parallax background

Natura w Da Lat

20 kwietnia 2020
Beztroskie chwile w Mui Ne
13 kwietnia 2020
Nic nie dzieje się przypadkiem
20 kwietnia 2020
 
Đà Lạt znajduje się w prowincji Lâm Đồng. To górzysty, zalesiony, pełen farm obszar, znany w Wietnamie jako Central Highlands. Okolica jest przepiękna, pełna spektakularnych krajobrazów i „zielonych” miejsc gdzie można spędzić popołudnie albo nawet cały dzień. I to, że płatne atrakcje są zamknięte to nam w niczym nie przeszkadza bo raczej nie jesteśmy zwolennikami miejsc przygotowanych specjalnie pod kątem turystycznym. Dlatego nie ograniczeni tego typu punktami spędzamy czas wśród natury, ptaków, mrówek chodzących po moich stopach i czerpiemy korzyści z dobroczynnego wpływu natury na nasze zdrowie wzmacniając się jednocześnie energetycznie i odpornościowo. Zwłaszcza w tym szczególnym okresie kiedy cały świat się zatrzymał.
 
 
Nad jeziorem
Nasze ulubione miejsce to jezioro Đà Lạt Tuyen Lam Lake. Na końcu drogi, przed wjazdem na Happy Hill są miejsca gdzie można rozłożyć się na kocyku. Nad jeziorem zazwyczaj jest kilku wędkarzy, pojawiają się grupy młodzieży aby urządzić piknik (niestety często pozostawiając po sobie ślad w postaci śmieci). Na trawie rozkładamy matę i przy akompaniamencie ćwierkających ptaków medytujemy, czytamy a nawet piszę posty (o ten właśnie post powstaje nad jeziorem). To tu właśnie poczułam jeszcze większe zatrzymanie się, takie prawdziwe, takie bycie w sobie. Ten szczególny czas postrzegam jako dar, który otrzymaliśmy od wszechświata... cały czas jesteśmy w podróży... tylko trochę innej… w podróży w głąb siebie
 
 
Jezioro jeszcze raz
Nad tym samym jeziorem jest również punkt widokowy na zachód słońca - Đà Lạt Sunset View Place. Można tu podziwiać magiczne zachody słońca na tle wzgórza. Promienie słońca odbijają się w jeziorze tworząc kolorowy spektakl na wodzie. Wokół pełno młodzieży, par i profesjonalnych fotografów oraz ich modelek i modeli pozujących do zdjęć. Po obu stronach jeziora można wypić Cà phê (sữa) đá lub nóng w jednej z licznych tu kawiarni (oczywiście o ile są otwarte). Często przyjeżdżamy w to miejsce aby pokontemplować, zrobić notatki, zastanowić się nad swoimi wglądami, podyskutować lub po prostu popatrzeć na wodę, drzewa, wzgórza, popijając mrożoną kawę na wynos (we własnym kubku ze swoją metalową słomką).
 
 
Wodospady:
Datanla Waterfall - to nie tylko wodospad ale cały kompleks atrakcji dla turystów, który znajduje się niedaleko naszego „domu”. Dlaczego tu poszliśmy? No właśnie, siedzę na kamieniu, spoglądam na mało imponujący wodospad, mijają mnie grupy turystów (a jednak 14 marca jeszcze ich trochę jest w okolicy) i zastanawiam się dlaczego tu przyszliśmy. Przecież to miejsce jest szyte na miarę pod turystów a my w takie miejsca nie chodzimy. Może dlatego, że ten kompleks znajduje się pół godziny pieszej wędrówki od naszego domu? Może ze względu na zaistniałą sytuację? Usługi są już niedostępne, można tylko przespacerować się po kompleksie. To zdecydowanie miejsce dla lubiących korzystać z atrakcji turystycznych. A wodospad? Lepiej poszukać innego w okolicy.
 
