Dzisiaj wyskoczyłam z powtarzalności poranków. Wstałam o 6:00, przeniosłam się na hamak gdzie powitałam wychodzące zza wysepki słońce po czym pojawiła się myśl, żeby zrobić coś inaczej niż poprzednie dni… joga, pływanie… a może by tak olać dzisiejszą jogę i wyskoczyć na poranną kawkę? Może coś napiszę, może przeczytam a może po prostu tylko sobie pokontempluję przy małej czarnej? Długo się nie zastanawiając tak też zrobiłam. Wzięłam plecak i poszłam „na miasto”. Wymyśliłam sobie, że pójdę do knajpki na pomoście… ale jeśli coś nie ma być z góry zaplanowane to właśnie miejsce… bo okazało się, że ta knajpka jak i pozostałe są zamknięte… ale coś zawsze jest otwarte o poranku. Znajduję knajpkę w której serwują kawę parzoną w typowy dla regionu Aceh sposób, na stoliku leży pudełko z ciastkami a kawałek dalej pani sprzedaje donuty. Można się skusić ale jestem twarda i nie jem pączków a poza tym przecież ich nie lubię. Po chwili siedzę przy stoliku, popijam czarną kawkę bez cukru i obserwuję. Wioska budzi się do życia. Gdzieś w oddali motorówka wypływa na morze, ludzie przechadzają się po chodniku, niektórzy jedzą typowe indonezyjskie śniadanie czyli makaron lub ryż (z mięsem), grupa dzieci ubiera kamizelki ratunkowe i wsiada do łódki a ja delektuję się tą chwilą samotności, bycia tylko ze sobą… Dziennik z podróży 19 sierpnia 2019
Tak rozpoczął się piąty dzień naszego pobytu na Pulau Weh – małej wyspie położonej w prowincji Aceh na samej północy Sumatry gdzie krystalicznie czysta woda o turkusowym odcieniu delikatnie muska klify zatapiające się w jej toń.

Rajska wyspa...jest sielankowo i spokojnie bez tłumów
Gdzie spać i jak poruszać się po wyspie?
Przypłynęliśmy na wyspę w ciemno, bez wcześniejszej rezerwacji pokoju. Nawet nie wiedzieliśmy w którą stronę się udać. Postanowiłam zdać się na los. Po opuszczeniu promu zawsze następuje atak miejscowych „skuter?”, „becak?”, „taxi?”. Może któryś z nich coś zasugeruje? Doczepił się do nas bardzo wytrwały Pan proponując skuter. Ok, ale co dalej? Co z plecakami? I gdzie jechać? Pytam o pokój w Iboh (ta nazwa gdzieś mi się obiła o uszy). „Bungalowy, dużo…Mama Mia, Julia…dużo bungalowów” – słyszymy w odpowiedzi. Brzmi nieźle. Jedziemy do Iboh! Negocjujemy cenę za wypożyczenie skutera na 5 dni. Ale co z plecakami? Jeden skuter, my i 4 plecaki? Będzie ciężko wręcz niemożliwe, chociaż miejscowi by pewnie dali radę. Pytam o cenę za taksówkę – 150 000 za osobę - wow to się nie opłaca! Pan od skutera proponuje, że plecaki nam zawiezie becakiem a my pojedziemy na skuterze. Właścicielka firmy też już zachęca abyśmy się zdecydowali na skuter. W końcu ustalamy cenę, wrzucamy plecaki do becaka, dostajemy kaski na głowę, wskakujemy na skuter i ruszamy. Po drodze zostawiamy właścicielkę w ich punkcie i niestety zamieniamy skuter na… mocniejszy (150 zamiast 125). Niestety bo większy i mniej wygodny (oczywiście mam tu na myśli siebie bo Sebastian jest zadowolony z zamiany). Od tej chwili wsiadanie na skuter to cały proces…przytrzymać spódniczkę, dźwignąć maksymalnie nóżkę, przełożyć przez siodełko, zahaczyć o podnóżek, wskoczyć na skuter, przesunąć pupcię i uff jestem 😉 Najlepiej raz wsiąść i jechać ale my to się zatrzymujemy co chwilę…a to po owoce, a to może coś zjemy albo jednak nie, jedziemy dalej… o a może tu zrobimy zdjęcie i wtedy takie wsiadanie i zsiadanie to już wyzwanie i niezłe widowisko… Nie poddaję się jednak i dzielnie wskakuję na skuter przemierzając pełne piasku ulice wyspy.
W Iboh znajdujemy super miejscówkę – bungalow nad samym morzem, bliżej się nie da. W sumie to Sebastian znajduje, ja pilnuję plecaków pogrążona jeszcze w zniechęceniu po pobycie na wyspie Samosir gdzie ostatnie dni cierpiałam na ból pleców i całego ciała i co chyba najgorsze chroniczne niezadowolenie.

