parallax background

Nic nie dzieje się przypadkiem

20 kwietnia 2020
Natura w Da Lat
20 kwietnia 2020
„COŚ” wisi w powietrzu czyli nasza droga z Mui Ne do Da Lat
20 kwietnia 2020
 
Czy to co się wydarza w naszym życiu jest przypadkiem? Spotkania, sytuacje, miejsca w których akurat jesteśmy mimo, iż mieliśmy być w tym czasie gdzie indziej? Odpowiedni ludzie w odpowiednim czasie i miejscu? Nagła zmiana planów z powodu zatrucia? Powrót do Polski z himalajskiego szlaku i jednocześnie spotkanie samotnego wędrowcy. Nieplanowane wcześniej spontaniczne spotkanie z siostrą? Czy to wszystko dzieje się przypadkiem? Nie.. Zdecydowanie nie! Sytuacje, które na pierwszy rzut oka burzą nasze plany, nasz harmonogram dnia, poukładane życie, zmieniając bieg wydarzeń nie dzieją się przypadkiem. Głęboko wierzę, że wszystko co nas w życiu spotyka jest po COŚ. Ufam swojej intuicji, słucham swojego wewnętrznego głosu, który czasem tylko szepcze ale potrafi też zaryczeć jak lew. Tak, jesteśmy prowadzeni. To nie przypadek kieruje naszym życiem. Nie ma przypadków! Ze spokojem przyjmuję każdą nagłą zmianę planów, która wydawać by się mogła „tym najgorszym co nas mogło spotkać”. Szukam głębszego w tym sensu, akceptuję i przyjmuję z wdzięcznością. Bo wiem, że tak ma być. Akurat w tym momencie ma się wydarzyć „to” aby później nastąpiło „coś” innego. I być może to „coś” będzie tym czego szukałam czego potrzebowałam i nie mogłam znaleźć. Spokój, akceptacja, elastyczność i otwartość na to co nam przynosi wszechświat to mój sposób na bycie Tu i Teraz. Bo nic nie dzieje się przypadkiem!
Splot wydarzeń, który doprowadził mnie w miejsce, w którym właśnie jestem również nie był przypadkiem. To nie jedno wydarzenie ale kilka następujących po sobie. Jestem pełna wdzięczności za wszystkie „znaki” zarówno te płynące z mojego serca jak i te zewnętrzne, które doprowadziły nas do tego pięknego, pełnego zielonych drzew ogrodu. Otoczona naturą, górami wśród śpiewu ptaków piszę te słowa. Jak to się stało, że jesteśmy właśnie tu? Oto nasza historia z podróży. Historia o tym jak znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie…
 
 
Plan bez planu
29 lutego wylądowaliśmy w Ho Chi Minh City w Wietnamie. W tle toczy się walka z wirusem a my z wizą na 3 miesiące w paszporcie przybywamy do kraju, w którym od 12 lutego nie pojawił się nowy „przypadek” a 12 już wykrytych podlega hospitalizacji. O tym, że rzeczywistość się zmienia widzimy na lotnisku podczas podróży z Mjanmy, przez Bangkok do HCMC. Coraz więcej ludzi przemieszcza się w maseczkach, płyny do dezynfekcji poustawiane są w różnych miejscach. Loty jednak przebiegają normalnie i nic nie wskazuje na to, jak sytuacja na świecie może się diametralnie zmienić w przeciągu kilkunastu kolejnych dni.
To, że jesteśmy właśnie w Wietnamie w tym „gorącym” okresie nie jest przypadkiem. Nie ma przypadków. Tak miało być. I chociaż podróżujemy bez planu, to w listopadzie podczas trekkingu w Nepalu zapragnęliśmy w Himalaje ponownie wrócić w kwietniu, na wiosnę. Spotkać się z siostrą i wspólnie odbyć trekking. W miesiącach od stycznia do marca wstępnie planowaliśmy zwiedzić Wietnam, Laos i Kambodżę. To wszystko jednak jakoś się nie układało. Po głowie chodziła mi myśl, że to za mało czasu aby na spokojnie, bez pośpiechu poznać te 3 kraje. I jeszcze Mjanma, do której czułam, że polecieć musimy.
 
