Mjanma słynie ze swoich pociągów, pociągów których prędkość jazdy nie powala ale daje okazję doświadczyć czegoś nowego. I mimo, iż podróż do najkrótszych nie należy, to jednak wzbudza nasze zainteresowanie. Chęć przeżycia jednej nocy w wagonie birmańskiego pociągu, podziwiania krajobrazu przez otwarte okno i sprawdzenia czy uda nam się zasnąć na kuszetce sprawia, że innej opcji transportu do Bagan nie bierzemy pod uwagę i od razu po przybyciu do Yangonu udajemy się na dworzec po bilety.

Dworzec kolejowy w Jangonie. Z peronu 3 odjeżdża pociąg do Bagan
Zakup biletów
Nasze pierwsze wyzwanie w pierwszym dniu pobytu w Mjanmie (Birmie). Nowy kraj więc uczymy się po raz kolejny wszystkiego na nowo. Wychodzimy na ulice miasta, do dworca mamy blisko a jednak zakup biletów zajmuje nam 2 godziny. Wolno kierujemy się w stronę dworca. Zagaduje nas młody mężczyzna, który też zmierza w tym kierunku co my. Wchodzimy razem z nim na peron. Ale zaraz, przecież my tylko po bilety idziemy. Nasz towarzysz pokazuje nam w którym kierunku mamy iść. Potem kolejne osoby wskazują "tam". No to idziemy "tam". Mijają nas ludzie, którzy właśnie wysiedli z pociągu... jesteśmy zachwyceni ich ubiorem. Te spódniczki są takie fajne i zarówno mężczyźni jak i kobiety wyglądają w nich fantastycznie. Podziwiany i robimy zdjęcia dworca. I w końcu docieramy do budynku w którym są kasy. Widzimy okienka ale zatrzymuje nas kolejny mężczyzna. Pyta gdzie chcemy jechać. Mówimy, że do Baganu nocnym pociągiem z kuszetkami. „Kiedy?” „Pojutrze.” "Nie ma miejsc, wyprzedane" słyszymy. A nam tak bardzo zależy na tym sposobie transportu. Mężczyzna proponuje, że nam wskaże miejsce gdzie możemy sprawdzić czy może ktoś odwołał rezerwację. Idziemy za nim...

Dworzec jest ciekawym obiektem fotograficznym

Kasy ... jest ich dużo. Która to ta właściwa?
I wchodzimy do agencji turystycznej... włącza się czerwone światełko. Coś mi tu nie gra... Biletów na pojutrze nie ma ale sprytny sprzedawca już nam planuje kolejne dni pobytu w Birmie. Z Baganu możemy płynąć łodzią do Mandalay (co też mamy w planach) a potem jechać pociągiem w kolejne miejsca. Biletów do Baganu jednak nie ma. W związku z tym pytamy o bilety do Mandalay... też nie ma...wyprzedane. O to już jest dziwne. Aż tylu ludzi nagle jedzie pociągiem do Baganu i Mandalay w wagonach „slippery”? Po chwili asystent otrzymuje wiadomość, że właśnie zwolniły się dwa miejsca w pociągu ale to transakcja łączona bo wraz z biletami na pociąg musimy kupić bilety na łódź. Łódź płynie tylko 7 godzin a w cenie mamy 3 posiłki za jedyne 45 dolarów. Ale my nie chcemy płynąć łodzią turystyczną. Jeszcze kilka minut zajmuje nam uświadomienie sprzedawcy, że nie skorzystamy z jego oferty po czym dziękujemy i ponownie udajemy się na dworzec. Tym razem podchodzimy do kas. "Bagan, tamto okienko". Idziemy do kolejnego okienka w którym słyszymy "Na końcu". I w ten sposób docieramy do okienka numer 12. Sukces! Mamy bilety! Za dwa dni ruszamy w 19 godzinną podróż pociągiem do Bagan.