Domek nad morzem a obok ścieżka z której można wejść do wody... w bikini. Na plaży obowiązuje zakaz rozbierania się do stroju kąpielowego. Nie zapominajmy, że jesteśmy w Aceh gdzie dominującą religią jest islam

Z hamaku spoglądamy na wschód słońca i rybki pływające pod nami
Odrodzenie na Pulau Weh
Na Pulau Weh szybko odzyskałam poczucie sensu życia i radość z podróżowania. Ponownie odkryłam radość z jazdy na skuterze i niesamowitą niezależność jaką daje własny środek transportu. Pierwsze momenty jednak nie należały do łatwych, miałam wręcz strach w oczach. Te podjazdy i zjazdy to nie byle jakie górki ale góry z zakrętami 360 stopni a ja miałam w pamięci jeszcze zeszłoroczny upadek na skuterze kiedy Sebastian na Sycylii zapomniał, że skuter to nie motocykl i nie trzeba się na nim zbytnio pochylać w bok podczas zakrętu. Szybko ustaliliśmy więc prędkość jazdy i w ten sposób cieszyliśmy się odkrywaniem wyspy na dwóch kółkach przez 5 kolejnych dni.
Nie szalejmy jednak za bardzo z tym zwiedzaniem. Wyspę bowiem da się przejechać w pół dnia. Z Iboh do Sabang jedzie się 40 minut i tą drogę zaliczyliśmy prawie codziennie odkrywając za każdym razem coś nowego. Ale zgubić też się można… Zgubiliśmy się w niesamowitej ciemności kiedy podczas powrotu z Sabang do Iboh wylądowaliśmy po drugiej stronie wyspy. Zapomnieliśmy skręcić na skrzyżowaniu i pojechaliśmy prosto. Kiedy się zorientowaliśmy, że to nie nasza droga, zamiast zawrócić, pokonaliśmy znany nam już odcinek pustej drogi tylko przy blasku księżyca. Udało się ale za drugim razem wolałabym zawrócić 😉

Wytrwały i uśmiechnięty sprzedawca usług...my wskakujemy na skuter a nasze plecaki jadą do Iboh tuk tukiem

Popularne w Indonezji jedzenie z półki można znaleźć wszędzie... ale nie koniecznie wegetariańskie. Czasem mamy szczęście i znajdzie się coś bezmięsnego, jak nie to szukamy dalej bo samego ryżu nie mamy ochoty jeść
Radość odkrywania - Kawa Aceh i spektakularny sposób jej parzenia
Niesamowite i fascynujące jest właśnie odkrywanie nowych miejsc i zazwyczaj dzieje się to niespodziewanie. Jak na przykład parzenie kawy. Ot niby nic takiego a jednak. O miejscowej kawie Aceh słyszałam już wcześniej ale nikt nie pisał o sposobie jej parzenia. Dopiero podczas jednej z przejażdżek zatrzymujemy się w punkcie skąd rozpościera się malowniczy widok na morze. Idziemy pstryknąć jakieś fotki. Przechodzimy przez knajpkę a tu nagle zauważam w okienku ciekawy sprzęt…hmm to chyba do kawy? Sebastian szybko łapie o co chodzi „Chcesz kawkę?” „Chcę!”. No to zamawiamy. Pokazujemy na palcach, że chcemy „2 kopi, no sugar”. Pan zadowolony w pierwszym momencie, że zrozumiał, że chcemy dwie kawy ale „no sugar” go przeraził. „O co im chodzi?” Jesteśmy lekko zakłopotani ale Sebastian szybko wyciąga telefon, wprowadza do tłumacza „kawa bez cukru” i pokazuje panu…Pan się uśmiecha „Tampa gula!” krzyczy do wszystkich obecnych w restauracji i przystępuje do przygotowania czarnego napoju. Okazuje się to spektakularną czynnością. Szybko pstrykam zdjęcia i nawet nie zauważam kiedy kawa ląduje w szklaneczkach… takich małych, typowych dla tego regionu Sumatry. Pan mi sprawił tyle radości tym widowiskiem, że miałam ochotę na jeszcze jedną kawkę. Niestety lokal w mgnieniu oka został zamknięty, telewizor wyłączony, miejscowi się rozeszli i zapadła pustka. Wrócimy tu jutro.

