Jest, zidentyfikowałam to „COŚ” co wisi w powietrzu. Teraz czas zadbać o siebie.
Po pierwsze i najważniejsze to przywrócić swoją wewnętrzną równowagę. Jeszcze w ten sam wieczór przystępuję do medytacji. Nie czekam do rana. Trzeba działać od razu.
Po drugie trzeba jak najszybciej znaleźć „idealne” miejsce na pobyt, być może trochę dłuższy niż zwykle. I tu do szybkiego działania przystępuje Sebastian, który w ten sam wieczór, jeszcze przed wyjściem na kolację, rezerwuje apartament rodzinny w Hoang Gia Trang, The Rustic Garden. Na zdjęciach pensjonat wygląda rewelacyjnie, jest ogród, przestrzeń, kuchnia. I to wszystko w przystępnej cenie. Bierzemy!
Po trzecie wyłączyć powiadomienia z wszystkich portali informacyjnych. Rozpoczynanie dnia od wiadomości pełnych paniki i strachu to ostatnie czego mi potrzeba. Na własnym przykładzie zauważyłam co same nagłówki wywołują w moim ciele a co dopiero musi się dziać kiedy ktoś non stop słucha i ogląda wiadomości?! Sama decyduję o tym co czytam i gdzie szukam informacji. Informacje, które mają do mnie dotrzeć na pewno dotrą. Nie potrzebuję „pomocy” w postaci niezliczonej ilości powiadomień o kolejnym nowym „przypadku”.

W The Rustic Garden czasu mamy nadspodziewanie dużo
Rozeznanie w Đà Lạt
Rano ruszamy na śniadanie „na miasto”. Spacerując ulicami miasta nie zauważamy nic szczególnego. Dopiero w centrum w kilku miejscach ludzie na nasz widok nasuwają maseczki głębiej na twarz. Kiedy podchodzimy do wystawy sklepowej sprzedawca również na nasz widok wraca po maseczkę. Powoli zaczyna do nas docierać, że jesteśmy postrzegani jako zagrożenie. Po jakimś czasie obserwacji i kręcenia się po okolicy stwierdzamy, iż mieszkańcy okolicy podchodzą do nas i obecnej sytuacji na 3 różne sposoby:
• „Aaa, boję się Ciebie, nie podchodź!” – tu panuje strach więc sami wolimy te miejsca omijać,
• „Mam maseczkę, wszystko jest ok” - to grupa neutralna, z uśmiechem ukrytym pod maseczką obsługują nas sprzedając swoje towary,
• „Ja się nie boję! Wchodźcie śmiało, jesteście mile widziani” 😊
Co więc robimy? Unikamy grupy pierwszej, robimy zakupy w grupie drugiej i znajdujemy knajpki wśród osób z grupy trzeciej. Swobodne poruszanie się po mieście jest trochę trudniejsze niż było do tej pory. Obserwujemy reakcje i podchodzimy dopiero wtedy kiedy nie czujemy paniki. Nisko wibracyjne miejsca omijamy szerokim łukiem z troski o siebie i dla świętego spokoju pogrążonej w strachu osobie. A tych w Wietnamie nie brakuje.

