parallax background

Z Shivapuri przez Helambu i Gosaikundę do Doliny Langtang

17 stycznia 2020
Wśród ośmiotysięczników – Khumbu z Jiri przez trzy przełęcze do Ama Dablam BC
14 stycznia 2020
Sumatra – Wśród orangutanów w Gunung Leuser
9 lutego 2020
 
Dolina Langtang, Helambu oraz jezioro Gosaikunda stanowią główną część Parku Narodowego Langtang. Langtang i Helambu łączy przełęcz Lauribina. Bogata fauna i flora są nieodłączną częścią parku. Obszar pokryty jest lasami rododendronowymi, dębowymi, sosnowymi oraz modrzewiowymi. Zamieszkiwany jest między innymi przez czerwoną pandę, himalajskiego czarnego niedźwiedzia, panterę śnieżną oraz ponad 250 gatunków ptaków. Mieszkańcy to najczęściej ludzie należący do jednej z 3 głównych grup etnicznych: Tamang, Yolmo (zwanych również Sherpa) i Bhotia. I mimo, iż wszystkie te grupy oryginalnie pochodzą z Tybetu to różnią się od siebie językiem, ubiorem, stylem życia, ozdobami czy zwyczajami.

Langtang miał być dla nas lekką i przyjemną wędrówką po 39 dniach spędzonych w rejonach Khumbu i Solukhumbu. Mając do dyspozycji 3 tygodnie zdecydowaliśmy się rozpocząć trekking w Sundarijal i zakończyć w Dhunche. Los chciał, że nie dane nam było go zrobić razem. Spacer wzdłuż rzeki Langtang Sebastian niestety musiał odłożyć na czas bliżej nieokreślony. Ja natomiast spędziłam w tym rejonie 24 dni – zarówno dni spokojnych jak i pełnych wrażeń, zaskakujących wiadomości i szybkich decyzji, obserwacji otoczenia i siebie. Jeszcze bardziej doceniam plusy wspólnego podróżowania z Sebastianem, jak wzajemnie potrafimy się uzupełniać i motywować. Jednocześnie jestem wdzięczna za ten „samotnie” spędzony miesiąc, bo podróż to wyzwania i zmierzenie się z własnymi słabościami oraz przekonanie się, że potrafimy więcej niż nam się wydaje 😊
 
 
Dzień 1 – Sundarijal – Chisapani / Schody, schody i jeszcze raz schody
Rozpoczynamy w Sundarijal gdzie dojeżdżamy lokalnym busem z dworca autobusowego przy Ratna Park w Kathmandu. Ten krótki, 20 km, odcinek pokonujemy w niecałe 2 godziny i wraz z kilkoma osobami wysiadamy u wrót Parku Narodowego Shivapuri. Przechodzimy przez bramę, mijamy kilka lokalnych knajpek i rozpoczynają się schody. Po chwili zatrzymuje nas miły pan urzędnik i pyta czy mamy zezwolenie na wejście do parku. Zezwolenie jest jednorazowe i kupuje się je bezpośrednio przed wejściem do parku. Dlatego też płacimy 1000 rupii od osoby plus 50 rupii jako obowiązkową dotację i wraz z dokumentem udajemy się do drugiego punktu tak zwanego check pointu gdzie członek armii sprawdza nasze zezwolenie, wpisuje adnotację i kiwa, że możemy iść. No to ruszamy. Przed nami 1000 metrów pod górę i jak się okazuje głównie po schodach. Schody są wszędzie, nawet w zalesionej części szlaku. Odcinek do Chisapani pokonujemy w 4 godziny zatrzymując się na lunch w Mulkharka. Za Mulkharką aż do Chisapani idziemy leśną ścieżką. Za przełęczą odsłania się widok na wyższe partie gór. W Chisapani na pierwszym planie – jako wizytówka regionu po trzęsieniu ziemi – ukazuje się przekrzywiony budynek, niegdyś lodge, teraz ruina przypominająca o tragicznym wydarzeniu, które dotknęło Nepal w 2015 roku. W tej i kolejnych wioskach ludzie odbudowują swoje domy w tempie szybszym lub wolniejszym w zależności od ilości posiadanych (lub zdobytych) środków finansowych. Dlatego pokoje są nowe, nawet naklejki na toalecie czy drzwiach jeszcze nie zostały zerwane. Dostajemy pokój z łazienką i gorącym prysznicem za który płacimy 500 rupii a do tego kolorowy i zachwycający wschód słońca widoczny z łózka. To pierwszy ale jak się później okazało nie ostatni taki poranek. Weszliśmy bowiem na obszar Helambu
 