W spektakularny sposób zaparzoną kawę Aceh...

...popijamy z widokiem na zatokę

Kto wyżej podniesie rękę? Kawa z pianką trafia idealnie do małych szklaneczek
Nazajutrz jednak knajpka jest nieczynna. Po chwilowym zawodzie ruszamy na poszukiwanie innej knajpki. Wyglądam i szukam. O jest! Widzę sprzęt. Kochanie jest kawka! Zawracamy i wraz z miejscowymi spędzamy kolejną godzinę na popijaniu kawki, czytaniu i zerkaniu jak spędzają czas mieszkańcy wioski. Takie miejsca są właśnie najciekawsze. Nikt nie mówi po angielsku. Pokazujemy co chcemy lub używamy pojedynczych słówek, które zdążyliśmy poznać. I ile radości sprawia wzajemne zrozumienie się. Wszyscy się cieszą i są zadowoleni. My z tego, że mamy kawkę a miejscowi, że wiedzą co mają podać. Aby jednak było jeszcze łatwiej nawiązać kontakt z lokalną ludnością zaczynamy uczyć się indonezyjskiego. Bo tak jak w przypadku zapłaty zawsze znajdzie się sposób aby się dowiedzieć ile mamy zapłacić – napisać na kartce, pokazać na kalkulatorze albo na palcach, to z zamówieniem czegoś zwłaszcza wegetariańskiego już jest trudniej. Albo kawa bez cukru. Jeżeli nie powiesz, że chcesz bez cukru to na bank będzie posłodzona. Stopniowo tworzymy własny słownik najczęściej używanych słów i miesiąc później na Bali zamawiamy co chcemy w lokalnym języku…Jest z tym jednak związane małe ryzyko. Miejscowi myślą wówczas, że znasz ich język i zaczynają prowadzić konwersację 😉

Po drugiej stronie wyspy rybacy dbają o kolorowy wygląd swoich łódek
Zachód słońca w Sabang
Usiąść na murku i wpatrywać się w zachodzące słońce to główna atrakcja największego miasta na wyspie. Na nabrzeżu można spotkać wielu lokalnych turystów. Jest kilka stoisk z jedzeniem, które tętnią życiem przed zachodem słońca. Wybieramy knajpkę na wprost zachodzącego słońca. Sprawiamy tyle radości dziewczynom prowadzącym lokal, że robią nam zdjęcia z ukrycia. Na początku nieśmiało pokazują co mają a kiedy po raz drugi do nich przyjeżdżamy z uśmiechem nas witają, smażą tempeh, który podają z sosem. Z kolacją w rękach siadamy na murku i wpatrujemy się w zachodzące słońce.

Wschód słońca w Iboh

Okoliczne wysepki w świetle zachodzącego słońca
Mała wyspa a taka przyjemna
Pół dnia spędzamy na tarasie naszego domku rozpoczynając dzień od jogi, pływania (również z maską - chociaż ta rafa tak słabiutka), biegania po schodach (przed nami przecież trekking w Himalajach). Jemy śniadanie owocowe z zapałem przygotowywane przez Sebastiana i podchodzimy po raz kolejny do tworzenia bloga (ale to tylko próby bo weny jak nie było tak nie ma). I w końcu zabieramy kaski i ruszamy przed siebie… skuter na wyspie daje duże możliwości i poczucie wolności. Bo co robić w Iboh? To mała miejscowość w której znajdziemy kilka knajpek dla turystów w tym kawiarnie z kawą z ekspresu w cenie bezpośrednio ściągniętej z zachodu…Ale to nie sprawia tyle przyjemności co lokalna kawa. Kosztujmy i doświadczajmy lokalnych przysmaków zamiast z przyzwyczajenia jeść i pić to co mamy dostępne na co dzień w naszym kraju. Po drodze między Iboh i Sabangiem można znaleźć lokalne knajpki, bazary, punkty widokowe i świeżego kokosa za 5000 IDR. Jedziemy więc na kokosa a co przy okazji? Pozwólmy się zaskoczyć po raz kolejny 😊

Przygotowanie kokosa to nie taka łatwa sprawa...wymaga użycia ostrych narzędzi oraz kilku sprawnych ruchów po których możemy się delektować pyszną wodą kokosową

Kawa u sympatycznej mieszkanki jednej z wiosek "po drugiej stronie wyspy"

Świeże kokosy na wyspie w super niskiej cenie...trzeba tylko poszukać stoiska przy głównej drodze
Banda Aceh
W drodze powrotnej zatrzymujemy się na w Banda Aceh skąd drogą lotniczą udajemy się z powrotem do Malezji. Mamy jeden dzień podczas, którego spacerujemy po ulicach miasta. Zwiedzamy Muzeum Tsunami Aceh, które zostało zaprojektowane jako symboliczne przypomnienie trzęsienia ziemi i tsunami na Oceanie Indyjskim w 2004 roku. Idziemy zobaczyć „Boat on the roof” - ogromną łódź rybacką, która w czasie tsunami została osadzona na dachu budynku. Spacerujemy wzdłuż (śmierdzącej) rzeki obserwując prace wykonywane na łodziach z jednej strony i lokalne "kawiarnie" z drugiej strony.