 
Trudne decyzje
Niespodziewanie zostałam sama w Nepalu przez miesiąc. W grudniu Sebastian awaryjnie przebywał w Polce. Podczas trekkingu w dolinie Langtang poczułam, że mój organizm ma dość i chce odpocząć od chodzenia po górach. I mimo, iż kocham góry i Nepal to po ponad 60 dniach spędzonych na wysokości powyżej 2000 m n.p.m. czułam wyraźne zmęczenie. A może to już wtedy była wskazówka od wszechświata? Uczucie było tak silne, że postanowiłam zrezygnować z wizyty w Nepalu w kwietniu 2020 roku. Sebastian po powrocie z Polski odczuwał dokładnie to samo. To nie czas na powrót w Himalaje. Czekała nas trudna rozmowa z siostrą, która marzyła o himalajskich wędrówkach. I tak jak się spodziewaliśmy, rozmowa z siostrą należała do najtrudniejszych jakie przeprowadziliśmy w ostatnim czasie, jak nie w życiu. Czułam się jakbym podcinała komuś skrzydełka, czułam że zawiodłam. Byliśmy jednak pewni, że to właściwa decyzja.
 
 
Zaskakująco pozytywne decyzje
Zapragnęliśmy za to odpocząć na plaży, wygrzać się na słońcu i zrobić sobie wakacje od wakacji. W ten sposób pojawiła się po drodze Tajlandia, do której nie miałam zamiaru w ogóle lecieć. Ale gdzie my byśmy znaleźli „w okolicy” lepsze wyspy jak nie w Tajlandii? Krótki dwutygodniowy wypad do kraju wiecznego uśmiechu i słońca jednak się wydłużył. Moja druga siostra postanowiła nas odwiedzić i spędzić z nami tydzień… ostatni tydzień stycznia. Byłam przeszczęśliwa z podjętej przez nią spontanicznej decyzji. Spotkanie z siostrą w Azji po prawie 7 miesiącach od naszego wyjazdu z Polski wydawać by się mogło nie realne ale wszystko potoczyło się tak szybko i tak naturalnie, że po prostu nie mogło być inaczej. Spotkanie miało się odbyć dokładnie w tym a nie innym czasie abyśmy nasz pobyt w Tajlandii przedłużyli o kolejne dwa tygodnie. Uznałam to za znak, od razu czując, że tak właśnie ma być. W ten zaskakujący sposób, spędziliśmy w Tajlandii cały miesiąc, co w ogóle nam nie przeszkadzało a wręcz odpowiadało. Słońce, plaża, relaks to było to, co najbardziej w tym okresie potrzebowaliśmy.
 
 
Wszystko zaczyna się układać
To właśnie podczas pobytu w Tajlandii pojawiły się pierwsze wieści o wirusie. My jednak rozkoszowaliśmy się słońcem. Ustaliliśmy również z najmłodszą siostrą, że zamiast w Nepalu spotkamy się w Wietnamie, w drugiej połowie kwietnia. Wszystko zaczęło się układać: luty spędzimy w Mjanmie, potem polecimy na dwa miesiące do Wietnamu, kupimy motocykl i pojedziemy z południa na północ aby odebrać siostrę z lotniska w Hanoi i spędzić z nią dwa tygodnie. Na początku maja, na tym samym motocyklu, pojedziemy do Laosu a następnie do Kambodży.
 
 
We właściwym miejscu i czasie
Spędziliśmy cudowny miesiąc, luty, w Mjanmie i teraz jesteśmy w miejscu w którym mieliśmy być… w Wietnamie z wizą ważną do 29 maja. Po 7 marca sytuacja się zmieniła. W Europie korona rozpanoszyła się na dobre siejąc panikę i strach, a do Wietnamu powróciła ponownie, tym razem z Europy. Granice zostały zamknięte, wydawanie wiz zawieszone. Jesteśmy w nowej rzeczywistości. Nie wiemy co nas czeka w najbliższej przyszłości, gdzie dotrzemy za tydzień, miesiąc, dwa? Wiemy jednak, że na pewno to będzie miejsce w którym właśnie mamy być. A w tym „gorącym” okresie kiedy wszystkie połączenia z Europą i resztą świata zostały odwołane my nie musimy kombinować gdzie i jak się przemieścić bo wciąż mamy ważną wizę przez ponad dwa miesiące. W tym czasie wszystko może się zmienić…
Dzięki jednak decyzjom podjętym w Nepalu, spotkaniu z siostrą i planowanym terminie spotkania z drugą siostrą oraz „prowadzeniu” przez nasz wewnętrzny głos, głos duszy, jesteśmy bezpieczni tu i teraz... w Wietnamie… w Đà Lạt… w Rustic Garden… Nic nie dzieje się przypadkiem …

Jesteście ciekawi co dalej? To nie koniec naszej historii... Ciąg dalszy TU.
21 marca 2020, Wietnam, Đà Lạt, Hoang Gia Trang, The Rustic Garden