Wiadukt z którego schodzi się na perony pełen jest Birmańczyków podróżujących pociągiem

W końcu jest! Kasa numer 12 - to tu kupujemy bilety
W drodze na pociąg
Czas odjazdu pociągu zbliża się nieubłaganie a my szukamy czegoś na drogę. Ciekawe są te ulice w Jangonie. Jak tylko spacerujemy to punkty z jedzeniem są wszędzie a jak chcemy coś zjeść to nagle nic nie ma. Zaopatrzeni w sałatkę, bataty i orzeszki idziemy na pociąg. Na schodach zgarnia nas młoda dziewczyna, która pokazuje nam gdzie iść. Mijamy wagony trzeciej klasy (ordinary), potem wagony upper i w końcu wchodzimy do naszego wagonu z kuszetkami (slippery). Dziewczyna energicznie zabiera nasze bagaże (mimo sprzeciwu) i wrzuca do schowka, po czym pyta czy chcemy wodę albo piwo. Mówię nie, Sebastian mówi weźmy dwie wody. Jedna za tysiąc. Kiedy chcę płacić dziewczyna zagląda mi do saszetki. Chce abym jej dała 10000 MMK, mówiąc że mi wyda. Daję 5000 MMK po czym "cwaniara" oznajmia, że 3000 MMK za jedną. Zabieram pieniądze mówiąc, że to nie fair i że dziękuję ale wody nie chcę. Nagle cena zmienia się na 2000 MMK i od razu dostaję resztę...ok bierzemy 2 butelki wody. I chwilowo zapominamy o naszym podnieceniu jazdą pociągiem...Takich "przedsiębiorczych" osób na dworcu jest więcej. No cóż...
Siadamy w naszej kuszetce i poznajemy towarzyszy podróży... jak się okazuje parę Polaków :)

Wygodny czteroosobowy wagon z kuszetkami

Wolno suniemy do przodu
Na trasie
Ruszamy. Suniemy po torach. Puff, puff. Wszystkie okna otwarte. Rozkładamy siedzenia, wykładamy nogi i podziwiany świat za oknem. Ludność mieszkającą nieopodal torów kolejowych podczas wykonywania codziennych czynności, chłopców w longyi grających w siatkówkę, mężczyznę podlewającego rośliny w ogrodzie czy prowadzącego wóz z bawołami. Pranie, które suszy się na płocie, chatki na palach i takie ze słomy. I stożki, które płoną a na nich mężczyźni – to produkcja cegły. Krajobraz mieni się również kolorami, raz jest zielono od drzew i bananowców a raz żółto od nie przeoranych jeszcze pól uprawnych po zbiorach na których wzniesione zostały stogi siana. I aż smutno i przykro się robi na widok śmieci, śmieci porozrzucanych przy torach i w okolicy wiosek. Często w takiej ilości, że ziemi nie widać.

Gdzieś na trasie

Zbliżamy się do dworca
Noc w pociągu
O 21:30 kładziemy się spać. Czuję jak wagon się kołysze w lewo, w prawo. Nagle pisk hamulca, zryw wprzód i tył. Uff stacja. Chwilę stoimy i ruszamy. Wagon się znowu kołysze, słyszę uderzenia czegoś, nie wiem czego, coś skrzypie, drzwi obijają się o nasze bagaże… odpływam w sen... budzę się, jest mi zimno, idę po linera. Wskakuję w cienką wkładkę do śpiwora i ponownie zasypiam. Po jakimś czasie znowu mi zimno, wysuwam się z mojego okrycia i idę po sarong. Zasuwam zasłonki i zasypiam. "Wschód słońca" słyszę. Sebastian już spogląda przez okno jak czerwona kula wznosi się na horyzoncie. Wyjątkowo szybko minęła ta noc. Nowy dzień przed nami. A my jedziemy, mijamy kolejne wioski, pola, łąki, lasy. I tylko ilość śmieci rozrzuconych wszędzie przeraża i smuci. Zatrzymujemy się na stacji. Idzie pani z owocami, zaraz za nią pani ze słodkimi przekąskami i pani z samosami. Śniadanie można kupić nie wychodząc z pociągu. Zajadamy się świeżymi ciasteczkami i winogronami. Kiedy dojeżdżamy do Bagan jest po 11:00 a przed wagonem już kilku taksówkarzy czeka na potencjalnych klientów... Bez targowania, się nie obejdzie...

Jesteśmy. Dworzec kolejowy w Baganie. Czas wysiadać
Informacje praktyczne
• pociąg z Jangonu do Bagan odjeżdża codziennie o godzinie 16:00,
• wagon z kuszetkami jest przeznaczony dla 4 osób, cena 16 500 MMK,
• bilety można zakupić z wyprzedzeniem w kasie numer 12 lub w dniu odjazdu, bezpośrednio na peronie (nie dajcie się zwieźć, że nie ma miejsc – to strategia agencji turystycznych),
• w pociągu znajduje się WARS, można więc zamówić kolację i śniadanie,
• w nocy jest zimno, przyda się koc lub ciepłe okrycie.

Będąc w Mjanmie nie można pominąć transportu kolejowego. To obowiązkowy punkt programu i niezapomniana przygoda :)