Boat on the roof - łódź rybacka na dachu budynku przypomina o tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi na Oceanie Indyjskim

Łodzie na rzece przepływającej przez Banda Aceh
Na ulicach miasta obserwujemy jak toczy się codzienne życie mieszkańców. Spotykamy mężczyznę, który tka sieci rybackie a jego miejscem pracy jest chodnik. Inny mężczyzna właśnie strzyże swojego klienta. Co jakiś czas zatrzymujemy się aby sprawdzić co oferują lokalne knajpki.

Tkanie sieci rybackich na ulicach miasta

Usługi fryzjerskie w mieście
W centrum miasta podziwiamy Baiturrahman Grand Mosque – meczet, który jest symbolem Banda Aceh oraz kultury, religii, ducha, siły ludu Aceh. Meczet został wzniesiony w czasach sułtanatu i z małymi uszczerbkami przetrwał tsunami w 2004 roku. Swoim pięknem i wielkością przyciąga uwagę i zachęca do odwiedzenia.
Spacerując ulicami miasta spotykamy również dzieci, które proszą nas o wspólne zdjęcie. Biegną za nami z aparatem i z uśmiechem pstrykają sobie z nami fotki. Sprawiają nam tym dużo radości i wywołują uśmiech na twarzy.

Baiturrahman Grand Mosque - bogactwo i piękno meczetu przyciąga uwagę

Dzieci, z którymi chętnie pstrykamy sobie zdjęcia
Informacje praktyczne
Jak dostać się na wyspę?
Speed boat – cena 80 000 rupii / osobę, czas: około 1 godziny. Można wybrać również prom, który płynie dłużej i jest tańszy. My jednak ustawiliśmy się w kolejce gdzie było więcej ludzi i przy okienku okazało się, że jest to droższy ale szybszy wariant dostania się na wyspę.
Jak dostać się na prom?
Taksówką, becakiem. Sposób się znajdzie a raczej sprzedawcy swoich usług na pewno Was znajdą. Pytanie tylko za ile. To kwestia negocjacji. My za transport becakiem z dworca autobusowego zapłaciliśmy 50 000 rupii.
Jak dostać się do Banda Aceh?
Busem z Medanu – koszt 200 000 rupii / os, czas dojazdu: cała noc z przerwą na posiłek,
Samolotem – połączenia między Kuala Lumpur a Banda Aceh zapewniają linie lotnicze Air Asia. Na północ wyspy można dostać się również lotami krajowymi np. z Medanu.
Jak poruszać się po wyspie?
Skuterem - nie ma problemu z wypożyczeniem skutera zaraz po opuszczeniu łodzi, koszt 400 000 rupii za 5 dni,
Becakiem – zawsze ktoś się znajdzie w pobliżu kto zaproponuje transport, dowóz plecaków z portu do Iboh wyniósł nas 50 000 rupii (ale to była transakcja łączona).
Jak zarezerwować nocleg?
Poszukać bezpośrednio po przyjeździe na wyspę - domek nad morzem 150 000 rupii / noc,
Zarezerwować przez np. Booking lub Agodę.
Środek na komary
Bezwzględnie przyda się w każdym miejscu na Sumatrze. Środki bez deet sprawdzają się bardzo dobrze i można je nabyć w lokalnych sklepach.
Podane kwoty potraktujcie jako orientacyjne i nie zapomnijcie o targowaniu się.
Samolotem – połączenia między Kuala Lumpur a Banda Aceh zapewniają linie lotnicze Air Asia. Na północ wyspy można dostać się również lotami krajowymi np. z Medanu.
Becakiem – zawsze ktoś się znajdzie w pobliżu kto zaproponuje transport, dowóz plecaków z portu do Iboh wyniósł nas 50 000 rupii (ale to była transakcja łączona).
Zarezerwować przez np. Booking lub Agodę.

Transport na lotnisko ... tuk tuk daje radę :)





