parallax background

Mistycyzm Baganu

19 marca 2020
Łodzią z Bagan do Mandalay
13 marca 2020
Wodospady Mjanmy
19 marca 2020
Bagan położony nad rzeką Irawadi słynie z 3822 pagód. Buddyjskie świątynie, stupy i klasztory rozsiane na niewielkim obszarze tworzą niezwykłą atmosferę. Ulokowane są pomiędzy polami, krzewami, usypanymi wzgórzami i głównymi ulicami miasta. Największe i najsłynniejsze są licznie odwiedzane nie tylko przez turystów zagranicznych ale również Birmańczyków. Kiedy jednak wjedziemy w głąb bocznej uliczki, znajdziemy mniejsze pagody, gdzie w ciszy i spokoju możemy samotnie pospacerować lub pomedytować wśród kilkusetletnich ruin i stup. Zatapiając się w mistycznej atmosferze pagód można spędzić w wybranym przez siebie miejscu nawet cały dzień lub wieczór.
 
Wschód słońca
O godzinie 5:20 zrywam się z łóżka. Za 10 minut mamy odebrać skuter. Sebastian się ociąga ale już pół godziny później mkniemy ciemnymi ulicami Baganu. Jest zimno. Żałujemy, że nie założyliśmy kurtek puchowych. Mijamy jakąś parę, która zmierza w tym samym kierunku co my. Jakim? Gdzie tak gnamy? Na wschód słońca! Słońce wschodzące nad pagodami a na niebie lekko unoszące się balony to typowy obraz tego miasta. Zanim jednak znajdziemy miejsce skąd będziemy mieć idealny widok na świątynie, stupy i balony spotykamy przewodnika. Tak jakby na nas czekał. Proponuje, że wskaże nam idealną świątynię skąd rozpościera się pocztówkowy albo raczej powinnam napisać instagramowy widok na wschód słońca. Chcąc go spławić zgadzamy się. Chwilę jedziemy za nim po czym zawracamy i jedziemy w kierunku zgodnym z nawigacją. Nie trwa jednak długo aby ten sam chłopak nas znalazł. W zamian za wskazanie miejsca proponuje zakup ręcznie malowanego obrazu. I tak planowaliśmy taki obraz kupić więc zgadzamy się i tym razem jedziemy za młodym artystą. Birmańczyk wskazuje nam świątynię do której wchodzi się po kilku schodach. Wokół świątyni jest szeroki taras. Już kilka osób czeka i wypatruje. My też ustawiamy się w rzędzie.
 
 
Stoję w tadasanie i patrzę. Niebo przybiera różową barwę, chmury przepięknie zmieniają odcień. Ten moment szybko jednak mija. Z zadumy wyrywa nas głos mężczyzny "Kontrola biletów!". Pokazujemy bilety i wypatrujemy ponownie. Ptaki co jakiś czas przelatują a ja się zastanawiam " Będą balony, czy nie?" I wpatruję się w niebo, pagody, drzewa. Pojawia się czerwony kawałek słońca na horyzoncie i ..."O są balony!" Jeden, drugi, trzeci... piętnasty. Aparaty idą w ruch. Dziewczyny w sukienkach wskakują na murek aby zrobić idealne zdjęcie. Jest też panna młoda w białej sukni. Pstryk, pstryk. To chyba jednak jest idealne miejsce. Rozkoszujemy się widokiem i ociągamy z opuszczeniem tego miejsca.
 
 
Podchodzi nasz artysta, robi nam zdjęcie i proponuje, że wskaże nam miejsce na zachód słońca. Jedziemy za nim. Mała stupa, ściągamy buty! I wchodzimy! No może tu przyjedziemy wieczorem. A tymczasem czas na business i zakup obrazu. Oglądamy i pytamy o cenę, która zwala nas z nóg. Na szczęście siedzimy. Wiemy jednak ile takie obrazy mogą kosztować więc negocjujemy stawkę. Ustalamy kompromis, wybieramy obraz i śmigamy na śniadanie.
 
 
Zachód słońca
Pagody na tle zachodzącego słońca to kolejny obowiązkowy punkt programu. W tym celu zostały usypane wzgórza. Byliśmy na dwóch. Pierwsze, łatwo i szybko dostępne z głównej drogi jest licznie oblegane przez zwiedzających. Wokół rozmieszczone są również stragany z jedzeniem, kokosami i ciuchami. Jest też pani sprawdzająca bilety, u której taki bilet również można zakupić. Zbyt późny przyjazd oznacza, co najwyżej, miejsce w drugim rzędzie. Warto więc wcześniej poszwendać się po okolicy i znaleźć miejsce tylko dla siebie, co nam się jednak nie udało. Znaleźliśmy za to drugie wzgórze na którym było dosłownie kilka osób, z którego oprócz zachodu słońca podziwialiśmy również stada krów wracające do swoich domostw.