Jest 4:45 kiedy rozlega się pukanie do drzwi. „Good morning sir. Are you ready? Car is waiting” - z uśmiechem rzuca mężczyzna w średnim wieku, sympatycznie szerząc zęby ubarwione od żutego betelu. Jeszcze lekko zaspani zarzucamy spakowane wieczorem plecaki i opuszczamy Hotel Innwa, w którym spędziliśmy 4 noce zwiedzając Bagan. Kierowca wiezie nas na przystań, z której promem mamy wyruszyć do miejscowości Mandalaj. Czeka nas długa podróż. Do celu mamy dotrzeć około godziny 16:00 płynąc w górę najdłuższej rzeki w Mjanmie - Irawadi. Jeszcze dzień wcześniej mieliśmy wątpliwości jaki środek transportu wybrać. Za busem przemawiała cena i krótszy czas podróży. Jednak to przeprawa promem i możliwość obserwacji wschodu słońca, czując we włosach rześki powiew porannego wiatru, wróżyły kolejną przygodę.

Kładka prowadząca na pokład statku. Dla pewności można tez złapać się za poręcz aby zachować równowagę podczas przejścia po wąskich belkach

Miejsca w górnej części statku. Kolorowe światełka oświetlają pokład tworząc klimatyczną atmosferę
Nadal jest ciemno kiedy docieramy nad brzeg rzeki. Podchodzi do nas kobieta sprawdzając bilety, a następnie zapraszając na podkład. A na ten prowadzi prowizoryczna kładka sklepana z desek, które lekko się uginają pod ciężarem naszych stóp. Jest też niewielka lampka oraz poręcz, które ułatwiają nam przeprawę.
Zrzucany nasze plecaki i tylko przez chwilę zastanawiamy się nad wyborem miejsc. Dolny pokład to wygodne loże, stoliki, przyjemne poczucie ciepła oraz zamknięte okna. Na górnym odnajdujemy 4 rzędy twardych, drewnianych krzeseł i otwartą przestrzeń umożliwiającą obserwację wszystkiego co nas otacza. To tutaj spędzimy naszą podróż.
Na zewnątrz widzimy światła samochodów dowożących kolejnych pasażerów oraz ich akrobacje przy wejściu na pokład. Spodziewaliśmy się pełnego promu a raptem uzbierało się 16 uczestników.

Jest! Wynurza się delikatnie zza horyzontu ... słoneczko!

Rzuca swe promienie na taflę wody i delikatnie rozświetla mrok nocy
Ruszamy i opatuleni w kocyki rozdane wcześniej przez załogę, zaczynamy delikatnie odczuwać chłód poranka. Reflektory muskają brzegi umożliwiając sprawną nawigację. Za chwilę w powietrzu unosi się delikatny zapach tostów wróżący zbliżające się śniadanie...
Po naszej prawej stronie nieśmiało zaczyna rozświetlać się niebo, przybierając kolor delikatnego różu, a na rzece budzi się życie.
Mijamy barki, niewielkie rybackie łodzie, wpływamy pod okazały most. Wokół wesoło latają ptaki w poszukiwaniu przekąski. Na brzegu zaczynają krzątać się ludzie, powoli rozpoczynając nowy dzień...

Płyniemy i obserwujemy ... statki, ludzi, ptaki, pagody ...