Brak chętnych na kurs po jeziorze
Zawsze mile widziani
• kawiarnia VUI since 1971 – kawiarnia w centrum Đà Lạt, gdzie ciepła kawa serwowana jest w „kieliszku” o pojemności 50ml w zestawie z herbatką podawaną w mini dzbanuszku i z mini szklaneczkami. Mini są również stoliki i krzesełka na których przesiadują głównie mężczyźni. Spędzając czas w kawiarni grają w gry, rozmawiają, palą. Właścicielami knajpki są młodzi ludzie, którzy za każdym razem obsługiwali nas z uśmiechem i serdecznością,
• restauracja wegetariańska Quán Chay An Lạc Tâm 2 – to przede wszystkim miły i uprzejmy personel oraz przesympatyczna właścicielka, która zawsze nas witała z uśmiechem, dobre jedzenie w jeszcze lepszej cenie. To tu jedliśmy najczęściej wiedząc, że możemy usiąść w środku i spokojnie spożywać posiłek bez pośpiechu i presji,
• na posiłek mogliśmy również liczyć w An Lac Quan Chay Vegetarian oraz Quán cơm chay Âu Lạc 2. Również w tych miejscach czuliśmy się swobodnie. Zwłaszcza w Quán cơm chay Âu Lạc 2 kobiety zawsze ciepło nas witały, zapraszając do środka i od razu podając menu,
• ponadto często robiliśmy zakupy w Lien Hoa Bakery osładzając sobie jeszcze bardziej i tak już słodkie nasze życie. Z maseczką na twarzy wśród wielu (młodych) miejscowych wybieraliśmy ciastko do kawy, czasami bardzo długo bo wybór jest naprawdę duży.
• w Vin Mart bardzo szybko wprowadzono środki ostrożności i tak podczas pierwszej i drugiej wizyty dostaliśmy maseczkę i płyn do dezynfekcji, za trzecim razem zmierzono nam temperaturę i zostałam delikatnie upomniana kiedy maseczka zsunęła mi się z nosa (jakoś okulary trzeba odparować żebym mogła coś widzieć) a za czwartym razem dodatkowo jeszcze zablokowano nam plecak. Ale kasjerka z plastikową obręczą na twarzy z uśmiechem sama zapraszała nas do swojej kasy. Zresztą wszyscy z obsługi zawsze byli dla nas bardzo mili,
• w tym miejscu nie mogę pominąć również naszego wspaniałego mechanika, który zawsze z uśmiechem wysłuchał Sebastiana próbującego wyjaśnić w jakiej sprawie przyjechaliśmy. I mimo, iż pan mechanik nie mówi po angielsku to zawsze starał się zrozumieć o co nam chodzi a jak do końca nie wiedział, to poprosił o telefon do punktu sprzedaży motocykli … i w taki trochę naokoło sposób udawało się zidentyfikować „problem” a po godzinie odbieraliśmy naprawioną Asjatkę.

Mini kawka w "VUI" ... Hmm jak to pić?

Uśmiechnięty i sympatyczny pan mechanik naprawia naszą Asjatkę
Co więc się zmieniło?
Wszystko. W naszej podróży szczególny nacisk kładliśmy na spotkania z miejscowymi ludźmi. Na rozmowy, na spędzenie wspólnie czasu, na poznanie bliżej lokalnego stylu życia. W obecnej sytuacji stało się to wręcz niemożliwe. Nie jesteśmy nachalni i nie chcemy się narzucać i niepotrzebnie siać jeszcze większą panikę. Wycofaliśmy się więc z życia na mieście. Obserwujemy otoczenie, jak wszystko się zmienia w miarę podejmowanych obostrzeń ze strony władzy. Jak stopniowo zamykane są atrakcje, hotele, knajpy, kawiarnie. Pustoszeją ulice a ludzie przenoszą się nad … jezioro lub zostają w domu. Wciąż czynne są stragany z owocami i warzywami na których raczej bez problemu udaje nam się zrobić zakupy. Ewentualnie pani założy dwie maseczki ale nas obsłuży 😉 A my z uśmiechem zza maseczki jej podziękujemy 😊 Jesteśmy obcokrajowcami i turystami, którzy potencjalnie mogą zagrażać miejscowym. I co z tego, że w Đà Lạt jesteśmy już ponad 3 tygodnie… tego nikt nie wie. Dlatego pojawiamy się raczej w tych samych miejscach gdzie ludzie już nas kojarzą. I mimo, iż staramy się omijać to wahadło strachu to czasem smutno się robi na widok ludzi żyjących w lęku… w strachu przed czym? Nieraz się nad tym zastanawiałam podczas jazdy na motocyklu kiedy mijając miejscowych widziałam jak jeszcze bardziej nasuwają maskę na twarz na nasz widok. Dla mnie to był proces, oswajanie się z zaistniałą sytuacją, zrozumienie, akceptacja, przełamanie się aby założyć maseczkę. To było chyba najtrudniejsze. PO co mam nosić maskę na twarzy, która i tak mnie przed niczym chroni? Biłam się z myślami co robić przez kilka dni aż w końcu założyłam maseczkę. I wiecie co? Przyzwyczaiłam się! Z jednej strony obowiązek noszenia maski został narzucony przez władzę a z drugiej kontakt z ludźmi stał się łatwiejszy. Maseczka postrzegana jako środek ochronny ułatwiła nam robienie zakupów i bardziej swobodne poruszanie się po mieście. Zaczęłam dostrzegać jak ludzie uśmiechają się oczami. Tak, zaczęliśmy się uśmiechać do siebie poprzez oczy.
Na szczęście są jeszcze ludzie, którzy ufają życiu, sobie. Uśmiecham się zawsze kiedy do nas machają, pozdrawiają. Jesteśmy w tym miejscu w tym czasie i spotykamy się z różnymi reakcjami. Mamy niepowtarzalną okazję przyglądać się zmianom zachodzącym w mieście i wśród ludzi, w miarę rozprzestrzeniającego się zagrożenia, które do Đà Lạt nie dotarło. Zdyscyplinowani mieszkańcy okolicy przystosowali się do zaleceń władzy i w miarę coraz bardziej rygorystycznych obostrzeń ulice miasta pustoszały, gwar ucichł a turystyczny Đà Lạt stał się spokojnym, łatwo przejezdnym i cichym górskim miasteczkiem.

