A jednak! Płyniemy! Delikatna mgiełka unosi się nad taflą wody. Suniemy mijając kolejne chaty, zwierzęta pasące się już na trawie. Wypływamy z kanału i wpływamy na jezioro. Jest coraz szerzej. Ptak siedzi na lilii wodnej, inny unosi się w powietrze z ofiarą w dziobie a kormorany całym stadem wyfruwają przed siebie. Rybacy zarzucają lub zwijają sieci. Inni mieszkańcy okolicy łowią glony z gliną. Bogata roślinność zieleni się pod powierzchnią wody. Kobiety płyną z targu z zakupami. Na jeziorze rozpoczyna się nowy dzień. Na jeziorze, które żyje!

Roślinność bujnie pokrywa taflę wody

Ptaki rozkładają swe skrzydła unosząc się nad źródłem swego pożywienia
Do Nyaungshwe przyjechaliśmy z zamiarem niewykupywania wycieczki po jeziorze. Dlaczego jednak płyniemy? Bo:
• dotarcie nad drugie jezioro i jego eksploracja zakończyła się fiaskiem,
• być nad jeziorem Inle i go nie widzieć to jakoś tak dziwnie,
• pojawiła się ciekawość i chęć zobaczenia jak wygląda codziennie życie ludzi na wodzie.
Dlatego też zdecydowaliśmy się na kilkugodzinny rejs po jeziorze bez opcji zakupów. I udało się! Nasz kapitan tak się przejął swoim zadaniem, że nawet nie wiem kiedy minęliśmy wszystkie targi oprócz jednego, który chcieliśmy zobaczyć.

Ruszamy na Inle Lake ...

W podróż ... podróż po jeziorze, które żyje!
O godzinie 8:00 przed punktem sprzedaży wycieczek wita nas uśmiechnięty, drobny mężczyzna. Tody jest naszym kapitanem. Udajemy się na przystań, gdzie już czeka na nas łódka a w niej ... dwa krzesła. Krzesła w łódce? Siadam. I czuję się jak królowa na tronie. Dobrze, że dzisiaj ubrałam longyi :) Wypływamy wolno, po czym nabieramy prędkość. Robi się chłodno. Ubieram kurtkę i obserwuję.

Przystań z której wypływamy wypełniona jest mętną wodą w kolorze brązowym...

Chaty na palach to cztery kąty ludzi mieszkających na jeziorze
Chaty na palach po obu stronach kanału. Potem łąki a na nich zwierzęta. Co też niektóre z nich robią? Odpowiedź na zdjęciu ;) Dopływamy do szerszej części jeziora. Mijamy pozujących do zdjęć mężczyzn i kierujemy się w głąb jeziora. Pojawiają się rybacy, którzy rozwijają bądź zwijają swoje sieci za pomocą obu rąk i bambusowego kija. Jak więc wiosłują? Nogą! Balansują na jednej nodze a drugą trzymają wiosło. I jakie mają łydki umięśnione. Kawałek dalej widzimy mężczyzn wyciągających glony z ziemią z wody. Dużo tego. Zastanawiam się po co im to?

Dobrze, że ostrość nie jest zbyt dobra bo zobaczylibyśmy za dużo ;)

Niektórzy wolą pozować ... każdy ma wybór
A co się dzieje pod wodą? Woda zmienia kolor od brązowego po zielony... zielony bo pod nią żyją rośliny. Mnóstwo. Co jakiś czas wyrasta lilia wodna a na niej siedzi ptak. Płyniemy i obserwujemy. Tyle życia. Podpływały do targu Nan Pan Market. Jedyny targ, który chcieliśmy zobaczyć. Targ pełen turystów i miejscowych. Z tyłu bowiem można znaleźć stragany z żywnością, ubraniami, pana który noże wyrabia. Ta część nas interesuje najbardziej. To tu zakupów dokonują przede wszystkim mieszkańcy jeziora. Kosztujemy gofra i ciasteczko i słyszymy słowa "good luck" od jednej turystki. Nie raz już jedliśmy lokalne jedzenie i nie raz jeszcze zjemy. To część naszej podróży. W restauracjach dla turystów nie znajdziemy takich smakołyków ani nie poczujemy lokalnego klimatu.

Rybak zręcznymi ruchami wiosłuje i wyciąga sieć z wody jednocześnie

Po co im te glony? Na odpowiedź musiałam poczekać kilka godzin