 
Elephant Waterfall - tu również teren wokół wodospadu jest zagospodarowany, nie ma jednak dodatkowych atrakcji oprócz kawiarni. Aby zobaczyć wodospad w pełnej krasie należy zejść stromymi „schodkami” po prawej stronie kompleksu. Wodospad otoczony jest drzewami, u jego podnóża znajdują się skały na których można siedzieć a nawet leżeć, o ile jest miejsce. W czasie kiedy my byliśmy w tym miejscu, przestrzeni było aż nadto, mimo, iż nieopodal kilka osób urządziło sobie piknik i gdyby nie surowy wzrok Sebastiana to zostawiliby po sobie pamiątkę w postaci śmieci. Niestety oprócz pikniku kilka miejscowych osób urządziło sobie tu również polowanie na rybki… które ot takie sobie rzucali w skałę aby potem martwe płynęły z prądem rzeki… smutny obraz w pamięci pozostawiają po sobie niektórzy obywatele tego pięknego kraju.
 
 
Tiger Waterfall - wstęp na teren wodospadu jest zabroniony a jaskinia zamknięta z powodu renowacji. My jednak przyjechaliśmy w tę okolicę i mimo, iż wodospadu nie zobaczyliśmy to spędziliśmy cudowne chwile w lesie. Niedaleko wodospadu jest ścieżka po której miejscowi jeżdżą na skuterach dojeżdżając do pobliskich gospodarstw. Wybraliśmy się więc na spacer. Spacer wśród drzew, gdzie za każdym kolejnym zakrętem był następny i następne wzgórze. Zatrzymaliśmy się na jednym z nich aby zaczerpnąć świeżej energii płynącej z otaczającej nas natury. Ściółka równie dobrze jak koc nadaje się do leżenia a nawet drzemki.
 
 
Plantacja herbaty
Đồi chè Cầu Đất - to plantacja zielonej herbaty. Na parkingu aż 3 skutery, liczne stragany zamknięte ale między krzakami herbaty spacerować można, z czego chętnie korzystamy. Wchodzimy na wzgórze, potem kolejne. Spokój, cisza. Ciekawe jak to miejsce wygląda w sezonie? Nam jednak brak zwiedzających nie przeszkadza, wręcz odwrotnie, bo swobodnie możemy podziwiać malowniczy widok z każdego miejsca herbacianego wzgórza.
 
 
Degustacja kawy? Czy to możliwe?
Gió coffee - będąc w okolicy liczyliśmy na degustację kawy… co jednak w tym szczególnym czasie okazało się prawie niemożliwe. Większość kawiarni była zamknięta. Otwarta kawiarnia nie dawała jednak gwarancji degustacji czarnego lokalnego napoju... bo kiedy zatrzymywaliśmy się przed danym punktem to osoba obsługująca kawiarnię siedziała (jak na szpilkach) i tylko niepewnie zerkała w naszym kierunku... Wyczuwając strach rezygnowaliśmy z wizyty w takim miejscu aby pani mogła spać spokojnie. No ale w końcu udało się. Właściciel Gió coffee powitał nas standardowym pytaniem prosto z mostu. W ten sam sposób powiedzieliśmy, że już ponad dwa tygodnie jesteśmy w Đà Lạt dzięki czemu dostaliśmy zezwolenie na wejście do kawiarni gdzie z widokiem na plantację kawy delektowaliśmy się mrożoną kawą kokosową. A jednak warto próbować…
 
 
Górskie wędrówki
Lang Biang Peak (2167m) – na który prowadzi przyjemny, lekko wymagający szlak trekkingowy to obowiązkowy punkt na mapie, którego nie mogło zabraknąć wsród odwiedzonych przez nas miejsc. Więcej o wyprawie na szczyt piszę w poście "Na dachu Da Lat czyli Lang Biang Peak"

W Đà Lạt spędziliśmy 6 tygodni w okresie od 10 marca do 21 kwietnia 2020 roku. To czas "zatrzymania". Więcej o ty szczególnym czasie piszę TU.