Parkingi i miejsca turystyczne "wieją" pustką
Naturalne atrakcje w okolicy
To, że się wycofaliśmy z życia w mieście i poznawania miejscowych wcale nie oznacza, że się zamknęliśmy w przepięknym i przestronnym Rustic Garden. Đà Lạt znajduje się w prowincji Lâm Đồng. To górzysty, zalesiony, pełen farm obszar, znany w Wietnamie jako Central Highlands. Okolica jest przepiękna, pełna spektakularnych krajorazów i „zielonych” miejsc gdzie można spędzić popołudnie albo nawet cały dzień. I to, że płatne atrakcje są zamknięte to nam w niczym nie przeszkadza bo raczej nie jesteśmy zwolennikami miejsc przygotowanych specjalnie pod kątem turystycznym. Dlatego nie ograniczeni tego typu punktami spędzamy czas wśród natury, ptaków, mrówek chodzących po moich stopach i czerpiemy korzyści z dobroczynnego wpływu natury na nasze zdrowie wzmacniając się jednocześnie energetycznie i odpornościowo. Jezioro, wodospady, lasy o których więcej piszę w "Natura w Đà Lạt" oraz Lang Biang Peak to miejsca, które odkryliśmy w czasie sześciotygodniowego pobytu w Đà Lạt.

Banery zachęcające do wspólnej mobilizacji zostały rozwieszone we wszystkich turystycznych punktach
Stopniowo wprowadzane restrykcje
Obowiązkowe noszenie maseczki w miejscach publicznych, sklepach, podczas jazdy na skuterze czy mierzenie temperatury w centrach handlowych to już "standard". Wprowadzona została dobrowolna deklaracja zdrowotna, do wypełnienia której zachęcani byli wszyscy. Co więcej deklarację można wypełnić elektronicznie za pomocą aplikacji NCOVI. Smsy z informacjami jak dbać o higienę czy zaleceniami władzy motywowały ludzi do działania we wspólnym celu powstrzymania epidemii. Właściciele miejsc noclegowych zobligowani byli do składania informacji o zagranicznych gościach. Zmiana lokalizacji wiązała się z dostarczeniem deklaracji zdrowia potwierdzoną badaniami w przychodni. Wydawanie wiz zostało zawieszone a wszyscy przybywający do kraju wysyłani na kwarantannę w domu lub specjalnie wyznaczonym do tego celu miejscu. Ostatecznie zostały zawieszone wszystkie loty z zewnątrz.
Zmiany w czasie „lock down”
"Lock down" czyli „Zostań w domu” w całym Wietnamie trwał od 1 do 15 kwietnia. Co się zmieniło? Miasta, miasteczka, prowincje zostały zamknięte. Został ogłoszony zakaz przemieszczania się między regionami. Zamknięte zostały wszystkie hotele. Należy więc zostać w miejscu w którym się obecnie przebywa. Obok siebie mogą przebywać maksymalnie 2 osoby. Z tym akurat to jest różnie i zauważyłam, że trzymanie dystansu na 2 metry nie jest takie łatwe.
Do tej pory otwarte kawiarnie zostały zamknięte lub prowadziły sprzedaż tylko na wynos. Nasza ulubiona kawiarnia też została zamknięta. W Quán Chay An Lạc Tâm 2 stoliki zostały rozstawione na odległość ponad 1 metra. Przy stoliku mogą siedzieć 2 osoby. Ale posiłek nadal można zjeść, tak jak w pozostałych już sprawdzonych przez nas knajpkach wege. Uliczne stragany poznikały. Nie wszystkie ale przy ulicy zrobiło się luźniej. Ulice opustoszały. Akcji „zostań w domu” zaczęła sprzyjać nawet pogoda. Codzienne ulewy nie zachęcały do wypuszczania się „na miasto”.