 
Helambu - W krainie magicznych wschodów i zachodów słońca
Helambu to region położony niedaleko Kathmandu nad rzeką Melamchi. Bliskość stolicy oraz łatwy i szybki dojazd stwarzają możliwość odbycia krótkiego aczkolwiek interesującego treku wśród drzew rododendronowych z panoramicznym widokiem na pasmo Langtang, poznania kultury Sherpów (Sherpowie z Helambu z Sherpami z Khumbu mają jednak wspólną tylko nazwę) i delektować się magicznymi wschodami i zachodami słońca. Helambu jest bowiem tak położone, że wschody i zachody słońca widoczne są tu nad horyzontem, na tle wzgórz nachodzących jedno na drugie (jak w Bieszczadach tylko trochę wyżej). Słońce wyłania się zza horyzontu rozświetlając wzgórza, tworząc tajemniczą mgiełkę i sielankową atmosferę. Wyskakiwanie z łóżka przed 5:00 aby zobaczyć grę kolorów na niebie jest tak ekscytujące, że nie sprawia najmniejszych problemów. Nawet pomimo niskiej temperatury. Natomiast podczas zachodu słońce chowa się za horyzontem, spływając między wzgórza aby po chwili rozświetlić niebo płonącym blaskiem czerwieni. Spoglądałam z niemym zachwytem na to spektakularne zjawisko, które najpiękniej prezentuje się w Kutumsang.
 
 
Dzień 2 – Chisapani – Kutumsang / Niespodziewany zwrot wydarzeń
W drugi dzień pokonujemy najdłuższy odcinek tej wyprawy. Wychodząc z Chisapani widzimy przełęcz przez którą musimy przejść. Wzgórze jest poprzecinane drogą. Oznacza to również iż szlak jest poszatkowany i na niektóre odcinki lepiej nie wchodzić bo są zniszczone i jeśli nawet uda się wejść na szlak to potem okazuje się, że na jego końcu jest przepaść i trzeba zawracać. Za Gul Bhanjyang podążamy szlakiem prosto do Kutumsang. Jak większość wiosek, Kutumsang to jedna ulica wzdłuż której jest kilka lodgy.
 
 
Wewnętrzny głos…
Idę i wsłuchuje się w swój wewnętrzny głos.. W tym dniu poprosiłam duszę o prowadzenie i wskazanie gdzie mamy się zatrzymać na noc. Może Wam się to wydawać dziwne ale u mnie działa. Przychodzimy do Kutumsang, mijamy jeden duży guest house potem drugi i zatrzymujemy się na środku ulicy. Patrzymy przed siebie. „Gdzie idziemy?” rzucam hasło do Sebastiana. „Co Ci mówi twoja duszyczka?” Zadaje pytanie Sebastian. Stoję i patrzę. Widzę mały domek, przed nim stół z ławką a obok stoi autobus. Chcę powiedzieć, że „obojętnie, wybierz coś” ale nie mogę. Czuję całym ciałem, że musimy iść do tego domku. „Ten domek na wprost, obok jest autobus” mówię i wskazuję palcem. „No to idziemy”. Ruszamy przed siebie. Mijamy guest house w którym gospodyni już zagaduje. Tym razem ignorujemy zaproszenie. Zatrzymujemy się przed wskazanym przeze mnie domkiem, mężczyzna pyta czy szukamy pokoju. „Tak, szukamy”. Okazuje się, że trafiamy do Budha Homestay gdzie rodzina i goście siedzą w jednej izbie, która jest jednocześnie kuchnią, salonem i sypialnią dla właścicieli. Do tej pory po trzęsieniu ziemi udało im się wybudować jeden osobny pokój dla gości. We wspólnej izbie jest piecyk przy którym wszyscy spędzają wieczory. Zostajemy zaproszeni do środka. Wcześniej jednak korzystamy z miski gorącej wody racząc się ciepłym prysznicem z widokiem na zachód słońca …I tu się kończy nasza sielanka. Kilka minut później otrzymujemy wiadomość z Polski w wyniku której musimy podjąć decyzję – decyzję która diametralnie może zmienić nasze życie w najbliższej przyszłości. Spędzamy wieczór w milczeniu…siadamy z gospodarzami przy kominku, Sebastian zamknięty w sobie a ja obserwuję. W izbie z nami oprócz gospodarzy i ich córki jest jeszcze tajemniczy mężczyzna, który bawi się z dziewczynką, mówi po nepalsku i jak nigdy czuję, że muszę do niego zagadać. Podczas kolacji zaczynamy rozmawiać. Ben, pochodzący z Francji jest fascynatem Nepalu. Właśnie przyleciał tu po raz 12, aktywnie angażując się w pomoc dzieciom ze szkół podstawowych odwiedza dobrze już znane jak i nowe miejsca w Nepalu. Znajomość języka nepalskiego ułatwia mu komunikację i lepsze poznanie nie turystycznych zakątków tego kraju….i po 20 latach planuje ponownie samotny trekking w okolice doliny Langtang i Tamang Heritage Village aby odnaleźć chłopca, którego pilnował podczas pierwszej wizyty w Nepalu i przekazać mu zdjęcie zrobione w dzieciństwie…
 
