Naciągane atrakcje
Wybieramy opcję wycieczki z grupą. O 5:00 rano podjeżdżamy na nabrzeże i zgodnie z powiedzeniem "podążaj za tłumem" kierujemy się prosto do punktu sprzedaży wycieczek. Wykupujemy pakiet czterech atrakcji w cenie 50 000 VND i wraz z 50 krajowymi turystami bierzemy udział w wycieczce zorganizowanej. Kilkanaście łodzi wypływa przed nami bo my czekamy na spóźnialskich. Na łodzi jest anglojęzyczny przewodnik, który w skrócie wyjaśnia nam jak będzie przebiegał rejs. W promieniach wschodzącego słońca dopływamy na targ. Chętni robią zakupy od pływających sprzedawców, kupują owoce, kawę lub inny napój serwowany na wynos. Obserwujemy małe prywatne łódki i trochę żałujemy, że zrezygnowaliśmy z takiej opcji wycieczki. Moglibyśmy sobie zjeść zupkę na śniadanie w łódce i popłynąć tam gdzie byśmy chcieli. Ach, co by było gdyby? Zdecydowaliśmy się na tańszą opcję wycieczki z dużą grupą więc śniadanie jemy na platformie na której znajduje się restauracja i sklep z pamiątkami. Po śniadaniu niespodziewanie zostajemy poproszeni o zmianę łodzi. Dlaczego? Nie wiemy. Ale druga łódka jest mniejsza, a przewodniczka lubi żartować. Jest to więc zmiana na plus. Krążymy dwa razy naokoło targu, po czym ponownie zatrzymujemy sie w sklepie z pamiątkami. Hm? O co chodzi? Dziwna ta wycieczka. Po długiej przerwie płyniemy do owocowego sadu gdzie spędzamy kolejną godzinę. Ostatnim punktem wycieczki jest wizyta w "fabryce makaronu", która znajduje się nieopodal targu na którym codziennie robimy zakupy. W sklepie z pamiątkami wyrabiany jest makaron, który również można zakupić na miejscu. Wracamy do portu po pięciu godzinach kursowania po rzece biorąc udział w trochę "naciąganej" wycieczce ale najważniejsze jest to, że widzieliśmy pływający targ, a to było celem naszej wycieczki.