, nasuwają się ciche refleksje czy mieszkańcy wioski są szczęśliwsi niż byli? Czy dzięki temu, że w jednej, wspólnej izbie mogą przenocować nawet 80 osób, które przy głośnej muzyce „korzystają” z dobroczynnego wpływu natury, żyje im się lepiej? Brak przestrzeni i mrok sprawiają, że osobiście nie czuję się dobrze w wiosce Ban Lac ani w położonej tuż obok wiosce Ban Poon Coong, do których tłumnie co weekend zjeżdżają turyści, gdzie na specjalnie przygotowanym parkingu stoi kilkanaście autokarów, a droga jest pełna unoszącego się w powietrzu kurzu.
 
 
Eksploracja okolicy meleksem, na rowerze czy pieszo?
Kiedy pójdziemy dalej, znajdziemy przestrzeń między wzgórzami, pomiędzy którymi zielenieją rozległe pola ryżowe, kaczki brodzą w wodzie, żaby rechoczą, pianie kogutów rozlega się z każdej strony, a przyjemny dźwięk świerszczy wypełnia ciszę panującą wokół. To tutaj u podnóża wzgórz znajdują się kwatery ale i resorty na które niepewnym wzrokiem spoglądają miejscowi, którzy z obawą śledzą sprzedaż gruntów, bo nie chcą aby ich rodzinne tereny zmieniły się w to co się stało z wioską Ban Lac.
Idziemy ścieżką poprowadzoną przez pola ryżowe, jedną z wielu po których jeżdżą meleksy. To sposób zwiedzania rozległego wiejskiego obszaru Mai Chau, z którego chętnie korzystają turyści. Meleksy jeżdżą wyznaczoną trasą turystyczną, wzdłuż której znajdują się punkty fotograficzne oraz sklepy z pamiątkami. Bardziej aktywne fizycznie osoby korzystają z szerokiej oferty rowerów do wypożyczenia i w dwie osoby wesoło dokonują eksploracji okolicy. Czy ktoś chodzi pieszo? Tak, MY 😉
 
 
Trzy tygodnie…
Spędzamy 3 tygodnie w domku położonym u podnóża wzgórza, delektujemy się przestrzenią, wsłuchujemy w odgłosy natury, obserwujemy codzienny rytm życia kaczuch. Korzystamy z wiejskiego życia, spacerujemy, biegamy, obserwujemy jak mieszkańcy codziennie pracują na polu i z uśmiechem pozdrawiamy się wietnamskim xin chao 😊
 
 
Wdzięczność w Mai Chau
Budzę się rano, jak zwykle o 5:00, otulam się ciepłą kołdrą czując rześkie powietrze dochodzące z zewnątrz. Ogarnia mnie cudowne uczucie, czuję ciepło na sercu. Coś się kończy. Tak, kończy się nasz 3 tygodniowy pobyt w Little Mai Chau Homestay. Uczucie wdzięczności rozgrzewa mnie od środka. Uśmiecham się do siebie dziękując za każdą minutę pobytu w tym cudownym miejscu, za każdy spacer dodający energii, za każdy uśmiech i serdeczne xin chao mieszkańców wioski, za każdy smaczny wegetariański posiłek w lokalnych knajpkach podawany z uśmiechem przez właścicieli, za bliskość natury, za wesołe pieski podbiegające do nas w podskokach podczas porannego joggingu, za gościnność Hung i smaczne śniadania z warzywami, za odgłosy zwierząt dobiegające z każdej strony i ...CISZĘ... Ciszę, która wypełnia mnie od środka tworząc przestrzeń pomiędzy mną a światem... Rozkoszuję się tym uczuciem ciepła, nostalgii.
Pojawia się refleksja i kolejne fala wdzięczności, tym razem za całe pół roku pobytu na północy Wietnamu gdzie otaczające nas góry zapewniły uziemienie dając ochronę, uczucie stabilności i bezpieczeństwa. Budząca, jeszcze kilka miesięcy temu, uczucie niepewności północ dała nam wewnętrzny spokój i zrozumienie oraz poznanie siebie na głębszym poziomie. Synchronizując się z naturą odradzamy się na nowo doceniając prostotę życia we wszystkich aspektach. Kończy się nasz półroczny pobyt na zielonej północy, a wraz z nim symbolicznie kończy się Epoka Ziemi. Ten ważny w dziejach ziemi moment łączymy ze ZMIANĄ... Aby tę zmianę poczuć mocniej żegnamy się z zieloną Północą (tylko na jakiś czas) i ruszamy na lśniące żółtym piaskiem Południe aby w promieniach słońca i podmuchu ciepłego, morskiego powietrza i rozległej przestrzeni powitać nową Epokę Powietrza i Nowy 2021 Rok... Otwieramy się na ZMIANĘ i z odwagą i entuzjazmem wkraczamy w nową epokę i nowy rok 🙏
 

Zielona północ pokazała nam prostotę życia w połączeniu z naturą. To niesamowite doświadczenia zmienia pogląd na życie i nas samych. Dziękuję 🙏