Nakaz noszenia maseczki w miejscu publicznym

Sankcje za brak maseczki w miejscu publicznym
Co my w tym czasie robimy?
Spędzamy czas nad jeziorem i w Rustic Garden. Czuję, że się zatrzymałam… to coś innego niż zwykła przerwa w podróży na kilka dni. To czas dla mnie, na medytacje, jogę, tworzenie, czytanie, słuchanie webinaru, spotkania przy ognisku…. Wow, to coś innego, nowego! Nie czuję presji czasu, że coś muszę, po prostu jestem… jestem… Więcej o tym piszę w poście „Podróż w głąb siebie”.

Praca w ogrodzie zbliża do natury

Coś dla ciała i ducha w promieniach porannego słońca

Widok z okna sprzyja pracy twórczej

A po porannych praktykach czas na śniadanie

Medytacja w promieniach porannego słońca

Wietnamskie śniadania w Rustic Garden to uczta dla podniebienia
I co dalej?
16.04.2020 - Wietnam szybko i sprawnie uporał się z wirusem. Szybka reakcja władzy, zdecydowane działanie oraz mobilizacja całego społeczeństwa uchroniły kraj przed niekontrolowanym rozprzestrzenianiem się choroby. Od 7 marca zarejestrowano 268 "przypadków" z tego już 214 zostało wyleczonych, reszta podlega hospitalizacji. Brak nowych "przypadków". Dzięki podjętym krokom "lock down" został przedłużony tylko w najbardziej zagrożonych prowincjach Wietnamu. Đà Lạt znajduje się w grupie najmniejszego ryzyka. Miasto powoli budzi się do życia. Rozkwita na nowo. Pojawiają się uliczne punkty z jedzeniem, stopniowo, powoli, nie wszystko na raz. Na ulice wróciły samochody i skutery. Już czuję zmianę w powietrzu.
W tym dniu jedziemy nad jezioro. Będzie otwarta czy jeszcze nie? Zastanawiam się… Jest otwarta! Kawiarnia nad jeziorem jest znowu czynna. Właścicielka z uśmiechem i radością zaprasza nas do środka mówiąc, że już jest otwarte. Szczęśliwa odpowiadam, że to bardzo dobra wiadomość. Uśmiechamy się do siebie. Doceniam jeszcze bardziej. Z lekkością i radością rozsiadamy się przy stoliku, wyciągam laptopa… piszę a w przerwach wpatruję się w jezioro, wzgórze, zieleń… nasuwa się refleksja "czy ta ogólnoświatowa "pandemia" nie ma głębszego dna???" ...

Otwarta kawiarnia, słońce, powiew świeżości ... Đà Lạt powoli budzi się do życia
WOLNOŚĆ jest w nas w każdym momencie, w każdym czasie, niezależnie od warunków zewnętrznych… tylko od nas zależy czy odnajdziemy ją w sobie…
Co dalej? Zobaczymy… na pewno ciąg dalszy nastąpi, z jakiego miejsca?... to wciąż wielka niewiadoma 😊
16 kwietnia 2020, Wietnam, Đà Lạt

Czas nad jeziorem sprzyja refleksji

A las dodaje energii i zbliża do natury





