parallax background

Filiżanka maÅ‚ej czarnej … herbatki w Cameron Highlands

13 października 2019
PENANG – uczta dla podniebienia, ciała i ducha
10 października 2019
Melaka – muzyka, Å›wiatÅ‚a i rzeka
13 października 2019
 
Herbaciane wzgórza w Cameron Highlands od samego początku były na liście miejsc, które chciałam zobaczyć. Wytrwale więc dążyłam do tego abyśmy w czasie naszej podróży po Malezji ich nie pominęli. Czy się zawiodłam? I tak i nie. Malownicze, zapierające dech w piersiach wzgórza pokryte delikatnymi krzaczkami herbaty i otulone rozpościerającym się wokół lasem deszczowym, są zdecydowanie warte odwiedzenia. Z drugiej jednak strony, komercyjny i mocno turystyczny charakter tego miejsca, sztucznie windowane ceny oraz niechęć dzielenia się informacjami na temat tego rejonu, pozostawiły delikatny niesmak. Bo czy zniechęcanie do samodzielnych spacerów po przepięknych, wiodących bezpośrednio przez plantacje herbaty, szlakach trekkingowych i próba sprzedaży wszystkiego co tylko możliwe, mogą być odebrane inaczej?
 
Czas na Cameron Highlands nadszedł po powrocie na Półwysep Malajski z Langkawi, gdzie spędziliśmy trzy dni. Z Kuah dopłynęliśmy promem do Kuala Perlis a następnie autobusem dotarliśmy do IPOH, w którym mieliśmy zaplanowany nocleg. IPOH zaskoczyło nas bardzo pozytywnie porannym, orzeźwiającym powietrzem (znanym z polskich gór). Niższa temperatura była wyraźnie odczuwalna kiedy szliśmy na pierwszy (odjeżdżający o 8:00) autobus do Tanah Rata. Droga prowadząca przez wzgórza jest kręta, nieustannie pnie się w górę a za oknem możemy podziwiać piękny górski krajobraz. Do niewielkiej miejscowości w Cameron Highlands przyjeżdżamy około godziny 10:00. Jesteśmy więc wcześniej niż oficjalna godzina przyjazdu widniejąca w rozkładzie jazdy.
Jeszcze mając plecaki przy sobie, zatrzymujemy się na śniadanie w jednym z ulicznym straganów, gdzie zamawiamy ciepłe chlebki roti canai. Następnie zostawiamy nasz bagaż w recepcji pensjonatu i w oczekiwaniu na pokój decydujemy się na krótki rekonesans miasteczka. Od razu rzucają nam się w oczy oferty różnych agencji, które wycieczkę na plantację herbaty sprzedają w pakiecie z innymi atrakcjami regionu. Naszą uwagę przykuwa wjazd na Gunung Brinchang – najwyższy szczyt Cameron Highlands a następnie krótki trekking po lesie deszczowym Mossy Forest. Grupowe wycieczki zorganizowane to jednak nie nasz sposób podróżowania więc szybko decydujemy się na nasz ulubiony środek transportu czyli skuter.
 

Cameron Highlands na skuterze


I tutaj niemiłe zaskoczenie. Cena za wynajem skutera kształtuje się w przedziale 50,00 MYR do nawet 80,00 MYR za niepełny dzień (9:00-21:00). Jest więc kilkukrotnie wyższa niż ta, którą kilka dni temu płaciliśmy na wyspie Langkawi, gdzie ten sam skuter kosztował nas 20MYR. Co więcej kiedy pytamy o możliwość przedłużenia czasu do 24 godzin (chcieliśmy pojechać na wschód słońca) to cena wzrastała o kolejne 60,00 MYR. W jaki więc sposób możemy dotrzeć przed wschodem słońca do Sungai Palas skąd rozciąga się piękny widok na plantację BOH? Wykupić wycieczkę! I wszystko jasne.
 
 
 
Rezygnujemy więc ze wschodu słońca (szczęśliwie bo kolejny poranek był pochmurny) i wypożyczamy skuter na 12 godzin. Na początek ruszamy w kierunku Rose Valley, z którego wracając zatrzymujemy się w miejscach opisanych jako atrakcje turystyczne oraz farmach. Miejsca te otoczone są licznymi straganami oferującymi w zawyżonych cenach warzywa, owoce, herbaty, dżemy oraz tandetne pamiątki mające na celu zwrócenie uwagi turysty. Zaglądamy też na pszczelą farmę z wystawą pszczół świata oraz budowanych przez nie uli. Pozostałe farmy decydujemy się pominąć. Również farma truskawek z główną atrakcją pick up your own strawberries, nie przyciąga naszej uwagi.
 
Nasz główny cel to jednak plantacja herbaty BOH. Prowadzi do niej wąska droga wymuszająca naprzemienny ruch samochodów. Mijamy chatki pracowników plantacji, szkołę i świątynię. Zeskakujemy z naszego skutera, kierując się w stronę punktu widokowego. Można się w nim zatrzymać na kubek herbaty i kawałek ciasta albo zakupić herbatę w firmowym sklepie BOH. Nie zatrzymujemy się tu jednak na długo i jedziemy w kierunku plantacji Cameron Valley Tea należącej do grupy Bharat, którą odwiedziliśmy już dzień wcześniej. Plantacja ta jest oddalona o 4 km od Tanach Rata więc bez problemu można do niej dotrzeć spacerując wzdłuż jezdni. Miejsce to zrobiło na nas dużo lepsze wrażenie niż plantacja BOH, dlatego też postanowiliśmy podjechać tam jeszcze raz.
 
 
Podążając od strony Tanah Rata trafiamy do punktu oznaczonego jako Tea house 2. Niecały kilometr dalej znajduje się Tea House 1 z którego można zejść ścieżką do małego wodospadu, szumiącej przyjemnie rzeki czy usiąść na jednej z ławeczek i podziwiać widok na roztaczający się wokół zielony krajobraz herbacianych krzaczków. Sielankowy pejzaż nastraja klimatycznie sprawiając że nie chce się opuszczać tego miejsca.

* nie zachęcamy do rezygnacji z wycieczki zorganizowanej a tylko dzielimy się z Wami naszym sposobem zwiedzania, sami zdecydujcie co Wam najbardziej odpowiada
 
 
 
 

Szlaki turystyczne w lesie deszczowym


Szlak numer 10 – jedyny rekomendowany przez miejscowych. PozostaÅ‚e podobno sÄ… niebezpieczne. Od jedynych Polek, ktÃ