 
Dzień 3 Kutumsang / Decyzja
A co z tajemniczym autobusem? Nazajutrz dowiedzieliśmy się, że jedzie do Kathmandu. Przypadek? W wyniku długich przemyśleń i dyskusji podejmujemy decyzję, iż Sebastian wraca do Polski na miesiąc a ja zostaję w Nepalu. Nie wyobrażałam sobie jednak miesiąca w Kathmandu. Chciałam zostać w górach. Nie czułam się jednak aż na tyle pewnie w tym rejonie aby kontynuować wędrówkę w pojedynkę…i no właśnie w tym momencie dostaję odpowiedź dlaczego mieliśmy trafić właśnie do tego małego domu. Postanawiam zapytać Bena czy chciałby mieć towarzyszkę podczas trekkingu. Mimo, iż Ben lubi samotne wędrówki to z uśmiechem zgadza się na nieplanowane towarzystwo stawiając jeden warunek: „Będziesz się uczyć nepalskiego”. Wspaniale! Mogę zostać w górach, otoczona naturą a w dodatku mam okazję nauczyć się kilka nepalskich słówek i zwrotów. Rozstajemy się więc z Sebastianem na miesiąc aby móc kontynuować naszą podróż po Azji. Smutno mi. Jednocześnie jednak czuję, że muszę zostać w Nepalu.
Wieczorem podziwiam najpiękniejszy zachód słońca nad górami.
 
 
Dzień 4 Kutumsang / Tymczasowe rozstanie i wizyta w szkole
Sebastian wsiada do autobusu i jedzie do Kathmandu aby jak najszybciej wrócić do Polski. Ja natomiast zostaję w Kutumsang. To czas dla mnie. Jak się jednak szybko okazuje nie spędzę całego dnia na medytacji wpatrując się w górski pejzaż przed sobą 😉 idziemy do szkoły. Ben jest sponsorem kilku szkół podstawowych w Nepalu i w tym dniu przekazuje dzieciom kurtki i czapki. Mimo, iż prosi nauczycieli aby nic nie przygotowywali to jak co roku następuje wręczenie szali buddyjskich, dzieci śpiewają i tańczą a Ben osobiście każdemu dziecku wręcza podarunek. W tym czasie dołącza do nas jeszcze jeden pan z Anglii. Fundacja, której jest członkiem opłaciła budowę szkoły w której jesteśmy. Warunki w których uczą się dzieci są skromne ale mają sale, ławki i tablice, toalety. W zeszłym roku gospodarz w Kopchepani pokazał nam „salę”, którą stworzył dla dzieci po zawaleniu się głównego budynku szkoły i mimo, iż bardzo się starał to warunki w najmniejszym stopniu nie dorównywały tym które mają dzieci w Kutumsang. Na szlaku jeszcze a potem w Kathmandu nie raz się spotkałam ze sponsoringiem. Jak się okazuje ludzie z różnych państw starają się pomóc, głównie, dz